zamknij

Kultura

W sobotę wystąpi we Wrocławiu. Utalentowana artystka o debiutanckiej płycie [WYWIAD]

2018-05-17, Autor: Michał Hernes

– Praca nad płytą była trochę krwawieniem i porodem w bólach, ale to moja pasja – wrocławska artystka Martyna Kubicz opowiada nam o jej debiutanckim muzycznym albumie zatytułowanym "Assemblage", który w listopadzie ubiegłego roku miał swoją premierę. Artystka wystąpi we Wrocławiu w sobotę, 19 maja, o godz. 20:00 w ZaZoo Beach Barze. Wstęp wolny.

Dla Martyny Kubicz wydanie pierwszej płyty było bardzo długą i męczącą drogą. Wszystkie kompozycje na płycie są jej autorstwa, jest też jej producentką. Teksty piosenek napisali chłopak artystki Kamil Matyja i jej siostra, Patrycja Kubicz. Płytę wydało regime brigade.

Michał Hernes: Proszę opowiedzieć o granej i śpiewanej przez pani muzyce.  Dlaczego te dźwięki i ten muzyczny styl?
Martyna „Mint” Kubicz: To wszystko jakoś się we mnie zrodziło i bardzo trudno mi wytłumaczyć, skąd się wzięło. Być może zbudowała to summa doświadczeń, chociażby ze szkoły muzycznej. Bardzo lubiłam klasykę, ale chciałam się od niej oderwać, poszłam więc w stronę elektroniki. Zaczęłam jej słuchać, ale brakowało mi muzyki instrumentalnej, dlatego zdecydowałam się na żywe bębny i żywe gitary. Zawsze śpiewałam i lubiłam piosenki nie rockowe, tylko neo-soulowe, w których jest trochę elektroniki.

Reklama

Czy nie jest tak, że w szkole muzycznej człowiek zniechęca się do muzyki klasycznej jak do lektur szkolnych?
W gimnazjum miałam kryzys. Nie chciało mi się ćwiczyć i rodzice musieli mnie zmuszać, żebym przysiadła do fortepianu, bo wolałam wychodzić z koleżankami na głupie zabawy. Jestem wdzięczna rodzicom, że mnie przypilnowali. Szkoła muzyczna ma natomiast dużo wad.  Nie wiem, kiedy to się zmieni, pewnie za 10 albo 15 lat.

Jakie to są wady?
Zamykanie kreatywności. Sama zauważyłam, że jak przestałam ćwiczyć klasyczne utwory i myśleć w klasyczny sposób, moja kreatywność zaczęła się bardziej otwierać na improwizacje i na eksperymentowanie z brzmieniem. W szkole muzycznej zupełnie nie ma miejsca na takie rzeczy.

Przecież muzyka klasyczna opiera się na improwizacji.
Były zajęcia z improwizacji,  mieli je chyba organiści, ale inni instrumentaliści już nie. Nauczyciele odpytywali nas z nut.

Trochę jak w filmie „Whiplash”.
Może nawet troszeczkę gorzej. Ten film to trochę bajka, ale jest w nim jakaś prawda. Niektórym krwawią palce i te studia wymagają wyrzeczeń.  Nie ma czasu na granie w piłkę albo malowanie paznokci. Trzeba siedzieć całe dopołudnie i ćwiczyć.  Nie wiem, czy to jest takie potrzebne, żeby być dobrym muzykiem (śmiech). Praca nad płytą też była trochę krwawieniem i porodem w bólach, ale to moja pasja. To słowo samo w sobie wszystko tłumaczy.

Skąd wzięło się u pani zainteresowanie muzyką elektroniczną?
Sporo było jej w internecie. Gdy zacząłem się nią interesować,  nie chodziłam do klubów, byłam na to zbyt młoda. Znajomi pokazywali mi muzykę elektroniczną z najlepszej, ambitnej strony, nie tylko tej klubowej. Chodzi o takie zespoły jak Boards of Canada i Aphex Twin. Odkryłam, że można być niezależnym w produkcji, a w swojej działalności też chciałam być niezależna. Uświadomiłam sobie, że wszystkie moje pomysły mogą się zawrzeć w piosence, którą chcę zrobić za pomocą programu komputerowego. Tak to się zaczęło, a te elektroniczne brzmienia zaczęły ładnie wychodzić.

Jak rozpoznać, kiedy się tworzy muzykę, że to jest dobra muzyka?
Ja mogę jedynie poczuć w sobie, że mi się to podoba.  Ktoś inny może to później ocenić i to chyba tyle.

Na ile tworzy pani muzykę dla siebie, a na ile dla innych ludzi?
Słuchacze to ocenią. To nie jest proste. Wierzę, że zawsze znajdą się chętni do słuchania mojej muzyki. Potrzebna jest tylko dobra promocja, a także dobre zaangażowanie ze strony mediów i promotorów. Ludzie słuchają tak złej muzyki, że na tą dobrą na pewno znajdą się odbiorcy.

Czy to źle, że słuchają złej muzyki?
Nie wiem. To jest trudne. Jeśli to im sprawia przyjemność, niech jej słuchają.

Zła muzyka w sensie źle zagrana?
Chodzi mi o kiepskie gatunki, np. disco polo, które jest dość prymitywne. Z drugiej strony każdy gatunek muzyczny może być dobry i zły, tandetny i ambitny. To bardzo trudne zagadnienie i można by  tym dużo mówić. Fajnie edukować ludzi dobrą muzyką i nie wpychać w nich tego najgorszego, ale to, co najlepsze. Do wszystkiego trzeba dojrzeć.

Pytanie, na ile ludzie słuchając tej elektroniki poznają się na tym i to zrozumieją, odczytają te wszystkie niuanse. Co jest w tym najważniejsze?
Żeby się tego dobrze słuchało i żeby słuchacze coś poczuli. Żeby ich to zainteresowało. Fajnie, jak wyłapią te wszystkie niuanse, ale ważniejsze jest, by coś poczuli i żeby im się tego miło słuchało. By mentalnie coś im to dało.

Czy to muzyka potrafi być smutna, czy to smutni są ludzie, którzy jej słuchają?
Muzyka potrafi być bardzo smutna, ale ludzie, którzy jej słuchają też są smutni. Ludzie lubią chyba pogłębiać swoje stany muzyczne na zasadzie: „jestem smutny, to jeszcze się dobiję i posłucham smutnej muzyki”. Albo: „jestem wesoły i puszczę sobie coś podniosłego, co mnie jeszcze bardziej podbuduje”.

Decyzja o byciu niezależnym to wielkie wyzwanie i trzeba próbować się przebić na własną rękę.
Takiej płyty nie wydałabym w dużym polskim wydawnictwie.  Nie ma w Polsce dużych wydawnictw zajmujących się wydawaniem bardziej ambitnej muzyki. Jest to trudna droga, ale odczuwam dumę, że nikt mi się nie wtrąca w to, co chcę robić. Odczuwam również samospełnienie. Będzie ciężko się z tym przebić. Zobaczymy, to jest mój debiut, nie będę się więc wymądrzać.

Muzyka elektroniczna nie jest w Polsce należycie doceniana.
Z muzyką elektroniczną zaczyna się dziać coraz więcej. Zresztą, to dość szerokie pojęcie. Muzyka techno jest teraz bardzo popularna w klubach i wśród młodych ludzi. Moja płyta  to natomiast bardziej eklektyczna muzyka elektroniczna, bo znajdują się na niej żywa gitara, żywa perkusja, żywy wokal i niestandardowe rozwiązania. Nie jest to prosta płyta, ale nie jest też bardzo trudna w odbiorze.

Jak wygląda poszukiwanie nieoczywistych rozwiązań w muzyce? Czy to się rodzi na próbach?
To się chyba rodzi we mnie. Ne jest tak, że myślę sobie, że zrobię jakieś nieoczywiste rozwiązanie. Po prostu słyszę coś w głowie i od razu chcę to przenieść na muzykę. A jak słyszę coś, co chciałabym usłyszeć, to chcę więcej. To nie wygląda tak, że siedzę i myślę, co by tutaj zrobić. To się dzieje samo.

Czy bywa tak, że ze złego akordu, z błędu rodzi się coś ciekawego?
Bardzo często. To jest bardzo fajne. Albo gdy myślisz, że nic fajnego już z tego nie wyjdzie, a rodzi się coś bardzo dobrego, gdy dodajesz inny składnik do tego, co już zrobiłeś. To kwestia przypadku i pomysłów.

Jak ważne w tworzeniu muzyki jest dla pani myślenie obrazami?
Ostatnio spytałam mojego perkusistę, czy każdy ze swoich utworów widzi w jakimś kolorze, bo ja myślę kolorami i moje utwory mają swoje odpowiedniki w kolorach. Nie wiem, skąd się to bierze. Tak działa moja wyobraźnia i mój mózg.

Jak ważną rolę odgrywa w tym improwizacja?
Ważną, improwizuję w domu, w domowym studio, szukam dźwięków i śpiewam w samotności. To wszystko opiera się na improwizacji.

Jakim doświadczeniem był dla pani występ w programie X-Factory?
Miałam wtedy 17 lat. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Umiałam śpiewać i grać na pianinie. Chciałam wystąpić w programie, spełnić swoje nastoletnie marzenie.  Po powrocie z Warszawy w mojej głowie pojawiła się melodia i powstała pierwsza piosenka. Teraz na pewno nie wystąpiłabym w programie talent show, jednak bardzo mnie to fascynowało jako młodą dziewczynę. Ale nie było to fajne doświadczenie.

Jak ważne są dla pani muzyczne poszukiwania, poszukiwania nowych dźwięków i gatunków?
Bardzo. W poszukiwaniu nowych brzmień wszystkiego bym spróbowała. Bardzo korcą mnie teraz psychodeliczne smyczki, psychodeliczna gitara i niekonwencjonalne rozwiązania muzyki elektronicznej. Muzyka jest od tego, żeby eksperymentować i np. połączyć ze sobą dwa dziwne gatunki muzyczne, które względnie do siebie nie pasują. Na pewno będę dalej próbować.

Czy w pani głowie są już kolejne piosenki?
Tak. Z jednej strony jestem rozdarta między piosenkami a eksperymentalnymi utworami. Fajnie byłoby to razem ze sobą połączyć tak jak starałam się w debiutanckiej płycie. Pracując nad nią, chciałam, żeby wokale były bardziej przystępne do przesłuchania, a podkład był czymś nowoczesnym i innowacyjnym.

Jakie są różnice między utworami na płycie, a tymi wykonywanymi w czasie koncertów?
To zależy od tego, w jakim miejscu odbywa się dany występ i jaka będzie na nim publiczność. Swój pierwszy koncert z tej trasy będę grać w klubie Das Lokal  o pierwszej w nocy, więc set musi być bardziej energiczny, bo ludzie by trochę zasypiali, gdybym zasmuciła ich wolniejszymi piosenkami. Ale z kolei na koncercie w okolicach godz. 19:00 jak najbardziej zagram wolniejsze utwory. Staram się na koncertach trochę urozmaicić te aranże; wolniejsze mogę trochę przyśpieszyć i zrobić dwa razy gęstszy bit, żeby był bardziej taneczny.

To ciekawe, jak muzyka może się zmieniać i reagować na dane miejsce.
Tak, to jest bardzo ważne. Studiuję w Berlinie i będę pisać pracę licencjacką o moim live secie, koncercie i o tym, jak dobieram utwory; jak je przearanżowuję do danego miejsca i do danej publiczności.

Jak ważną rolę odgrywa pierwsza i ostatnia piosenka na płycie?
Są bardzo ważne. Pierwszym utworem chciałam nadać klimat, w który ludzie się mogą wczuć.  Jest to utwór „Ikarus”, czyli Ikar – bardzo dramatyczny, budujący napięcie bardzo wolno, ale też bardzo mocno. To dobry wstęp do energiczności płyty, która następuje dalej. Jedenasty utwór jest zatytułowany „One, Two, Free, Fall”. To zwieńczenie „Icarusa”. Tak naprawdę to ta sama piosenka, tylko w innym aranżu, z innymi słowami i w innym brzmieniu, ale powtarza się w niej ten sam schemat spadania i wolności. Tworzy się z tego klamra.

Na ile inspiracją są dla pani dźwięki codziennego życia?
Bardzo ważną. Zaczęłam zbierać sample dźwięków ulicy, np. metalowego płotu.  W erze komputerowych wtyczek i programów, żeby znaleźć dobre brzmienie, wystarczy tylko klikać strzałką w dół. To bardzo nużące. Jak się ma okazje stworzyć coś własnego, znaleźć swój własny pomysł na brzmienie, jest to bardzo otwierające i daje większą satysfakcję.  To ciekawsze, niż wybranie czegoś z gotowych już kolekcji dźwięków.






Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Jacek Sutryk byłby dobrym prezydentem Wrocławia?




Oddanych głosów: 1023