Manifestacje, protesty, organizowanie pomocy dla potrzebujących to akcje, w których wrocławianie niechętnie biorą udział. Według badań około 8 proc. oddaje krew, 6 proc. podpisuje petycje, a jedynie 2 proc. bierze udział w manifestacjach i protestach. Dlaczego mieszkańcy Wrocławia się nie angażują?
Wrocław jest miastem, w którym sporo się dzieje. Zarówno w sferze kulturalnej, jak politycznej i społecznej. Niestety ta ostatnia dość kuleje. Działania prospołeczne i aktywność obywatelska jest mieszkańcom Wrocławia albo obca, albo zupełnie obojętna. W myśl zasadzie: „nie wychylaj się”.- Polacy raczej nie angażują się w sprawy społeczne. Nie jest to jednak ich wina, raczej charakteru instytucji w jakich jesteśmy socjalizowani. Narzucane nam postawy, skrypty zachowania nie uczą świadomej walki o swoje. Szkoły, licea i w dużej mierze uczelnie wyższe, to skostniałe struktury, gdzie student jest wiecznym petentem, „przepraszaczem” i „prosicielem” o wszystko – tłumaczy Katarzyna Pałys*, wrocławska socjolog. - Jeżeli od najmłodszych lat, nie uczymy dzieci walczyć o swoje prawa, choćby wychodząc z nimi na ulicę, pokazując i uświadamiając ważność petycji, manifestacji, to trudno się dziwić, że większość uważa, iż to i tak nic nie zmieni, wiec po co się narażać – dodaje.
Według Wrocławskiej Diagnozy Problemów Społecznych stworzonej przez Jacka Sutryka oraz dr Jacka Plutę z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrocławiu, ponad 15 proc. mieszkańców naszego miasta wpłaca pieniądze dla organizacji społecznych i w to wrocławianie angażują się najbardziej. Mniej niż 10 proc. to honorowe krwiodawstwo i organizowanie pomocy dla potrzebujących – takie jak zbiórka odzieży.
- Wydaje mi się, że jestem zaangażowana. Nie biorę udziału w manifestacjach czy protestach, ale jeśli jest organizowana akcja pomocy dla potrzebujących, to uczestniczę w tym bez namysłu- mówi 24-letnia Paulina.
Socjologowie tłumaczą, że ludzie zaczynają dostrzegać problem i angażować się w niego dopiero kiedy dotyka ich bezpośrednio.
- Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj angażują się ci, których dotyczy problem, albo są bardzo wyczuleni na sytuację innych. Czasem spotyka się charyzmatyczne jednostki, potrafiące aktywizować swoje najbliższe środowisko. Niestety od lat obserwuję, to co dzieje się we Wrocławiu i wciąż na manifestacjach, protestach widzę te same twarze – mówi Pałys.
Wielu ludzi przejawia potrzebę pomocy w drobnych gestach. Wysyłając smsy, przekazując jeden procent podatku czy oddając nieużywane rzeczy potrzebującym.
- Mam swoją grupę przyjaciół. 10 osób. Po tragedii powodzi, postanowiliśmy zgodnie, że zamiast kupować sobie prezenty na różne święta- typu urodziny, imieniny- będziemy wpłacać pieniądze dla powodzian – mówi 52-letnia Jolanta.
Polskie społeczeństwo organizuje się i czuje potrzebę wzajemnego wsparcia przy różnego rodzaju katastrofach. Ostatnio jest to szczególnie widoczne. Podobnie jak w 1997 roku, jak i teraz, kiedy powódź dotknęła Polskę, ludzie aktywnie uczestniczyli w budowaniu wałów czy noszeniu worków z piaskiem.
- Każda sytuacja wyjątkowa, poniekąd z racji swej specyfiki, przyciąga tłumy, które są wciągane do pomocy. Proszę nie zapominać, że stan wyjątkowy to moment kiedy czas, problemy i inne sprawy są w zawieszeniu, a cała nasza uwaga koncentruje się na próbach poskromienia zjawiska. Poza tym ludzie myślą: skoro sąsiad ucierpiał, to i mnie może się zdarzyć, więc pójdę pomóc– podkreśla socjolog.
W styczniu tego roku Centrum Badania Opinii Społecznej na reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski przeprowadziło badanie dotyczące problematyki społeczeństwa obywatelskiego. W opracowaniu „Działalność społeczna Polaków” podjęto tematykę gotowości, predyspozycji oraz faktycznej społecznej działalności obywateli. Dwie trzecie badanych to altruiści wyrażający pogląd, że obecnie trzeba być bardziej wrażliwym i gotowym do pomocy innym. To samo 67% wierzy także w skuteczność działania na rzecz swojej społeczności.
Jak wynika z badań, zaangażowanych w działalność prospołeczną i aktywność obywatelską wrocławian jest bardzo mało. Nie jest to nawet 20%. Nie pozostajemy jednak obojętni na ludzką krzywdę. Świadczy o tym choćby
>test, który zdaliśmy podczas powodzi.
* Katarzyna Pałys - wrocławska socjolożka, specjalista od corporate identity, queerówka i aktywistka. Na co dzień zwolenniczka używania form z żeńskimi końcówkami. Ze względu na prostotę i czytelność tekstu z jej wypowiedzi zostały usunięte żeńskie końcówki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze