Wczesnym rankiem lekko zawiany pasażer linii 131 został zatrzymany do kontroli biletu. Okazało się, że go nie ma. Kontrolerzy spisali gapowicza i nałożyli mandat. Pasażer uparł się, że zapłaci karę za przejazd od razu. Ponieważ MPK nie stosuje takich praktyk i pieniędzy na miejscu nie przyjmuje, więc mężczyzna wysiadając z autobusu wrzucił 70 złotych do metalowego kosza wewnątrz pojazdu. Cieszył się, że jest po sprawie, bo za mandat zapłacił.
Po kontroli mężczyzna wysiadł z pojazdu na pętli i chwiejnym krokiem poszedł w sobie tylko znanym kierunku. Wrzucone do kosza pieniądze zauważył kierowca i postanowił odnieść je do działu windykacji MPK. W kasie zabezpieczono je na poczet zapłaconego mandatu. Teraz urzędnicy czekają, aż gapowicz pojawi się, by uregulować resztę należności za nieposiadanie biletu.
Przypomnijmy, że do siedmiu dni od spisania przez kontrolerów kara wynosi 100 złotych. Do 30 dni należność za bilet, to już opłata 120 złotych i w tym przypadku MPK wysyła na adres zamieszkania wezwanie do zapłaty. Ostateczny czas na zapłacenie mandatu przed skierowaniem sprawy do sądu to 90 dni, później należy wziąć pod uwagę koszt postępowania, które wynosi ok. 300 zł. Przypomnijmy, że przejażdżka bez biletu, a potem uchylanie się od kary może skończyć się egzekucją nawet do 700 złotych, o czym pisaliśmy Wam tydzień temu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze