Reklama

Oniryczny Fred Hersch

16/11/2011 00:00

Sobotni koncert amerykańskiego pianisty i kompozytora, Freda Herscha, wrocławska publiczność przyjęła bardzo różnie. Byli tacy, którzy po przerwie nie wrócili już do sali. Byli też tacy, którzy oklaskiwali artystę na stojąco. Bisował dwukrotnie. Jedno jest pewne - przeniósł słuchaczy bardzo głęboko, do wysublimowanego świata swoich marzeń sennych, nie każdy jednak dał się na tą podróż skusić.

Koncert składał się z dwóch zasadniczych części. W trakcie pierwszej pianista dał krótki solowy recital, którym wprowadził publiczność w specyficzny charakter swoich kompozycji. Kolejno dołączyła do niego znakomita sekcja: John Hébert i Eric McPherson.


Héberta można z pewnością nazwać wirtuozem wśród kontrabasistów jazzowych. Jego długie improwizowane partie idealnie uzupełniały charakter kompozycji Herscha. Oniryczną atmosferę do reszty podsycał perkusista-szaman. McPherson czarował przestrzenią i brzmieniem, wykorzystał absolutnie każdą właściwość skromnego, prostego zestawu perkusyjnego.

Po przerwie do tria Freda Herscha dołączyli wrocławscy filharmonicy, których kapitalnie poprowadził Sebastian Perłowski. Na początku pojawiły się klasyczne kompozycje Claude"a Debussy"ego i Maurice"a Ravela w jazzowych aranżacjach. Po fantastycznym Lament for an Orchid Billy"ego Strayhorna nastąpiły prezentacje premierowe. Były to kompozycje własne Herscha oparte na jego snach.



Surrealistyczny nastrój wypełnił całą salę filharmonii. - Jestem w klatce wielkości pięć na pięć stóp - nie mogę stanąć prosto ani położyć się wzdłuż, muszę kucnąć lub skulić się w pozycji embrionalnej (...) Thelenious Monk zagadkowo się uśmiecha - czytamy w opisie jednego z trzech snów. W 2008 roku po przebudzeniu z dwumiesięcznej śpiączki Hersch skomponował 90-minutową suitę My Coma Dreams na podstawie ośmiu intensywnych snów, które zapamiętał po wybudzeniu się ze śpiączki. Wczoraj zaprezentował trzy z nich w nowych aranżacjach z udziałem orkiestry.



Koncert z pewnością należy do udanych. Muzycy reprezentowali wysoki, światowy poziom. Na tym poziomie jedyną dyskusyjną kwestią pozostaje wrażliwość, jakiej słuchacz oczekuje od muzyka. Jak wspomniałam nie wszyscy dali się porwać Herschowi nazywanemu "poetą wśród pianistów". Publiczność pozostała na sali w mniejszej liczbie, a Fred Hersch "zagadkowo się uśmiechał".


Karolina Micuła

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości