Sobotni koncert amerykańskiego pianisty i kompozytora, Freda Herscha, wrocławska publiczność przyjęła bardzo różnie. Byli tacy, którzy po przerwie nie wrócili już do sali. Byli też tacy, którzy oklaskiwali artystę na stojąco. Bisował dwukrotnie. Jedno jest pewne - przeniósł słuchaczy bardzo głęboko, do wysublimowanego świata swoich marzeń sennych, nie każdy jednak dał się na tą podróż skusić.
Fot. km
Fot. km
ZOBACZ PODOBNE
Paul Blackford we Wrocławiu w ramach cyklu The Robots Riot Do naszych klubów zazwyczaj trafiają rzeczy już sprawdzone i zaadaptowane na innych rynkach. Teraz będziecie mieli okazję posłuchać, co siedzi w londyńskich piwnicach - we wrocławskim klubie Log:in 25 maja zagra Paul Brackford, brytyjska gwiazda europejskiego nu electro.2012-05-22
Mona zagra na Rock In Wroclaw Festival Znamy już kolejnego zagranicznego gościa Rock In Wroclaw Festival, który odbędzie się 7 lipca na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Jest to amerykańska grupa Mona, zdobywca tytułu Najlepszy Debiut 2011, nadawanego na corocznej gali MTV Awards.2012-05-23
Moico Enjoy Music, czyli jak brzmi Wrocław… Dwa recitale: Marceliny oraz Ani Kłys zainaugurują w najbliższą niedzielę
(20 maja) we Wrocławiu przedsięwzięcie muzyczne organizowane pod
hasłem „Moico Enjoy Music”.2012-05-17
Koncert składał się z dwóch zasadniczych części. W trakcie pierwszej pianista dał krótki solowy recital, którym wprowadził publiczność w specyficzny charakter swoich kompozycji. Kolejno dołączyła do niego znakomita sekcja: John Hébert i Eric McPherson.
Héberta można z pewnością nazwać wirtuozem wśród kontrabasistów jazzowych. Jego długie improwizowane partie idealnie uzupełniały charakter kompozycji Herscha. Oniryczną atmosferę do reszty podsycał perkusista-szaman. McPherson czarował przestrzenią i brzmieniem, wykorzystał absolutnie każdą właściwość skromnego, prostego zestawu perkusyjnego.
Po przerwie do tria Freda Herscha dołączyli wrocławscy filharmonicy, których kapitalnie poprowadził Sebastian Perłowski. Na początku pojawiły się klasyczne kompozycje Claude'a Debussy'ego i Maurice'a Ravela w jazzowych aranżacjach. Po fantastycznym Lament for an Orchid Billy'ego Strayhorna nastąpiły prezentacje premierowe. Były to kompozycje własne Herscha oparte na jego snach.
Surrealistyczny nastrój wypełnił całą salę filharmonii. - Jestem w klatce wielkości pięć na pięć stóp - nie mogę stanąć prosto ani położyć się wzdłuż, muszę kucnąć lub skulić się w pozycji embrionalnej (...) Thelenious Monk zagadkowo się uśmiecha - czytamy w opisie jednego z trzech snów. W 2008 roku po przebudzeniu z dwumiesięcznej śpiączki Hersch skomponował 90-minutową suitę My Coma Dreams na podstawie ośmiu intensywnych snów, które zapamiętał po wybudzeniu się ze śpiączki. Wczoraj zaprezentował trzy z nich w nowych aranżacjach z udziałem orkiestry.
Koncert z pewnością należy do udanych. Muzycy reprezentowali wysoki, światowy poziom. Na tym poziomie jedyną dyskusyjną kwestią pozostaje wrażliwość, jakiej słuchacz oczekuje od muzyka. Jak wspomniałam nie wszyscy dali się porwać Herschowi nazywanemu "poetą wśród pianistów". Publiczność pozostała na sali w mniejszej liczbie, a Fred Hersch "zagadkowo się uśmiechał".