Reklama

Tajemniczy Wrocław: Wrocławska Madonna cz. 11

15/08/2013 00:00

Na łamach naszego portalu prezentujemy cykl pod tytułem Tajemniczy Wrocław. Publikujemy w nim fragmenty powieści znanej wrocławskiej pisarki - Jolanty Marii Kalety. Począwszy od 1 czerwca przez kolejne tygodnie na naszej stronie w każdą sobotę można śledzić losy bohaterów "Wrocławskiej Madonny". Dziś - wyjątkowo w dzień świąteczny, jedenasta, przedostatnia już część trzymającej w napięciu powieści, której tłem jest stolica Dolnego Śląska.

>Przeczytaj pierwszy odcinek powieści Jolanty Marii Kalety pt. "Wrocławska Madonna".


 


>Przeczytaj drugi odcinek.


 


>Przeczytaj trzeci odcinek.


 


>Przeczytaj czwarty odcinek.


 


>Przeczytaj piąty odcinek.


 


>Przeczytaj szósty odcinek.


 


>Przeczytaj siódmy odcinek.


 


>Tu znajdziesz ósmy odcinek.


 


>Tu przeczytasz dziewiąty odcinek.


 


>A tu przeczytasz dziesiąty odcinek


 


A oto kolejny wybrany fragment powieści:


 


*Pułkownik Bielawski zrobił w pamięci rachunek sumienia. Poza wyniesieniem kilku kilogramów złota z budynku MSW i ukrycia ich na swojej działce rekreacyjnej „więcej grzechów nie pamiętał”. Podejrzewał, że to samo zrobiło jeszcze kilka innych osób mających dostęp do „złomu”. Także działania Majchrzaka i Kopcia były nielegalne, ale władze o tym wiedziały. Więc chyba nie o to ministrowi chodziło.

Reklama

Czas oczekiwania na audiencję ślimaczył się i ciągnął w nieskończoność. Zanim Bielawski stanął przed drzwiami swego najwyższego przełożonego, był mokry od potu. Na skutek upału i z emocji.


- Siadajcie no, pułkowniku – minister poprosił nadzwyczaj kordialnie, gdy tylko Bielawski wszedł do gabinetu.


Miejsce pracy zwierzchnika przytłaczało wielkością i elegancją umeblowania. Pułkownik usiadł we wskazanym mu fotelu i natychmiast zapadł się głęboko. Minister umościł się na twardym, obrotowym fotelu za biurkiem i dzięki temu górował nad swoim gościem. Wyjął papierosa z eleganckiej złotej papierośnicy, włożył między mięsiste wargi i zwrócił się do Bielawskiego:

Reklama

- Doszły mnie słuchy, że wasi agenci zlecili nieoficjalne śledztwo przeciwko jakiemuś tam historykowi sztuki z Wrocławia. Co wiecie na ten temat?


Bielawski poczuł, że krew w jego żyłach przestała krążyć, a krawat zacisnął się niczym pętla na szyi wisielca. On nic nie wiedział, a to było jeszcze gorsze niż wiedzieć i nie reagować. Poczuł się jak w pułapce.


 

 


- Wicie, rozumicie, towarzyszu ministrze, była taka potrzeba… - bełkotał w panice.


- Wy mi tu nie pierdolcie o jakiś potrzebach… - minister wsparł się dłońmi o biurko i wychylił w stronę Bielawskiego. - Ja nie życzę sobie, żeby mi towarzysze z KC wytykali, że u nas prowadzi się nieoficjalne śledztwa. Zwłaszcza teraz. Chciałem was ochronić, a tak będę musiał całe kierownictwo wypierdolić na bruk.

Reklama

- Ja natychmiast zrobię z tym porządek, tylko… - chwilę zastanowił się, ale nie miał innego wyjścia, musiał się spytać: – O kogo chodzi? Minister rzucił w niego kpiącym spojrzeniem.


- Ten wasz Cygan kazał wsadzić do pierdla jakiegoś, jak mu tam… Marka Wolskiego – wypuścił kłąb błękitnego dymu wprost przed siebie i rozpiął guzik od koszuli, a po chwili cały mundur generalski i dodał – a towarzysz Gwizdalski jest jego krewnym.


Bielawski z trudem wyciągnął swój zbyt gruby zadek z fotela, stuknął obcasami i służbiście zameldował:

Reklama

- Odmeldowuję się, towarzyszu ministrze. W pięć minut sprawa będzie załatwiona.


 


- Tak myślę… – odparł flegmatycznie minister, wypuścił kolejny kłąb dymu i rozparł się z zadowoloną miną w fotelu.


Upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu. Nie tylko załatwi sprawę tego ważniaka z KC, Gwizdalskiego, ale będzie miał powód, aby rozpędzić na cztery wiatry starą ekipę. A jak dobrze pójdzie i jego chłopcy znajdą u nich wyniesione z budynku MSW złoto z akcji „Złom”, to pójdą siedzieć. Uśmiech zadowolenia rozlał się po jego szerokiej, chłopskiej twarzy.

Reklama

 


Pułkownik Bielawski wpadł do swojego gabinetu przy Rakowieckiej jak bomba. Uchylił drzwi do sekretarki i ryknął:


- Dawać mi tu majora Kozoduja! Tylko szybko!


Sięgnął do szafki z dokumentacją i wyjął butelkę radzieckiego koniaku. Nalał sporo do szklanki i wypił duszkiem. Piekący płyn nie tylko go nie uspokoił, ale rozgrzał jeszcze bardziej. Nacisnął dźwigienkę syfonu. Kapnęło kilka kropel, coś wewnątrz zabulgotało i z wylewki wydobyło się przeciągłe syczenie. Pułkownik z hukiem otworzył drzwi do sekretariatu i spytał podniesionym głosem?

Reklama

- Dlaczego syfon nie nabity?! Przecież prosiłem?! Czym wy się tu, kurwa, wszyscy zajmujecie?!


Sekretarka wstała od biurka i z lękiem w oczach wyjaśniła:


- Nie było w żadnym sklepie, obywatelu generale…. Są upały…


Bez słowa trzasnął drzwiami. Zdjął górę od munduru i krawat. Po chwili usłyszał delikatne pukanie i weszła sekretarka niosąc na tacy kilka szklanych butelek z wodą mineralną. Spojrzała pytająco na swego szefa.


- Postaw na biurku – burknął nieco grzeczniej, widząc przestrach na jej twarzy.


Otworzył butelkę i wypił duszkiem całą zawartość. Była przyjemnie chłodna i lekko szczypała w język. Ostudziła trochę jego rozgrzane nerwy. 

Reklama

Major Kozoduj chyba na ten moment specjalnie czekał. Gdy Bielawski siadł oklapnięty przy biurku, czując, że najgorsze nerwy już go odpuściły, wszedł i zameldował się. Jednak się przeliczył. Na jego widok Bielawski zerwał się jak oparzony, podszedł tak blisko majora, że ten poczuł woń alkoholu od swego szefa.


- Kurwa, Kozoduj, powiedz mnie dlaczego ja nic nie wiem co wy wyprawiacie z tym chujem Majchrzakiem?! – krzyczał, robiąc się coraz bardziej purpurowy na twarzy. – Czy ja muszę przez was świecić oczami u samego ministra?!

Reklama

- Obywatelu pułkowniku ja nic z Majchrzakiem nie wyprawiam – tłumaczył się, szukając gorączkowo w myślach o jaką sprawę może chodzić przełożonemu, ale nic konkretnego sobie nie przypominał.


- Jakieś śledztwo, wicie… rozumicie… ponoć zleciliście, przeciwko jakiemuś pierdolonemu historykowi sztuki z Wrocławia. A to pewnikiem czyjś protegowany. Naser mater z tym wszystkim…


- Ja o niczym nie wiem. Jeśli to ten chuj Majchrzak, to zaręczam, że nogi z dupy powyrywam! – solennie zapewnił.


- Nam wszystkim wyrwą nogi z dupy, Kozoduj! – oznajmił ostro Bielawski. – Coś się święci, mówię wam! Pierwszy nosem kręcił, ale broszki i łańcuszki sobie zakładał. Ten nasz nowy minister potraktował mnie jak zdechłego kota. Mnie to się nie podoba. A wy z tym całym Majchrzakiem daliście im broń do ręki! Naser mater!

Reklama

- Przysięgam, że o niczym nie wiem. Jeżeli pozwolicie, to zaraz sprawę załatwię.


- Idźcie i zameldujecie mnie co i jak – odparł i zrezygnowany klapnął na krześle.


Minutę później major Kozoduj zatrzasnął z hukiem drzwi do swojego pokoju. Chwycił słuchawkę telefonu i podniesionym tonem poprosił o błyskawiczne połączenie z komendą we Wrocławiu, z porucznikiem Kwiecińskim. Czekając na połączenie, zapalił papierosa i chodził nerwowo po pokoju. Cztery kroki w jedną stronę i cztery z powrotem. Gdy tylko telefon na biurku zabrzęczał, chwycił słuchawkę:

Reklama

- Major Kozoduj, MSW, Rakowiecka.


Kwieciński słysząc to nazwisko zbladł i odruchowo stanął na baczność.


- Słucham, obywatelu majorze – powiedział służbistym tonem.


- Słuchajcie no, Kwieciński, co to za sprawa z tym całym Markiem Wolskim? – spytał spokojnie.


- Melduję, że jest podejrzenie o szpiegostwo…


- Szpiegostwo…. - zasyczał Kozoduj. – Ja wam, kurwa, dam szpiegostwo! Wy, mnie kurwa ruski rok zapamiętacie za to „szpiegostwo”! Czy wy wiecie, że nas ze służby wypierdolą za to wasze „szpiegostwo”?! Na dywanie byłem u starego przez waszą prywatę z tym chujem Majchrzakiem! Ten zasrany Wolski, co wy go o szpiegostwo, to czyjś krewny z KC! Czy wy chcecie dać do zrozumienia, że w KC zajmują się szpiegostwem?!


- Ale obywatelu majorze…. - Kwieciński usiłował wtrącić coś do rozmowy, ale kolejny stek przekleństw i gróźb wylewających się ze słuchawki uniemożliwił mu powiedzenie czegokolwiek.


 


Kolejna, ostatnia już część cyklu w sobotę 17 sierpnia.


-----


Dla autorki Jolanty Marii Kalety inspiracją do napisania powieści stało się zagadkowe, nagłośnione w 1961 roku, zniknięcie z kaplicy Arcybiskupa Wrocławskiego na Ostrowie Tumskim, cennego obrazu Łukasza Cranacha Młodszego „Madonna Pod Jodłami”, zwanego "Wrocławską Madonną".


 


Przez dziesięciolecia wydawało się, że jest on dla Polski bezpowrotnie stracony. Kiedy Autorka książki w lipcu br. złożyła w wydawnictwie maszynopis powieści osnutej na tych wydarzeniach, całą Polskę obiegła sensacyjna wiadomość - do posiadania „Madonny” przyznał się Kościół Katolicki w Szwajcarii i wart kilka milionów dolarów obraz zwrócił Polsce. Czy pisarka trafnie przewidziała koleje losu i kres wędrówki obrazu? Czy przewidziała rzecz niemożliwą – jego powrót do Polski? A może wyobraźnia podsunęła Jej inne, ciekawsze niż rzeczywistość, rozwiązanie? Na to pytanie Czytelnik znajdzie odpowiedź w powieści. Śledząc losy jej bohaterów odnajdzie także odpryski głośnej operacji polskich służb specjalnych PRL-u o kryptonimie „Żelazo”.


 


Marek Wolski, wrocławski historyk sztuki, poproszony o pomoc w rozwiązaniu zagadki przez swego przyjaciela sekretarza Kurii Arcybiskupiej we Wrocławiu, bez zgody polskich władz, wyrusza na poszukiwanie zaginionego obrazu „Madonna Pod Palmami”. Poprzez Drezno i Wiedeń, ścigany przez agentów służb specjalnych, tropi wymykający się wciąż obraz. Sprawę dodatkowo komplikuje pojawienie się pięknej kobiety. Wolskiemu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo, któremu nie może zapobiec nawet powrót do Polski.


 


Akcja powieści toczy się wartko, zaskakując bohatera i czytelników wciąż nowymi przeciwnościami losu, z którymi musi sobie radzić wykorzystując cały swój spryt, inteligencję i urok osobisty. Tę książkę, napisaną ciekawie, soczystym, żywym językiem, z postaciami "z krwi i kości", osadzoną w konkretnych realiach historycznych, czyta się przysłowiowym ‘jednym tchem’. Znajdziemy w niej i zbrodnię i przemoc i bezwzględność służb specjalnych, ale także seks, przyjaźń i prawdziwą miłość.


Jolanta Maria Kaleta

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości