Sobotni koncert amerykańskiego pianisty i kompozytora, Freda Herscha, wrocławska publiczność przyjęła bardzo różnie. Byli tacy, którzy po przerwie nie wrócili już do sali. Byli też tacy, którzy oklaskiwali artystę na stojąco. Bisował dwukrotnie. Jedno jest pewne - przeniósł słuchaczy bardzo głęboko, do wysublimowanego świata swoich marzeń sennych, nie każdy jednak dał się na tą podróż skusić.
Koncert składał się z dwóch zasadniczych części. W trakcie pierwszej pianista dał krótki solowy recital, którym wprowadził publiczność w specyficzny charakter swoich kompozycji. Kolejno dołączyła do niego znakomita sekcja: John Hébert i Eric McPherson.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze