Zarząd przewoźnika nie zgodził się na podwyżkę pensji w firmie o 400 złotych, o którą wystąpili w czerwcu związkowcy. Efekt? Związki zawodowe weszły w środę w spór zbiorowy z pracodawcą. - Średnie miesięcznie wynagrodzenie u nas to 4420 zł. Zwiększenie zarobków oznaczałoby albo rezygnację z inwestycji w nowe pojazdy, albo podwyżkę cen biletów - argumentują brak zgody przedstawiciele MPK.
Przedstawiciele przewoźnika informują, że związkowcy chcieli, by każdy pracownik MPK otrzymał 1 lipca podwyżkę o 400 zł, czyli w wysokości 8 procent wynagrodzenia. Dodają, że średnie wynagrodzenie w spółce wynosi obecnie 4420 zł i jest wyższe niż przeciętna pensja miesięczna w sektorze przedsiębiorstw we Wrocławiu w pierwszym kwartale roku.
W MPK tłumaczą, że zrealizowanie żądań związków zawodowych oznaczałoby, że spółka musiałaby wydać w przyszłym roku dodatkowo prawie 11 milionów złotych na wynagrodzenia, a w tym roku przeznaczyć na wzrost pensji około 5 milionów złotych.
- Nie mamy takich pieniędzy. Musielibyśmy po nie wyciągnąć rękę do miejskiej kasy, co oznaczałoby na przykład 7-procentową podwyżkę cen biletów. Takie same pieniądze pozwoliłyby MPK na wydzierżawienie 80 nowych, niskopodłogowych autobusów, czyli wymianę co czwartego autobusu na nowy - wylicza Władysław Smyk, prezes MPK.
Odmowa zwiększenia wynagrodzenia wywołała natychmiastową reakcję - związki zawodowe weszły w spór zbiorowy z pracodawcą z dniem 18 czerwca.
Jak zapewniają przedstawiciele przewoźnika, władze firmy chcą zmian i podniesienia pensji najmniej zarabiającym. Tłumaczą, że od lat we wrocławskim MPK utrzymywane są ogromne dysproporcje między zarobkami pracowników na tych samych stanowiskach, np. motorniczego czy kierowcy autobusu.
Kierujący na starcie zarabiają około 2 550 zł brutto, podczas gdy ci z ponad 20-letnim stażem nawet dwukrotnie więcej za dokładnie tę samą pracę. Przestarzały regulamin wynagrodzeń premiuje wyłącznie staż pracy, a nie jej jakość.
Zrealizowanie postulatu podwyżki po równo dla wszystkich oznaczałoby - jak wyjaśniają w MPK - utrzymanie systemu, który dyskryminuje pracowników bez 20-letniego stażu.
- To tak zwyczajnie po ludzku niesprawiedliwe i nie możemy się na to zgodzić. Poza tym zarobki niepowiązane z jakością pracy to droga donikąd. W ten sposób nie zapewnimy mieszkańcom miasta usługi na najwyższym poziomie i nie pozyskamy młodych fachowców w miejsce tych odchodzących na emeryturę, ponieważ minimalna pensja nie jest atrakcyjna na obecnym rynku pracy - mówi Władysław Smyk.
Dlatego władze MPK proponują wdrożenie nowego systemu wynagradzania – TURBO. Dzięki niemu - jak zapewnia przewoźnik - można by podnieść płace tym najmniej zarabiającym, a reszcie zagwarantować pensje, uwzględniające wypracowany staż. I wprowadzić premię motywacyjną, która pozwoli nagradzać ponadprzeciętnych pracowników.
Przypomnijmy, że ponad 80 procent pracowników, którzy wypełnili ankiety dotyczące nowego systemu wynagradzania, zadeklarowało, że chce się dowiedzieć o TURBO więcej. Dlatego w MPK zorganizowano punkty konsultacyjne, by każdy pracownik mógł indywidualnie zapoznać się z ofertą pracodawcy.
- Skorzystało z nich już kilkuset pracowników. Wielu wyraziło chęć przejścia na nowy system wynagradzania. Konsultacje trwają, a szczegóły nowego systemu trafiają także do organizacji związkowych - podkreślają w MPK.
Dodajmy, że w maju zakończono negocjacje pomiędzy zarządem a związkami zawodowymi. W efekcie władze przewoźnika zobowiązały się m.in., że MPK nie zmniejszy zatrudnienia z powodu zmian organizacyjnych związanych z likwidacją zajezdni Dąbie i Grabiszyńska. To automatycznie oznacza wzrost kosztów pracy. Dziesięć dni po tej ugodzie, zarząd spółki otrzymał żądania podwyżkowe.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze