Wrocławianie marzą o karierze, czyli magia castingów
03 października 2010, autor: Radomir Wit
Na castingach, takich jak choćby do programu Top Model, zawsze są u nas tłumy.
Fot. kw
Rejestruję się w systemie, zapraszają mnie na zdjęcia, nagranie, jestem w bazie – to ponoć przepustka do bycia sławnym, kiedyś. Takich jak ja we Wrocławiu są setki.
ZOBACZ PODOBNE
Drugoligowy Śląsk dotrzymał słowa Koszykarze wrocławskiego Śląska po czteromeczowej serii pokonali Stal Ostrów Wielkopolski i awansowali do pierwszej ligi PZKosz. Dla drużyny Rafała Kalwasińskiego to pierwszy krok do powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej.2012-05-14
Rzeczywistość w dokumentach mistrza do zobaczenia we Wrocławiu Instytut im. Jerzego Grotowskiego organizuje cykl spotkań poświęconych filmom dokumentalnym Krzysztofa Kieślowskiego. Od 10 maja, w każdy kolejny majowy czwartek w Sali Kinowej Instytutu prezentowane będą dzieła tego wybitnego polskiego reżysera. Wstęp wolny.2012-05-08
15 pięknych dziewczyn zawalczy o tytuł ringowej miss - zobacz uczestniczki Organizatorzy konkursu mają przyjemność ogłosić 15 uczestniczek konkursu PRO FIGHT Ring Girls. Wybór nie był łatwy. Wszystkie bowiem dziewczyny, które wysłały do zgłoszenia zasługują zarówno na nagrodę główną jak i szansę zostania oficjalną PRO FIGHT Ring Girl.2012-05-04
Spotykamy się rano na planie serialu „Dlaczego ja?” - to wrocławska produkcja, kręcona najczęściej na wrocławskim Oporowie. Przy stoliku przed oporowskim pubem siedzi chłopak, na oko koło trzydziestki i dwie dziewczyny. Jedna emanuje blond włosami, błyszczykiem i tipsami, druga skromniejsza, ale równie dumna ze swojej roli. Ja – statysta. Dostaję proste zadania, siedzenie przy stoliku i podejście do baru. To oni są dzisiaj gwiazdami, tak przynajmniej wynika z ich rozmów. Oto wrocławianie, którzy jak wielu w naszym mieście, marzą o karierze w telewizji.
Casting, casting i...
Najważniejsze jest dobrze wypaść na castingu. Wybieram się na kilka takich, żeby sprawdzić, jak prezentują się inni. Poznaję kilka osób – Pani Ania, pracuje w sklepie, dorabia sobie w ten sposób. Ulka, studiuje wieczorowo zarządzenie, wie, że potrafi grać i chce to wszystko udowodnić. Obie dostają fragment tego samego scenariusza, różne role. Jest na łącznie ponad dziesięć osób. Przed nami kamera, kilka osób z produkcji – te kilka minut to moment przełomowy, albo się dobrze zaprezentujesz, albo licz co najwyżej na statystowanie. Ulka się produkuje, mówi, że tańczy, śpiewa, że się kształci, chodzi na kursy. Na jej twarzy powaga i pewność siebie, reszta uśmiecha się pod nosem. Jej białe kozaczki przyciągają wzrok zgromadzonych.
Zostaję zaproszony na kolejny casting, tym razem do reklamy popularnego fast-foodu. Postanawiam sobie trochę zadrwić z powagi uczestników castingu.
Wiara czyni cuda?
Umówmy się, nie jest dobrym aktorem. Nawet do miernego mi daleko. I trochę się wstydzę, pojawiając na castingu. Zazdroszczę pewności siebie chłopakowi w loczkach, dziewczynie w puchatej kurtce (bo zimno już się robi) i pani w płaszczu po kostki, z której zwisa delikatny szal. Po chwili w kolejce pojawia się też starszy facet z brzuchem, ma na sobie szary sweter, czarne buty ze sztucznej skóry. - Oo, Sławek – wstaje do niego starsza kobieta z szalem. Znają się, to tak zwani „castingowi weterani”. Zaczynają rozmawiać o koledze, który dostał się do reklamy jakiejś firmy ubezpieczeniowej, które nie chce wypłacić ubezpieczenia Sławkowi. Chłopak w loczkach sprawę olewa, ale puchata dziewczyna przysłuchuje się z uśmiechem, coś tam wtrąca – jest natarczywie miła, podobnie jak pozostała dwójka. Bo zasada jest jedna – słuchaj, mów, poznawaj, uśmiechaj się – inaczej wszystko Cię ominie.
Wchodzimy na casting. Zaczynają od dziewczyny w puchatej kurtce. Przedstawia się, mówi o sobie, uśmiecha, szczerzy. Pozuje do zdjęć. Do swojej roli podchodzi znad wyraz poważną miną, chwilę kontempluje rolę – ma jeść frytki i nagle zacząć się cieszyć. Robi swoje. Przychodzi kolej na mnie, trochę się denerwuję, przedstawiam i rzucam kilka słów o tym, że owe knajpy powinny być czynne również w nocy, bo zawsze jak wracam z imprezy chce mi się jeść.
Gdzie problem? Czy to źle, że młodzi chcą być sławni?
Celuj wysoko
Rozmawiam z tymi młodymi. Dla nich to być albo nie być. Poświęcają czas na castingi i szkolenia, rezygnują z nauki, pewnej pracy. Od czasu do czasu dostaję epizod, głównie statystując, czekają na swoją szansę, bo o tym są przekonani. Marzą o sławie i dużych zarobkach. Docieram do osoby z produkcji jednego z serialów, kręconego we Wrocławiu. Pracuj z reżyserem, po dziesięć, a nawet dwanaście godzin dziennie, rzadko ma wolne weekendy. Na rękę dostaje 2000 złotych miesięcznie. Bez rewelacji. Statyści i epizodyści mają gorzej – dzień na planie dla statysty to zarobek rzędu 40 złotych. Pracując tyle samo w sklepie, można zarobić nawet 100 złotych dziennie. Ale oni wierzą, że to poświęcenie zaprocentuje.
Dostałem telefon ze swojej agencji, dostałem się dalej w reklamie popularnego fast-fooda. Zaprosili mnie do Warszawy. Odmówiłem, bo musiałem być w pracy. Zapytałem o tamtą dziewczynę, ona się nie dostała.