Reklama

Przejście przez Kazimierza Wielkiego, korek pojawił się tam przed 15

21/04/2011 00:00

Już jest i działa! Nowe przejście dla pieszych przez ul. Kazimierza Wielkiego, na wysokości Gepperta zostało uruchomione o godz. 13. Na razie z błędem, który ma zostać poprawiony do jutra. Niecałe dwie godziny później korek w kierunku Jana Pawła II zaczynał się na wysokości przejścia na Świdnickiej.

Na razie jeszcze nie wszystko działa tak, jak powinno. Zgodnie ze Specyfikacją Istotnych Warunków Zamówienia, czyli wytycznymi dla wykonawcy jak to wszystko ma działać, sygnalizacja na tym przejściu dla pieszych miała być „sygnalizacja akomodacyjna, wzbudzana guzikiem, zsynchronizowana z sąsiednimi skrzyżowaniami”. Czyli na guzik, albo czujnik i te światła miały być zsynchronizowane z pozostałymi, czyli kierowcy oraz tramwaje miały mieć tzw. „zieloną falę”.



Tymczasem autor tego tekstu zatrzymał tramwaj wciskając przycisk na słupie sygnalizacyjnym (za co pasażerów przepraszam).

- Wychwyciliśmy już ten błąd w oprogramowaniu. Do jutra zostanie on poprawiony – zapowiada Ewa Mazur, ze Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta.




Zdajemy sobie sprawę, że kierowców ten pomysł będzie denerwował, ale w dłuższej perspektywie także i oni zyskają na tego typu pomysłach.

Wbrew pozorom i intuicji utrudnianie życia zmotoryzowanym (jeśli jest przeprowadzane w ramach sensownego planu) przynosi efekt w postaci zmniejszenia korków. Kierowcom się wydaje, że receptą na korki są nowe inwestycje, wielopoziomowe skrzyżowania, tunele i coraz szersze ulice.



- Nie da się budować dróg szybciej niż przybywa aut. Proszę policzyć: średnio rocznie przybywa 4 – 5 procent samochodów. Gdyby chcieć za tym nadążyć trzeba by było oddawać po kilkadziesiąt kilometrów dróg rocznie. Nawet najbogatsze miasta na świecie nie mają takich pieniędzy – mówi w wywiadzie dla nas dr Maciej Kruszyna z Instytutu Inżynierii Lądowej Politechniki Wrocławskiej. - Niewielu o tym pamięta, ale płaci się nie tylko za wybudowanie, ale także za utrzymanie każdej drogi: remonty, malowanie, oświetlenie – to są przecież koszty. Ale to nie jedyny powód, dla którego nie wolno przesadzać z rozbudową sieci drogowej. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym trzeba pamiętać. Im więcej będzie dróg tym szybciej będą przebywały samochody. Kiedy zobaczy się, że jest miejsce, że taka podróż jest wygodna, to więcej ludzi będzie chciało zdobyć własne auto – dodaje.



Tyle, że poszerzanie ulic, budowanie tuneli itp. to pułapka wykazały już badania naukowe. Angielski naukowiec Martin J. H. Mogridge wykazał, że poprawa warunków jazdy samochodami zwiększa liczbę kierowców nakłaniając ich do porzucenia transportu publicznego, przez co w efekcie korki są coraz większe.

Z drugiej strony zgodnie z przywoływanym już u nas kilka razy tzw. paradoksem Downsa-Thomsona - im lepsza będzie komunikacja zbiorowa, tym więcej osób będzie jej używać, a więc na ulicach będzie mniej samochodów, z czego wynikną mniejsze korki.



Na razie, skoro da się zatrzymać przyciskiem jednocześnie samochody i tramwaje – to owe prawa nie mają zastosowania. Jednak już jutro o 12 program sygnalizacji świetlnej na tym skrzyżowaniu ma działać poprawnie.



Receptą na korki jest coś innego:

- Trzeba powrócić do równowagi w rozwijaniu różnych form podróżowania po mieście. Jak na razie rozwija się jedynie sieć dla aut, a tu trzeba pomagać pieszym, rowerzystom, trzeba rozwijać sieć komunikacji zbiorowej. Potrzeba znacznie więcej działań jak dotąd – mówi w tym samym wywiadzie dr Maciej Kruszyna. - Na zachodzie dużo ludzi, bogatych ludzi, w ogóle nie posiada samochodów, bo jest im to w niczym niepotrzebne. Kupują mieszkanie koło teatru, kina, czy lokali, znajdują pracę, do której najszybciej dociera się autobusem, tramwajem, metrem, rowerem – dodaje.



Oczywiście, jeśli ktoś z was powie w tym miejscu to brzmi dobrze tylko w teorii, we Wrocławiu nie działa – przyznamy mu rację. Mamy najwolniejsze i tramwaje i autobusy wśród dużych miast w Polsce, urzędnicy obiecują nam, że przyspieszą, po czym okazuje się, że były to tylko obietnice.

Jednak powoli (zbyt powoli – dodajmy od razu) zaczyna się to zmieniać. Wprawdzie na razie jest to poprawianie światłami fatalnie zaplanowanych inwestycji jak to ma miejsce z ul. Krakowską, albo poprawianie świateł, które wstrzymywały komunikację zbiorową: jak na ul. Strzegomskiej, czy pl. Bema, ale jest poprawa.



Przypadek ul. Kazimierza Wielkiego ilustruje inną zmianę: wpływ prof. Jana Gehla, duńskiego „naprawiacza miast” wpływ prof. Jana Gehla, duńskiego „naprawiacza miast” na Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia – i jego ludzi.

Przypomnijmy tylko, że prof. Gehl namówił najpierw władze Kopenhagi, a potem także: Sydney, Melbourne, San Francisco i Nowego Jorku do zabierania przestrzeni autom – i przekazywania jej rowerom i pieszym.

Na Kazimierza Wielkiego w stronę pl. Dominikańskiego jest dziś o jeden pas mniej dla aut kosztem na razie niewielkiego odcinka ścieżki rowerowej. To jednak ten but w drzwiach, który rozpoczyna zmiany. Miejmy nadzieję, że wprowadzane konsekwentnie. Bo w ich efekcie część kierowców zrezygnuje ze stania w korkach i przesiądzie się na uprzywilejowane rowery – a reszcie zmotoryzowanych będzie łatwiej jeździć.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości