zamknij

Kultura

Wyspiański i zaskakujące kandydatki na muzę [RECENZJA, WIDEO]

2019-01-26, Autor: Michał Hernes

Na casting do roli w „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego przyszły zaskakujące kandydatki na muzę, a ja bardzo się cieszę, że za sprawą m.in. Agnieszki Wolny- Hamkało i Martyny Majewskiej Wyspiański „zawitał” do Teatru Muzycznego Captiol. Wszak krytyk Stanisław Brzozowski napisał o nim niegdyś: „(…) myślał napięciami woli i wzruszeniem, wyrażającymi się barwą, ruchem, dźwiękiem”.

W spektaklu „Wyzwolenie: królowe” zachwyciły mnie nie tylko słowa, ale też właśnie muzyczne dźwięki (za muzykę odpowiadają Dawid Majewski oraz Daria Wilsz), ruch aktorów i barwy. Krytyk literacki Ostap Ortwin nazywał teatr Wyspiańskiego „teatrem plastycznym”. Tym bardziej doceniam pomysł, żeby na  casting do roli muzy w „Wyzwoleniu” przyszły drag queens. Dzięki temu barwy – podobnie jak u słynnego poety – obejmują w tym przedstawieniu także bohaterów, których kolorystyka została bardzo szczegółowo przemyślana i dopracowana. Bohaterowie, ich make up i kostiumy, a także oświetlenie i przestrzeń sceniczna spektaklu tworzą wizualną całość.  

Reklama

Stanisław Brzozowski zauważył, że Wyspiański „czuł w sobie zbiorowe wzruszenie, które dopominało się o wyraz, który byłby tonem, barwą, ruchem i wyrastającym z nich wzruszeniem”. Coś czuję, że spektakl w reżyserii Martyny Majewskiej – choć nierówny – wzruszyłby go równie mocno, jak mnie.

Mam jednak zastrzeżenie - moim zdaniem aktorzy chwilami za bardzo szarżowali i ich gra była momentami za bardzo przerysowana, choć rozumiem, że zapewne wynikało to z konwencji przedstawienia. Mimo wszystko na wyróżnienie zasługują rewelacyjna Klaudia Waszak jako Konrad Konrad oraz szarżujący (przeważnie udanie) Adrian Kąca jako Piotr Piękny (Ariana Konsza), ale tak naprawdę każdy z aktorów dostał swoje pięć minut i szansę na pokazanie swoich aktorskich oraz wokalnych możliwości.

Inna sprawa, że w trakcie oglądania "Wyzwolenia: królowych" zastanawiałem się, czy intencje tworców były takie, żeby stworzyć dzieło na miarę kontrowersyjnej „Klątwy”, która wywołała wielki skandal. W tym przypadku również jest to autotematyczny spektakl inspirowany Wyspiańskim, opowiadający o kondycji współczesnego artysty i sztuki, a także lekko naśmiewający się z Jana Pawła II. Jeśli chodziło o to, by zmierzyć się z „Klątwą”, nie do końca się to udało i pytanie, czy było to potrzebne.

W „Wyzwolenie: królowych”, podobnie jak to bywało u Stanisława Wyspiańskiego, zatarła się granica między dialogiem a inscenizacyjnymi uwagami. Mierzenie się z wizją teatralną na miarę talentu wybitnego poety jest wielkim wyzwaniem, ale muszę przyznać, że Agnieszka Wolny– HamkałoMartyna Majewska dobrze sobie z tym poradziły.

Ważną rolę odgrywają w tym spektaklu wspomniana wcześniej przestrzeń, w której rozgrywa się jego akcja (nie ogranicza się tylko do sceny dosłownie i w przenośni – „powiększają” ją również dialogi i monologi bohaterów) oraz odwołania do współczesnych nam czasów (chociażby do sytuacji wrocławskiego Teatru Polskiego za kadencji Cezarego Morawskiego).

– To szalony spektakl, ale mamy nadzieje, że stanie się również diagnozą, w której będzie się można przejrzeć i odpowiedzieć sobie na różne pytania, chociażby o wspólnotowość, a także o poziom szacunku i zrozumienia dla drugiego człowieka – mówi aktor Łukasz Wójcik.

– Konwencja spektaklu pozwala odczarować patrzenie na ważnych w naszej literaturze dramaturgów i poetów jako na ludzi bogoojczyźnianych i statecznych. W bardzo wielu przypadkach były to osoby będące w awangardzie, które wyznaczały trendy. Wyspiański jak na ówczesne czasy był freakiem i nie uciekamy od tego. A przede wszystkim – staramy się mówić prawdę – podkreśla Wójcik.

– Nie podchodzimy do tematu sztampowo, tylko ze świeżością i własnym pomysłem – zapewnia Martyna Majewska. – Pomysł być może brzmi zaskakująco, ale wydaje mi się oczywisty. Muza, którą opisuje Wyspiański, w paradoksalny sposób rymuje się z tym, co rozumiemy jako konwencję drag. Wydaje mi się, że nie jest to tylko powierzchowny pomysł bazujący na efektownym zewnętrzu. Naszym celem i zadaniem nie jest prowokacja, tylko głęboka refleksja nad kondycją artysty we współczesnej Polsce – dodała reżyserka.

I świetnie się to udało. Autorki nie pokazały w „Wyzwolenie: królowych” tylko jednego punktu widzenia, stawiając na konfrontację różnego rodzaju spojrzeń na teatr, sztukę i Polskę. Dodatkowo w jednym teatrze zmieściło się kilka osób i spora dawka ich scenicznego ruchu, a także bogactwo dramatycznego języka. W tym spektaklu dużo się dzieje, ale nie wyszedł z tego – na szczęście – przerost formy nad treścią i chcę wierzyć, że nie jest to tylko prowokacja dla prowokacji.

Oceń publikację: + 1 + 17 - 1 - 8

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy uważasz, że torowisko tramwaje powinno być wydzielone na całej długości Grabiszyńskiej?




Oddanych głosów: 265