Reklama

Dziecięcy dreszczyk emocji. Recenzja spektaklu “Ojeja!...”

06/03/2021 23:11

Uwielbiam ten moment, gdy za sprawą Wrocławskiego Teatru Lalek znajduję się w samym środku ekscytującej przygody, podróżując przez lasy, miasta i bezludne wyspy, które zamieszkują krasnoludy, trolle i syreny. Cieszę się, że dzięki spektaklowi „Ojeja! albo o dziewczynce, która nie znała własnego imienia” znów poczułem dziecięcy dreszczyk emocji.

– „Ojeja…” jest spektaklem o porażkach. Bohaterka to dziewczynka, co samo w sobie jest sytuacją porażkową – mówi autorka tekstu do spektaklu Maria Wojtyszko. – W naszej kulturze dziewczynki i kobiety wciąż są tą „drugą płcią” -  aberracją, egzemplarzami w jakimś sensie “wybrakowanymi”. Właściwie należałoby być chłopcem, no ale nie wyszło – dodaje. – Wiele wysiłku wkładamy więc w to, żeby udowadniać, że nie jesteśmy gorsze. Nasze życie jest wiecznym doskakiwaniem do poprzeczek, które zawiesił ktoś inny dla kogoś innego.  Nieszczęście Ojei polega na tym, że ona naprawdę tej poprzeczki nie może dosięgnąć. A może właśnie to jest jej szczęście? – pyta Wojtyszko. I podkreśla, że chciała, żeby ta historia była „przepojona sympatią do tego, co słabe, żeby wyrywała nas z myślowych przyzwyczajeń, które każą nam dzielić ludzi na głupich i mądrych, dobrych i złych”. – W świecie, który zrobił się ostatnio beznadziejnie czarno-biały, warto chyba opowiadać o półcieniach i marginesach – uważa autorka tekstu.


Dreszczyk emocji


W pełni się z nią zgadzam. Spektakl duetu Maria Wojtyszko-Jakub Krofta opowiada o porażkach, ale też narodził się dzięki nim. Choć to zmyślona historia, zawiera w sobie – jak przystało na najlepsze baśnie – wiele prawd i mądrości, a przeżywane przez tytułową bohaterkę przygody okazały się warte wysiłku.

Reklama

Zgodnie z zamierzeniami twórców “Ojeja!...”  dotyka “spraw bliskich wszystkim rodzicom i dzieciom, stawiając pytania o to, co nazywamy sukcesem a co porażką, a także, czy jedyną drogą do szczęścia jest nieustanny rozwój i czy rzeczywiście wszystko da się ulepszyć”. Spektakl utwierdził mnie też w przekonaniu, że dzieci mają inną więź ze wszechświatem i potrafią dostrzec więcej niż dorośli. Cytując Bruno Schulza: “moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa. To by dopiero była prawdziwa dojrzałość!”. 

Przede wszystkim jednak, za sprawą tego przedstawienia znalazłem się w samym środku ekscytującej historii, podróżując przez lasy, miasta i bezludne wyspy, które zamieszkują krasnoludy, trolle i syreny. Dzięki Wrocławskiemu Teatrowi Lalek znów poczułem dziecięcy dreszczyk emocji. To dla mnie ważne, bo uwielbiam spędzać czas na czytaniu bądź oglądaniu baśni, a tytułowa Ojeja jest mi bardzo bliska. Dodatkowo zaimponowała mi kreatywność i pomysłowość twórców, którzy znaleźli sposób, by przełożyć tę opowieść na język – nie tylko lalkowego – teatru.

Na czas spektaklu warto rozsiąść się wygodnie, a przede wszystkim dać się ponieść tej szalonej i wzruszającej przygodzie, która ubawiła mnie, ale też skłoniła do refleksji. Co prawda główna bohaterka przygód ma aż nadto, ale dla mnie nigdy nie jest ich zbyt wiele. Tym bardziej cieszę się, że teatry znów są otwarte. Inaczej nie obejrzałbym owej fantastycznej teatralnej baśni.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości