zamknij

Kultura

„W obecnych czasach ciężko jest wieść pustelniczy żywot” [WYWIAD]

2020-03-13, Autor: Michał Hernes

– W obecnych czasach człowiek praktycznie nie może istnieć jako „samotna wyspa”. Prawie zawsze jest powiązany jakimiś relacjami z drugą osobą lub grupką osób – mówi Daria Pietryka, autorka wystawy „Między nami”, którą od piątku, 13 marca, będzie można oglądać w Galerii M. Zamiast wernisażu odbędą się trzy kameralne spotkania z autorką ekspozycji.

Tematem najnowszego projektu artystycznego Darii Pietryki, urodzonej w 1983 roku wrocławskiej malarki, architektki, projektantki wnętrz i scenografki, jest człowiek w relacji, a więc zagadnienie szerokie, wielowarstwowe i płynne. Wystawę „,Między nami” będzie można oglądać od 13 do 30 marca w Galerii M (ul. Świdnicka 38a).

Reklama

Z uwagi na pandemię koronawirusa zamiast wernisażu odbędą się kameralne spotkania z autorką, m.in. w piątek, 13 marca o godz. 19. W ten sposób organizatorzy chcą umożliwić zwiedzającym bezpieczne odwiedziny w galerii oraz spotkanie z artystką i jej pracami.

W sobotę, 21 marca, wystawa będzie czynna od godz. 12 do 15.

Michał Hernes: Cytując pisarkę Zadie Smith: „Ludzie nie zaklepują sobie innych ludzi. Podejmują świadomą decyzję, że będą z nimi. To wymaga wiary. Rysujesz koło na piasku i zgadzasz się w nim stać, i wierzyć w nie”. Czy wchodzenie w relacje jest rysowaniem koła na piasku i zgodą, by w nim stać?
Daria Pietryka: To zdanie wydaje mi się troszkę wycięte z kontekstu, w związku z czym jest mi ciężko odnieść się do tego cytatu. Starając się odnaleźć jego sens, nie za bardzo się zgadzam z powyższym porównaniem. Po pierwsze dlatego, że w tym porównaniu bycie ze sobą jawi mi się jako bardzo ograniczające. Jestem zdania, że jeśli Twój partner ogranicza Cię to znaczy, że to nie koniecznie jest dobry wybór. Partnerzy powinni współgrać, wspierać się, uzupełniać, ale nie ograniczać nawzajem.

Po drugie to porównanie jest bardzo statyczne, a to przecież niemożliwe, żeby związek dwojga ludzi istniał w bezruchu - wszystko się zmienia i natura związku między dwojgiem ludzi również: Poznajemy się, zakochujemy się w sobie. Jest burza hormonów, gdy burza mija, dotyka nas proza życia. Mamy dzieci lub nie. Chorujemy. Wyjeżdżamy za pracą lub nie. Osiągamy sukcesy. Miewamy niepowodzenia. Odchodzą nasi bliscy... i to wszystko i wiele więcej ma wpływ na nasze związki, tworzy ich dynamikę.

Co bardziej panią interesuje – człowiek, relacje, czy człowiek w relacji?
Nie potrafię zdecydować. Te pojęcia bardzo się przenikają. W obecnych czasach ciężko jest wieść żywot pustelniczy, a zatem człowiek praktycznie nie może istnieć jako „samotna wyspa”. Prawie zawsze jest powiązany jakimiś relacjami z drugą osobą lub grupką osób. Ale też gdy popatrzę na swoją dotychczasową twórczość, to widzę zmianę w optyce patrzenia. Wcześniej bardziej skupiałam się na jednostce. W najnowszym cyklu eksploruję kwestię związków międzyludzkich, a nawet życia społecznego...

Inna pisarka stwierdziła, że „dzisiaj nasze relacje są jak zabawa zoomem. Na kilka sekund jest bardzo blisko, ale zoom natychmiast znowu nas oddala”. Czy zgadza się z nią pani?
To zależy o jakiej relacji mówimy. Ten cytat z Elisabeth Zöller kojarzy mi się z takim związkiem instant, na chwilę. Z taką jednorazówką. Gdy relacja przestaje być przydatna „wyrzucam” ją. To nie jest opis dojrzałego związku, bo w taki trzeba bezustannie się „wpatrywać”. Jasne, że zdarzają się momenty kryzysu, ale po to jesteśmy razem żeby wspólnie się temu przyjrzeć, przegadać czy przepracować. Wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Pani też w pewnym sensie postanowiła „zabawić się” relacjami i człowiekiem w relacji, ale nie aparatem i zoomem, tylko malarstwem. Dlaczego właśnie malarstwo?
Moje malarstwo wynika z obserwacji rzeczywistości, a nie z chęci zabawy relacjami. Również malując. tłumaczę sobie świat, malując myślę. Czasami jest też to rodzaj medytacji. Jeśli czymś się bawię w malarstwie, to jest to forma, ale trafniej byłoby powiedzieć, że eksperymentuję.

Kuratorka napisała, że „tematem wystawy jest człowiek w relacji, a więc zagadnienie szerokie, wielowarstwowe i płynne”. Jak wielkim wyzwaniem było zmierzenie się z tym tematem?
Gdy biorę się za jakiś temat, nie zastanawiam się nad jego ogromem (tudzież trywialnością). Mogłoby to być blokujące, wręcz obezwładniające. Ale nawet teraz post factum, gdy wszystkie prace związane z nadchodzącą wystawą są już gotowe, trudno jest mi to ocenić. Troszkę kojarzy mi się to z takim wspinaniem na górę podczas mgły, a gdy już dotrzesz na szczyt i mgła została na dole, możesz nie wiedzieć, czy wspiąłeś się wysoko czy nie, jeśli góra jest Ci obca.

Trudno jest mi ocenić to „wyzwanie” bo przygotowanie takiego cyklu wiąże się po prostu z regularną pracą nad nim, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Zazwyczaj ludzie mają takie pojęcie o artyście, że jest to osoba, która tworzy jakby z doskoku – kiedy ma natchnienie. Tymczasem w moim widzeniu jest to praca jak każda inna. Mam wyznaczone konkretne dni, w które jestem w swojej pracowni. Mam wyznaczony pewien rytm pracy, który sama sobie już jakiś czas temu przemyślałam. Gdybym czekała na tzw. natchnienie, to namalowałabym coś raz na miesiąc, a może nie... Z resztą ja nie wierzę w coś takiego jak „natchnienie”. Mogą być lepsze lub gorsze dni, lepsze lub gorsze samopoczucie. Ale „natchnienie” - to jest według mnie jakiś twór romantyczny, który nijak się ma do rzeczywistości.

Co jest ciekawsze – końcowy efekt, czy proces i praca nad tą wystawą?
Nie jestem w stanie wybrać - jedno jest pochodną drugiego i są nierozłączne.

Uwielbiam proces. W mojej twórczości jest on bardzo ważny, gdyż jest dość rozbudowany. Robię dużo szkiców roboczych. Czasami mini notatki. Fotografuję. Robię research w sieci. Tworzę kolaże robocze. I wreszcie sam proces malowania płótna również trwa dosyć długo.
Najczęściej maluję kilka płócien jednocześnie. Z jednej strony dlatego, że obrazy olejne schną dosyć długo, więc gdy nałożę jedną warstwę na pierwszy obraz i ona schnie, to mam czas zająć się przygotowaniami do drugiej pracy. Czasami też zastanawiam się dosyć długo nad tym jak rozwiązać daną kompozycję.

Zdarza się że muszę ‘odpocząć’ od jakiegoś obrazu zanim go dokończę i wtedy maluję drugi lub trzeci. Ale równie bardzo nie mogę doczekać się efektu końcowego i samej wystawy, gdyż jest to rodzaj święta i nobilitacji dla artysty.

Z drugiej strony muszę przyznać, że też troszkę się stresuję. Zastanawiam się, jakie będą reakcje na niektóre prace. Nauczyłam się już dawno temu, że ludzie mogą widzieć zupełnie inne rzeczy w moich pracach niż ja sama. To jest fascynujące.

Czego dowiedziała się pani w trakcie prac o człowieku w relacji?
Że jest wymagający. Że relacja jest wymagająca, ale praca nad nią może przynieść piękne efekty.

Na jakie pytania nie udało się pani odpowiedzieć?
Chciałam przelać na płótno moje odczucia i obserwacje, a nie konkretne tezy. Liczę jedynie na to, że moje obrazy skłonią obserwatora do refleksji i że on sam zada sobie ważne dla siebie pytania. Pytania mogą rodzić kolejne, a odpowiedzi, które się zrodzą mogą być adekwatne tylko dla danego odbiorcy. I to jest w sztuce piękne.

Czy większe imprezy kulturalne powinny zostać odwołane z powodu koronawirusa?



Oddanych głosów: 1718

Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy więcej zieleni na ul. Kazimierza Wielkiego to dobry pomysł?




Oddanych głosów: 353