Trzymajmy kciuki. Już w najbliższy wtorek 22 osoby przyjęte do Straży Miejskiej będą zdawały egzamin z przygotowania do patrolowania Wrocławia- miasta, które w 2010 r. zajęło 2. miejsce w rankingu najniebezpieczniejszych w kraju. Według planu ten stan ma zmienić pojawienie się na ulicach nowych mundurowych oraz dodatkowych latarni.
Jednak czym jest 22 nowych strażników na miejscu 130, którzy odeszli z pracy w przeciągu 3 lat? Według danych z listopada 2010 we Wrocławiu pracuje w sumie 264 strażników. To oznacza, że realnie do pracy na ulicach wyrusza 286 mundurowych. Widujemy ich najczęściej w centrum miasta. Tam gdzie nie docierają, aktywniej działają policjanci.
Co powoduje, że zainteresowanie pracą w straży jest coraz mniejsze? Zbigniew Słysz, komendant wrocławskiej straży miejskiej twierdzi, że jego ludzie uciekają, bo strażnik z mniejszym niż sześć lat stażem zarabia 2 tysiące złotych brutto.
- Dlatego nowo przyjętych wysyła się na ulice wprost po przeszkoleniu. Nie ma czasu, by uczyli się od starszych kolegów – dodaje Słysz. Może zatem to braki w przygotowaniu mundurowych i kiepskie płace powodują, że Wrocław zasłużył na miano jednego z najniebezpieczniejszych miast Polski? Skoro nie ma ludzi, środków i motywacji, to nie może być mowy o bezpieczeństwie.
Urzędnicy w 2010 roku przyznali, że „Program Poprawy Bezpieczeństwa na lata 2009-2012” - nie działa. Po „pogłębionej analizie dotychczasowych metod zwalczania przestępczości” powołali do życia Centrum Zarządzania Kryzysowego przy ul. Strzegomskiej. Zaplanowali też, że zasilą policję kwotą 1,63 mln zł, czyli o ponad 100 tys. wyższą niż w ubiegłym roku (1,507 mln zł). Zabrzmiało obiecująco. Chwilę potem okazało się, że co prawda jednym pieniądze dano, ale drugim zabrano. Straż miejska dostała bowiem 607 tys. mniej niż w 2010.
Wojciech Adamski zastępca prezydenta Rafała Dutkiewicza uspakajał, że to nic nie znaczy: - Pieniądze na straż miejską są zapisane w różnych miejscach w budżecie. Na pewno są dodatkowe kwoty na inwestycje – zapewniał dziennikarzy.
Póki co za poprawę bezpieczeństwa miasta wziął się ZDiUM i wdrożył program „Oświetlenia miejsc niebezpiecznych”. Postawienie dodatkowych latarni np. na ul. Osobowickiej przed bramą główną cmentarza czy na ul. Pereca, róg Żelaznej ma chyba z powodzeniem zastąpić strażnika miejskiego. To oczywiście żart, ale może faktycznie kogoś w urzędach ta sytuacja oświeci?
A co Wy o tym sądzicie? Czy po zatrudnieniu nowych strażników, otwarciu Centrum Zarządzania Kryzysowego i postawieniu kilku nowych słupów oświetleniowych będziemy mogli czuć się we Wrocławiu bezpieczniej?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze