zamknij

Kultura

"Polska szarość denerwuje, wkurza, ale i hartuje" [WYWIAD]

2020-07-05, Autor: Michał Hernes

– To właśnie w Sewilli zrozumiałam, że nasze polskie postrzeganie rzeczywistości, nasza wrażliwość, gościnność czy otwartość, ale i nakładająca dyby duszna religijność, małomiasteczkowość czy nie bójmy się tego powiedzieć głośno wygodna obłuda mają swój specyficzny charakter i warto go utrwalić w książce – mówi Dominika Horodecka, która zadebiutowała książką „Wdech i wydech”, wydaną przez wrocławskie Wydawnictwo Warstwy.

Dominika Horodecka w książce „Wdech i wydech” z perspektywy dorastającego dziecka, bystrej nadświadomej Natalii, snuje mozaikową opowieść o wielopokoleniowej rodzinie.

Reklama

Horodecka urodziła się w 1984 roku w Katowicach. To absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki. Niedługo po studiach wyjechała do Andaluzji i dwa lata spędziła w Sewilli. – Dziś biega tą samą nicejską promenadą, po której spacerował Sławomir Mrożek. Chciałaby wrócić do Polski, bo wciąż tęskni, ale z jakiegoś powodu nie wraca – czytamy w biografie debiutującej autorki.

Michał Hernes: "Punkt widzenia dziecka. Wszyscy go kiedyś znali, ale oddaliliśmy się od niego tak bardzo, że trudno nam znowu do niego powrócić" - twierdziła Agatha Christie. Czy faktycznie trudno do niego powrócić?
Dominika Horodecka
: Myślę, że dziecko w istocie widzi inaczej, obserwuje świat z pozycji nieskażonej. Jest trochę jak ten doskonały obraz, który z biegiem lat nie tylko zostaje przemalowany (zdarza się niestety, że paskudnie i bez sensu), to jeszcze wkłada się go w ciasną sztampową ramę. Mówi się dziecku co powinno, a czego nie powinno nie tłumacząc dlaczego, narzuca określone zachowania, wskazuje drogi jedyne i słuszne. A słuszne i jedyne nie dlatego, że przemyślane, ale dlatego, że kroczyli nimi przodkowie i pod żadnym pozorem nie należy z nich zbaczać, ani nawet zmieniać rytmu kroków. Ośmielę się powiedzieć, że świat dorosłych niejednokrotnie psuje swoje dzieła jakimi są dzieci. I tak; bardzo trudno powrócić do takiego naturalnego, ale zarazem pełnego entuzjazmu i ciekawości sposobu postrzegania świata. W mojej książce podjęłam to wyzwanie. Natalia, mała bohaterka obserwuje i opowiada historię dorosłych w ich dorosłym świecie, w którym jest po brzegi zanurzona. A jednak wciąż pozostaje dzieckiem i mówi jak dziecko. Mówi prosto. Mówi prawdę. Jest zaintrygowana, pełna emocji. Nie ocenia. Zadaje trudne pytania, wierci się i skaczę. Bo podskoki między płytkami chodnika są fajne. Bo fajnie jest być małą niesforną dziewczynką.

Czy dostrzegamy dzieciństwo dopiero wtedy, gdy je opuszczamy? 
To jest trochę tak jak z tą herbatą jaką się piło u babci, gdzieś w tle tykał zegar, w telewizji leciał znajomy program, babcia wyciągała migdały z szafki, za firanką bzyczała mucha. Wszystko było na swoim miejscu, takie normalne, zwykłe. A potem kiedy babci zabrakło i muchy za firanką i migdałów, a człowiek wyrósł z fioletowych getrów i kucyków to nagle okazało się, że tamta zwykłość była baśnią. Chciałoby się do niej wrócić. Tymczasem jej już nie ma. Funkcjonuje, ale tylko w naszej pamięci. I to właśnie w pamięci proza dorastania przemienia się w piękną historię z dzieciństwa.
 
W tym miejscu pokuszę się małą dygresję. Widzę tu sporą analogię do innego tematu, który mnie nurtuje. Oby ten sam mechanizm "nie dostrzegania" nigdy nie dotknął naszej planety i abyśmy my jako jej dzieci nie musieli wspominać obecnej zwykłości jako odległej bajki, której już nie ma, do której nie da się wrócić. Pod tym względem życzę nam wszystkim byśmy jak najszybciej dorośli docenili i wreszcie ocalili to co dookoła nas, zanim będzie za późno.

"Dorosłość nie jest niczym więcej niż tylko odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą" - napisał w kolei w jednej z książek Carlos Ruiz Zafron. Co sądzi pani o tej opinii? 
Nie zgadzam się z taką opinią. W odpowiedzi użyje cytat z własnej powieści. Myślę, że tu pasuje.

"Masz  w sobie tę dawną część, odpowiedź na wszystkie pytania, te spontaniczne pytania, których już nie zadasz, tę ekspresję, której nie zaryzykujesz publicznie. Ale dopóki żyjesz, ono też żyje. Twoje pierwotne stworzenie. Ta istota nieporadna może mieć więcej słuszności niż obliczone ja. Ja wprawdzie wjechało na wyższe piętra, ale czy aby się nie zakleszczyło między nimi? Tam, między wypada a nie wypada, między ciałem a skrępowaniem, że się je posiada, między tym, co mi o mnie powiesz,a tym, co chcę usłyszeć. Między być a myśleć o tym, że się jest".

Jestem przekonana, że pod wieloma względami to w co wierzyliśmy jako dzieci było prawdziwsze i pozbawione sztucznych granic. Z biegiem lat nakładamy na siebie przeróżne dyby, albo inni nam je narzucają, a my pokornie je nosimy, bo wydaje nam się, że to słuszne, że tak trzeba. W konsekwencji ciągle obliczamy, rachujemy, napinamy się, stresujemy. Byleby tylko dobrze wypaść, dużo zarobić, ugrać coś, osiągnąć, odhaczyć.  Zapominamy, że w życiu chodzi o to, żeby je przeżyć. Paradoksalnie to tak proste, że aż wymagające tęgiego wysiłku.

I na koniec jeszcze jeden cytat, tym razem z "Małego Księcia":

"Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie:, „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?” Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu. Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!”.

Czy pisanie książki "Wdech i wydech" było dla pani formą autoterapii i zmierzenia się z przeszłością?
Pisanie książki było dla mnie formą nawiązania kontaktu ze światem. Jakkolwiek dziwacznie to brzmi wszyscy się komunikujemy i robimy to na różne sposoby, nieraz nie zdając sobie z tego sprawy. Na przykład poprzez ubiór, muzykę, tym jak mieszkamy, słowami, gestami, tatuażami, ruchem. Dla mnie najdoskonalszą, co nie znaczy łatwą formą wymiany myśli i kontaktu z otoczeniem jest pisanie i w tym sensie była to dla mnie nie tyle terapia co zdrowy wysiłek. Wysiłek tego rodzaju jaki nam towarzyszy podczas przebiegnięcia maratonu. Kto przebiegł ten wie, co mam na myśli.

Co do mierzenia się z przeszłością to i owszem w książce zawarte są pewne emocje czy nastroje zaczerpnięte wprost z mojego dzieciństwa, ale powieść jest powieścią, zaś jej bohaterowie postaciami fikcyjnymi.

„Niemal pamiętnikowe historie tworzą obraz z dzieciństwa z przełomu lat 80. i 90., skomplikowanych relacji rodzinnych i dojrzewania w atmosferze dusznej religijności”. Jak wielkim wyzwaniem było dla pani zmierzenie się z tymi tematami? 
Trudne tematy mają to do siebie, że budzą emocje, budzą także demony jak ten upiór ojca alkoholika grasującego w polskich domach na przełomie lat 80/90.

Emocje jednak mogą być paliwem, motorem napędowym, dzięki silnym emocjom wiemy, że coś się dzieje, że jeżeli chcemy ruszyć w dalszą drogę najpierw musimy się zatrzymać i odrobić lekcje z życia. Rozplątać sznurki, odkryć te wszystkie uwierające nas gałganki, te same które wplątały się w nasze sploty słoneczne i je mocno zaciskają, nie pozwalają wypić w spokoju porannej kawy. Coś jakby uwiera. Tylko co?

Oczywiście mówić i pisać o rzeczach trudnych to nie jest łatwe zadanie, ale im więcej będziemy się nad takimi pochylać tym prostsze i lżejsze się staną. Oswoją się i bagaż doświadczeń nagle przestanie ciążyć, może nawet wreszcie wyprostujemy plecy.

Czytam, że wyjazd do Andaluzji pozwolił pani nabrać dystansu i dzięki temu chwyciła Pani za pióro. Jak bardzo ten dystans był potrzebny w pisaniu tej historii i jak udało się go osiągnąć? 
Dystans to niejako szersza perspektywa. Jesteś dalej, więc chcąc nie chcąc musisz widzieć więcej i zauważasz kontrasty. Mieszkanie w barwnej Andaluzji pokazało mi z jednej strony naszą polską szarość, która na tle hiszpańskich kolorów zrobiła się nagle wyjątkowo wyrazista, a już w szczególności tamta z lat 80/90, jak rysunek węglem. Bez wątpienia wielokulturowość, temperament i klimat Hiszpanii wzbogaciły mnie, uwrażliwiły i pozwoliły spojrzeć na własne życie i dostrzec w nim więcej odcieni niż wcześniej. Lata wczesnego dzieciństwa zrobiły się jeszcze bardziej absurdalne, trudne, ale i niepowtarzalne, a przez to nabrały rumieńców. Taki paradoks, coś jak dostrzeżenie w brzydocie piękno, jak  ten obraz Polski w książce Ziemowita Szczerka "Siódemka". Bo polska szarość denerwuje, wkurza, ale i hartuje, bo jest w niej sporo soczystej urodziwej zieleni. W Sewilli narodził się pomysł, by ją napisać, tę szarość, i że jest tego warta. To właśnie tam zrozumiałam, że nasze polskie postrzeganie rzeczywistości, nasza wrażliwość, gościnność czy otwartość, ale i nakładająca dyby duszna religijność, małomiasteczkowość czy nie bójmy się tego powiedzieć głośno wygodna obłuda mają swój specyficzny charakter i warto ten charakter utrwalić w książce.

Jak ważne w podejmowaniu takich historii jest poczucie humoru?
Poczucie humoru jest wentylem. Wszystkie nasze skomplikowane relacje rodzinne, awantury, kłótnie, spory i waśnie bywają tak napompowane, tak rozpaczliwe i strasznie poważne, że aż śmieszne. I mam tu na myśli czarny humor, albo też humor jak z Monty Pythona. Jest to humor z zachowaniem szacunku do tragizmu sytuacji, nie pozbawiony empatii i czułości. Gdyby nie ta odrobina zdrowego dystansu istniałoby ryzyko, że wszyscy eksplodują i na tym się skończy cała historia.

Czy literatura pozwala zapomnieć na chwilę od dorosłości i być ponownie dzieckiem na czas czytania?
Doskonałym przykładem takiej literatury jest "Mondo i inne historie" francuskiego noblisty Le Clézio. Mali bohaterowie jak Mondo czy Petite Croix zabierają nas do swoich osobistych dziecięcych krain i robią to w sposób medytacyjny, z pełną uważnością tego co dzieje się wokół nich, dzięki temu przypominają nam czym jest przyroda. Wchodzą w nią całymi sobą i wciągają nas uświadamiając, że kiedyś i dla nas nawet najczarniejsze podwórko jak to przy cmentarzu, na którym bawiała się bohaterka mojej powieści "Wdech i wydech" Natalia mogło być magiczne, pełne niezwykłych zakamarków, kamieni o różnych wielkościach i nastrojach, że trzepak wygląda inaczej w zależności od tego jaką mamy godzinę i pod jakim kątem oświetla go słońce, że deszcz to nie tylko przeszkoda, ale i okazja żeby nabrać wody do kolorowych garnków i ugotować zupę z mleczy, podać ją z deserem z błota, głośno krzyknąć dziwny wyraz w strugach deszczowej wody albo po prostu poczuć ciepłe krople na czole i języku.

Myślę, że literatura pozwala nam przeżywać rozmaite życia czy scenariusze, niezależnie od wieku bohaterów i czerpać z nich na tyle na ile jesteśmy gotowi. Jedne postacie będą nam bliższe, znajdziemy w nich samych siebie, inne będę nas mocno zaskakiwać, jeszcze inne wkurzą nas albo zmęczą. W książkach fantastyczne jest to, że można w zaciszu własnego domu przeżywać podróże do zupełnie innych żyć i pod tym względem w czytaniu jest coś z powrotu do dzieciństwa. Znów dajemy się ponieść wyobraźni i z otwartością przemierzamy sceny z zapisanego świata.

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy władze Wrocławia powinny się przychylić do petycji aktywistów LGBT i wywiesić na ratuszu tęczowe flagi?




Oddanych głosów: 1547