W czwartek poznaliśmy oficjalne wyniki wyborów do wrocławskich rad osiedli. Głosowano na 47 osiedlach, a tylko na jednym - Przedmieściu Oławskim - wyborów nie przeprowadzono, bo liczba kandydatów na radnych była niższa od liczby mandatów. Do urn poszło niespełna 4 proc. uprawnionych do głosowania wrocławian. Zdaniem polityków opozycji słabiutka frekwencja to wina ludzi Rafała Dutkiewicza, którzy celowo zaniechali akcji informacyjnej.
Miejska Komisja Wyborcza podała już wyniki wyborów do wrocławskich rad osiedli. Wybory przeprowadzono na 47 osiedlach.
Z tego na 28 osiedlach głosowano w każdym okręgu wyborczym, na 5 w jednym z okręgów przyznano mandaty radnych bez głosowania (liczba kandydatów była równa licznie mandatów w danym okręgu), na 2 osiedlach mandaty przyznano bez głosowania w dwóch okręgach, a na 12 osiedlach radnymi bez głosowania zostali kandydaci ze wszystkich okręgów.
Jedynie na Przedmieściu Oławskim nie przeprowadzono głosowania - liczba kandydatów na radnych była mniejsza od liczby mandatów.
Do urn poszło 3,94 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców naszego miasta, czyli dokładnie 15214 osób. Oddano 15207 głosów, w tym 14988 ważnych i 219 nieważnych. Najchętniej głosowali mieszkańcy Strachocina (18,1 proc.), najmniej chętnie - wrocławianie z osiedla Pilczyce - Kozanów (0,61 proc.).
Zobacz, kto został radnym na Twoim osiedlu - pobierz plik PDF
Przypomnijmy, jeszcze na kilka dni przed niedzielnymi wyborami do rad osiedli mało który mieszkaniec Wrocławia wiedział, że jakiekolwiek głosowanie ma się odbyć w naszym mieście.
- Wybory? Jakie wybory? Nic nie słyszałam - mówiła w czwartek (na trzy dni przed wyborami) zdziwiona pani Katarzyna, mieszkanka Muchoboru Wielkiego.
Podobnie reagowali inni zapytani przez nas wrocławianie. Ten brak wiedzy o wyborach negatywnie odbił się na frekwencji, który była tylko nieznacznie lepsza (do urn poszło tysiąc osób więcej) niż cztery lata temu.
Platforma Obywatelska winą za taki stan rzeczy obarcza urzędników. Ich zdaniem miasto nie zrobiło nic, by zachęcić wrocławian do pójścia do urn.
- Wygląda to na celowe deprecjonowanie roli rad osiedli. Najpierw odebrano im możliwość składania wniosków do budżetu obywatelskiego, teraz zaniechano akcji informacyjnej. Skoro urząd wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych na ulotki z informacjami o budżecie miasta, dlaczego teraz nie zrobił podobnie - pytała tuż przed wyborami Renata Granowska, radna Platformy Obywatelskiej.
W podobnym tonie wypowiada się poseł PO Michał Jaros.
- Ratusz najwyraźniej chce likwidacji rad osiedli. My chcemy je wzmocnić, bo to fundament budowania społeczeństwa obywatelskiego. Te wybory miały być świętem demokracji, ale nie będą. A przypomnę, że to właśnie radni Dutkiewicza nie chcieli, by w mieście pojawiły sie słupy informacyjne - podkreślał Michał Jaros.
Wtórują im inni opozycyjni politycy.
- Mam wrażenie, że miasto nie zdało egzaminu i nie poinformowało mieszkańców o tych wyborach. Rzeczywiście, żadnych informacji, żadnych obwieszczeń - mówił na antenie Radia Wrocław Rafał Czepil, radny Prawa i Sprawiedliwości.
Przypomnijmy, w poprzednich wyborach frekwencja wyniosła zaledwie 3,8 procent. Radni klubu Rafała Dutkiewicza jeszcze kilka tygodni temu mieli nadzieję, że po nowelizacji ordynacji będzie ona sporo wyższa.
- Liczymy, że przekroczy 5 procent. Jeśli jednak tak się nie stanie, będzie to sygnał od wrocławian, że nie chcą w ten sposób komunikować się z władzami miasta - mówił w kwietniu Jerzy Michalak, przewodniczący komisji ds. osiedli w radzie miejskiej.
Politycy PO podkreślali z kolei, że niska frekwencja (będąca efektem braku akcji informacyjnej) może być dla urzędników argumentem za powrotem do lansowanego kilka lat temu pomysłu rezygnacji z rad osiedli i stworzenia dzielnic, na czele których stanęliby naczelnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze