zamknij

Kultura

Konrad Imiela o Kaziku, hot16challenge i kulturze w czasach epidemii [WYWIAD]

2020-06-01, Autor: Michał Hernes

– Okazało się, że Facebook, Instagram i Youtube są w czasie epidemii najgorętszymi instytucjami kultury, równymi i demokratycznymi. Myślę, że niejeden kulturoznawca pochyli się nad hot16challenge – mówi nam Konrad Imiela, dyrektor Teatru Muzycznego Capitol.

Michał Hernes: Od 6 czerwca, po trzech miesiącach przerwy, ponownie otwarte mogą zostać kina, teatry i opery. Co z Capitolem?
Konrad Imiela: W ubiegłym tygodniu mieliśmy spotkanie z przedstawicielami Urzędu Miasta i szefami wszystkich wrocławskich instytucji kultury i jest wśród nas duża ostrożność. Nie wiemy, jak zareaguje publiczność i czy faktycznie nastąpi „boom” na wydarzenia kulturalne. Badania wskazują, że z jednej strony wśród ludzi jest duża potrzeba przyjścia do teatru, ale równie silne jest sceptyczne podejście do uczestniczenia w zgromadzeniach. Wciąż trwa przecież epidemia i nie nadszedł jeszcze moment, w którym możemy ogłosić jej koniec. Wręcz przeciwnie – wskaźniki zachorowań w Polsce nie spadają. Potwierdzają to lekarze i eksperci.

Reklama

Znaleźliśmy się więc w bardzo dziwnej sytuacji, bo rządzący nie dali nam zbyt dużo czasu na przygotowanie się do wznowienia działalności. Tymczasem widzowie oczekują, że 6 marca będą mogli przyjść do teatru. Capitol na pewno w ten pierwszy czerwcowy weekend jeszcze pozostanie zamknięty. Myślę, że przygotujemy na czerwiec zaledwie kilka wydarzeń na Dużej Scenie, bo granie na mniejszych scenach jest obecnie ekonomicznie niemożliwe. Mamy bardzo dużą dziurę w budżecie i nie możemy sobie pozwolić na dopłacanie do spektakli, a z tym wiązałoby się zorganizowanie przedstawienia na mniejszych scenach.

Mam nadzieję, że w najbliższych dniach ogłosimy ten skromny czerwcowy repertuar i rozpoczniemy sprzedaż biletów, ale teraz najważniejsze jest stworzenie bezpiecznych i przyjemnych - mimo epidemii - warunków do wizyty w teatrze dla naszych widzów. Musimy to dobrze przemyśleć i skonsultować ze służbami sanitarnymi.

Czyli w grę wchodzi póki co tylko czerwiec?
Czerwiec, później wakacyjna przerwa i widzimy się na premierze we wrześniu. Już jakiś czas temu, obserwując sytuację, podjąłem decyzję, że ograniczymy się w tym roku tylko do jednej premiery. W planach były dwie na Dużej Scenie – przedstawienie dla dzieci „Alicja” w reżyserii Martyny Majewskiej i „Lazarus” Jana Klaty.

Premiera „Alicji” odbędzie się na początku przyszłego roku. Jeśli zaś chodzi o „Lazarusa”, chcemy go wystawić nawet trochę wcześniej niż pierwotnie, skracając trochę obecny sezon. Artyści i obsługa sceny wcześniej rozpoczną urlop i szybciej wrócą do pracy, aby premiera mogła się odbyć 26 września. Próby rozpoczynamy 10 czerwca.

Dlaczego „Lazarus”?
Ze wszech miar to idealny czas na ten tytuł. To musical Endy WalshaDavida Bowie z absolutnie największymi przebojami tego ostatniego. Jest opowieścią inspirowaną książką „Człowiek, który spadł na Ziemię” Waltera Tevisa, na podstawie której powstał film w reżyserii Nicolasa RoegaDavidem Bowie w roli głównej.

„Lazarus” to dalszy ciąg książkowo-filmowej opowieści, traktującej o istocie, która przybyła na Ziemię z planety, gdzie skończyła się woda. Newton, główny bohater, miał odnaleźć ratunek dla bliskich, ale został „uziemiony”. Uwikłał się w toksyczne, miłosne związki, uzależnił się od alkoholu, narkotyków i wielkich machin finansowych, które sam rozpętał. Tkwi więc na Ziemi samotny, bezradny i uwikłany we wszystko, czym potrafi zakazić nasza cywilizacja.  W tym bardzo metaforycznym spektaklu nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się dziewczyna, która namawia go, by wrócił na swoją planetę. Czy jednak faktycznie to nastąpiło? Czy była to podróż do domu, czy śmierć?

„Lazarus” daje reżyserowi mnóstwo ścieżek interpretacyjnych, dlatego bardzo mi zależało, żeby wystawił go reżyser, który potrafi tworzyć odważne  teatralne interpretacje. Zaprosiłem więc do współpracy Jana Klatę.

Epidemia prowokuje w nas rozważania, które znajdziemy w „Lazarusie”. Powinniśmy z dystansu spojrzeć na nas samych i nasze społeczeństwo, weryfikując wiele rzeczy. Możemy przyjrzeć się naszym związkom, rodzinom, relacjom z bliskimi i przyjaciółmi. „Lazarus” podejmuje wszystkie te tematy, nie będąc jednak spektaklem o epidemii. Kilka dni temu po raz kolejny przesłuchałem płytę z amerykańskiej wersji tego musicalu. Każda piosenka jest komentarzem do dzisiejszej rzeczywistości. Mam na myśli nie tylko epidemię, ale też kryzys klimatyczny i cywilizacyjny, w którym się znajdujemy.

Nie ukrywam także, że „Lazarus” jest dla nas bardzo dobrą propozycją na obecne czasy także z praktycznego punktu widzenia. Nie wiemy, kiedy ponownie będziemy mogli grać duże musicale, które na scenie i za kulisami gromadzą kilkadziesiąt osób. Trudno jest myśleć o ekonomicznym sukcesie w sytuacji, kiedy możemy sprzedawać maksymalnie 50 procent biletów i nie wiemy, z jakim powodzeniem. „Lazarus” to spektakl z nieco mniejszą obsadą, ekonomicznie jest możliwy do eksploatacji dla ograniczonej ilości widzów.

Inna sprawa, że jestem zaskoczony dopuszczeniem 50% procent publiczności. Spodziewałem się większych ograniczeń. Oznacza to, że na przykład NFM, w którym jest 1800 miejsc, może zrobić koncert nawet dla 900 osób.

Zwłaszcza, że mówi się, że na koncertach plenerowych będzie mogło przebywać maksymalnie 150 osób.
Skoro teraz będziemy mieli możliwość grania dla 50 procent widowni, to niewykluczone, że od września będzie można grać dla stu procent.

Najważniejsze jest to, że mimo wszystko, w tym trudnym czasie przygotowujemy nową premierę. Z psychologicznego punktu widzenia to bardzo ważne dla naszego zespołu, ale także dla naszych widzów. Dajemy znać, że Capitol funkcjonuje i że jesteśmy w stanie produkować nowe rzeczy, nie ograniczając się do grania kameralnych przedstawień i przypominania, że trwa epidemia.

Czyli daje to nadzieję, że Capitol przetrwa i nie ma zagrożenia?
Jestem o tym przekonany. Nasz plan daje nam swego rodzaju bezpieczeństwo, choć nie obejmuje nas żadna tarcza i nikt nie rekompensuje nam dużych strat.  Kolokwialnie mówiąc, „przejadamy” nasze premiery. To wielka szkoda, ale wobec braku wsparcia finansowego ze strony rządu, nie mamy innego wyjścia. Mamy ogromny spadek przychodów - wpływów z biletów i wynajmów sal. Oczywiście minimalizujemy koszty, ale to niewielkie oszczędności. Tym bardziej, że zdecydowaliśmy się stworzyć własną, wewnętrzną „tarczę” dla artystów, bo to oni najbardziej ucierpieli finansowo. Ich wynagrodzenie w teatrze repertuarowym składa się z dwóch części – stałej pensji, w okolicach minimalnej krajowej i wynagrodzeń za zagrane spektakle, których teraz nie ma. Odkąd nie gramy spektakli, artyści są jedyną grupą pracowników teatru, która traci nawet ponad 50% swoich wynagrodzeń. W ramach wsparcia podczas obowiązywania zakazu wystawiania spektakli, artyści otrzymują od teatru 80% tego, co zarobili za spektakle w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Mam nadzieję, że w przyszłości otrzymamy dodatkowe środki finansowe na te wypłacone artystom rekompensaty.

Dobrze więc, że będzie „Lazarus”.  Ten spektakl jest kwintesencją Capitolu – to nie tylko rozrywka, ale zarazem przedstawienie podejmujące bardzo ważne tematy.
Kolejnych propozycji repertuarowych szukam, myśląc o naszych widzach i realizując moje motto: „uwodzić formą, intrygować treścią”. Jak wspominałem, „Lazarus” to musical z największymi hitami Davida Bowie, który zarazem skłania do refleksji nad światem, w którym żyjemy. Nie jest to tylko lekka, łatwa i przyjemna rozrywka do potupania nóżką.

Niedawno afera z Kazikiem pokazała, że piosenka może mieć w sobie dużą moc i siłę oddziaływania.
Okazało się, że akt artystyczny może być silniejszy od listów i petycji.

Nawet premier Mateusz Morawiecki zajął stanowisko w tej sprawie.
Piosenka działa na emocje. W sztuce można posługiwać się skrótami, symbolicznymi gestami i metaforami, które tworzą odważną, bezkompromisową wypowiedź. W historii jest wiele tego przykładów. Chociażby zdjęcie w 1968 roku z afisza „Dziadów”, które okazały się niewygodne, bo między słowami krytykowały władzę. Sztuka potrafi mieć olbrzymią siłę społeczną, dlatego trzeba o nią wyjątkowo dbać. Z zazdrością przyglądam się doniesieniom z innych krajów, gdzie władza daleko bardziej ceni się kulturę, która stanowi o jakości społeczeństwa.

Tymczasem u nas będzie odmrażana na samym końcu, choć pomaga nam przetrwać i podnieść się. Pomaga nam emocjonalnie, psychologicznie przepracować problemy, które nas czekają. Ekonomiści mówią o zbliżającym się wielkim kryzysie. Kultura to zaś medium, które może nam pomóc przez to przejść. Może być dla społeczeństwa kozetką u psychoanalityka. Może prowokować pewne prądy i ruchy, wybijające nas ze stagnacji i  depresji. W tak trudnym czasie rola kultury jest olbrzymia. O klasie politycznej świadczy natomiast, jak tę kulturę postrzega. Czy tylko przez jej wymiar masowy, narodowo-historycznych wydarzeń i organizacji wielkich festynów, które mogą zmobilizować elektorat? Stąd moim zdaniem bierze się słabość naszych rządzących do siermięgi disco polo, podczas gdy kultura może prowokować do myślenia i zmiany naszego spojrzenia na świat; może zadawać trudne pytania, wbijać kij w mrowisko i wybijającym wybijać nas z komfortu. Wydaje mi się, że ta rola kultury jest zdecydowanie ciekawsza. Poprawia jakość życia na dużo głębszym poziomie. Może również poprawić estetykę otaczającego nas świata, czego w Polsce bardzo nam potrzeba.

Skoro tak odpowiedzialne wyzwania i zadania stoją przed kulturą, to czy powstanie w Capitolu spektakl o epidemii?
Nie chciałbym mówić o tym wprost. „Alicja”, którą przygotowuje Martyna Majewska – inspirując się książką Lewisa Carrolla – także komentuje współczesne realia, ucieczkę w świat wirtualny. Kiedyś jedyną taką alternatywną rzeczywistością był sen, a dzisiaj mamy kolejną, która bardzo angażuje dzieci i młodzież. „Alicja” odnosi się między innymi do bardzo istotnego w czasach pandemii problemu przeniesienia wielu sfer naszego życia do świata wirtualnego. Mocno się tam przesunęliśmy, ale to, co nas tam elektryzuje, to w dużej mierze znów kultura i sztuka! O czym się mówi? O kolejnych hot16challenge, o piosence Kazika. Lubię oglądać filmy hot16challenge. Okazało się, że Facebook, Instagram i Youtube są w czasie epidemii najgorętszymi instytucjami kultury, równymi i demokratycznymi. Myślę, że niejeden kulturoznawca pochyli się nad hot16challenge. Z jednej strony padają tam ważne słowa, ale mamy też intrygujące formy artystyczne, drapieżną awangardę i mainstream. Artystami chcą być politycy i rozmaici celebryci, często koncertowo się kompromitując. Bardzo lubię śledzić to zjawisko.

Może to temat na musical?
Od jakiegoś czasu przyglądamy się internetowi jako medium, które może zainspirować teatr. „Polska woda” powstała na podstawie filmu zamieszczonego w internecie. „Gracjan Pan” zajmuje się internetem jeszcze mocniej. Ten czas zmusił nas trochę do szukania nowych form. Mówiąc szczerze, nie jestem entuzjastą oglądania rejestracji spektakli teatralnych w sieci. Ciekawi mnie natomiast, jak artyści próbują użyć tego narzędzia, jakim jest internet, do znalezienia nowych form sztuki. Jako artysta też w tym czasie eksperymentuję, chociażby robiąc mój hot16challenge – trochę dziwny i absurdalny,.  wspólnie z perkusistą Kubą Sucharem  nagrałem piosenkę pod tytułem „Ślimaki”. W gronie artystów capitolowych stworzyliśmy też serię auto-coverów, które są dostępne na kanałach społecznościowych Capitolu. To nowe interpretacje piosenek, które wykonujemy w spektaklach. Ja również, wraz z żoną Agatą Bartos, stworzyłem swój auto-cover pt. ”Piłat”. Przyglądam się rozmaitym wirtualnym formom sztuki. Interesujące rzeczy robi np. Krzysztof Garbaczewski - teatralne opowieści, osadzone w świecie wirtualnym. Takie przedsięwzięcia są bardzo ciekawe i może się okazać, że dzięki epidemii rozpędu nabrały poszukiwania nowych form na styku wideo, teatru i cyfrowej rzeczywistości.

Czyli są też pozytywny i będzie dobrze?
Zawsze jestem optymistą. Będzie dobrze, ale na pewno jest ciekawie.

Przypominał mi się cytat: „Obyś żył w ciekawych czasach”. 
Dla mnie zawsze ekscytujące są momenty, gdy coś wybija nas z rutyny.

Gdy „Świat wypadł z ram” – cytując „Hamleta”.
Dokładnie. Jako dyrektora teatru zawsze ekscytowało mnie radzenie sobie z przeciwnościami. Paradoksalnie bardzo dobrze wspominamy w Capitolu te dwa sezony, kiedy nie mieliśmy siedziby, bo teatr był w przebudowie. Musieliśmy zmierzyć się wówczas z problemami związanymi z graniem na wielu różnych scenach, czasami zupełnie nieprzystosowanych do wystawiania spektakli, z utrzymaniem zainteresowania naszych widzów. Dobrze wykorzystaliśmy ten czas i mam nadzieję, że podobnie będzie teraz.

Czy podoba ci się #Hot16challenge2 w wykonaniu Jacka Sutryka?



Oddanych głosów: 449

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Na kogo oddasz głos w II turze wyborów prezydenckich?





Oddanych głosów: 2832