Sport

Kolejna porażka Śląska Wrocław

2010-09-13, Autor: Łukasz Maślanka
Fatalna passa piłkarzy Śląska Wrocław trwa. W sobotę podopieczni Ryszarda Tarasiewicza przegrali na własnym boisku z Lechem Poznań 1:2 i była to ich trzecia porażka z rzędu.

Reklama

Śląsk aktywnie wszedł w mecz, rzucając się do boju od pierwszego gwizdka sędziego. Wrocławianie zdominowali “Kolejorza”, swobodnie rozgrywając piłkę i dyktując tempo gry. Już w 9.minucie Śląsk mógł przełożyć przewagę na zdobycz bramkową. Wtedy Przemysław Kaźmierczak obsłużył Waldemara Sobotę cudownym długim podaniem przez pół boiska. Sobota sprytnie przyjął piłkę klatką piersiową, minął Luisa Henriqueza i soczyście uderzył z narożnika pola karnego. Szkoda tylko, że minimalnie niecelnie i piłka przeszła tuż obok bramki Lecha. Po chwili swoje trzy grosze dołożył Cristian Diaz, próbując lobować Krzysztofa Kotorowskiego strzałem ze środka boiska. Uderzył jednak tyleż efektownie, co niecelnie.

 

Poznaniacy pozwolili Śląskowi się wyszumieć i sami zaczęli groźnie atakować. Sygnał do boju dał w 17.minucie Sławomir Peszko, który po solowej akcji kropnął mocno z narożnika pola karnego. Wtedy strzał “Peszkina” przeszedł ponad bramką Śląska. Siedem minut później lider środkowej linii Lecha już się nie pomylił. Po faulu Diaza na Manuelu Arboledzie, sędzia podyktował rzut wolny dla “Kolejorza”. Piłkę ustawił sobie Peszko i huknął niczym z armaty, tak podkręcając przy tym futbolówkę, że dostała specyficznej rotacji. I choć trafiła w sam środek bramki, zaskoczony Martin Kelemen nie zdążył nawet podnieść rąk, by wybronić strzał.

Po stracie gola, Śląsk nie złożył broni i żwawo rzucił się odrabiać straty, nie pozwalając przy tym Lechowi pójść za ciosem. Próbował Diaz, próbował Kaźmierczak, ale ich strzałom brakowało dokładności. Aż nadeszła 43.minuta i wysiłki Śląska zostały nagrodzone, choć w nieco kontrowersyjny sposób. Bo owszem, Henriquez dotknął piłkę ręką w polu karnym, ale żeby tego uniknąć, musiałby owej ręki nie mieć. I w zasadzie to piłka dotknęła jego, a nie odwrotnie. Sędzia Adam Lyczmański pokazał jednak na “wapno”, a Cristian Diaz dopełnił formalności, pewnie pokonując Kotorowskiego.

 

Odpowiedź Lecha była błyskawiczna i nadeszła dosłownie w ciągu mgnienia oka. Piłkę do siatki Śląska posłał wtedy Semir Stilić, dobijając uderzenie Artjomsa Rudnevsa. Sędzia boczny uznał jednak, że Bośniak akcję “spalił” i do przerwy na Oporowskiej utrzymał się remis.

 

Druga połowa zaczęła się od małego skandalu. Sędzia Lyczmański odprawił trenera Zielińskiego na trybuny. Powód? Szkoleniowiec Lecha miał wiele do powiedzenia arbitrowi, zaczął już w przerwie, w drodze do szatni. Świadkowie debaty mówią, że Zieliński wyrażał się o pracy sędziów mało parlamentarnie. Trener po meczu zaprzeczał, ale drugą odsłonę meczu oglądał z perspektywy tunelu prowadzącego na murawę.

 

Niewiele brakowało, by początek drugiej połowy przyniósł Śląskowi upragnione prowadzenie. W 47.minucie potężną bombą popisał się Piotr Ćwielong. Kotorowski wybronił jego strzał z najwyższym trudem. A po chwili to Lech cieszył się z gola. Piłkę w pole karne wrzucił Stilić, Kelemen pomylił się i wypuścił ją z rąk, a Rudnevs dopełnił formalności i posłał ją do siatki. Tu też nie obyło się bez kontrowersji, bo łotewski napastnik w momencie podania był na minimalnym, ale jednak spalonym.

 

Ten cios wytrącił Śląsk z uderzenia i wrocławianie dali się zdominować “Kolejorzowi”. Lechici pokazali zaś, że są klasową ekipą. Nie grali co prawda efektownie, ale bardzo mądrze. Świetnie radzili sobie środkowi pomocnicy, Sergiej Kriwiec i Stilić, dobrze regulujący tempo gry. Nieco żwawiej Śląsk zaczął grać, gdy na murawie pojawili się Marek Gancarczyk i Łukasz Madej. Niestety, wrocławianie nie potrafili przebić się pod bramkę Lecha i po straconym golu wypracowali sobie tylko jedną dogodną sytuację bramkową. W 55.minucie w ogromnym tłoku pod bramką “Kolejorza” najlepiej odnalazł się Krzysztof Wołczek, ale jego strzał z siedmiu metrów pewnie obronił Kotorowski.

 

Grający pewnie Lech nie dał sobie wydrzeć trzech punktów. Poznaniacy to ekipa doświadczona i zaprawiona w bojach, dlatego bez większych problemów radzili sobie z rozbijaniem akcji Śląska. Lechici nie kwapili się też zbytnio do tego, by szukać kolejnych okazji bramkowych. Wystarczyło, że wprowadzony za Rudnevsa Artur Wichniarek grał na granicy spalonego, absorbując wrocławskich defensorów. W końcówce meczu zaś lobować Kelemena próbował Stilić, ale nie trafił do pustej bramki.

 

Pięć meczów, cztery punkty, czternaste miejsce w tabeli - to dotychczasowy dorobek wrocławskich piłkarzy w tym sezonie. A o kolejne punkty będzie ciężko, bo przed Śląskiem seria trudnych meczów wyjazdowych. Wrocławianie zagrają kolejno z Widzewem Łódź, Koroną Kielce i Wisłą Kraków. W międzyczasie zmierzą się też ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki w Pucharze Polski. Kolejna dawka futbolowych emocji we Wrocławiu dopiero 17 października. Wtedy na Oporowską przyjedzie Polonia Warszawa.

 

 

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:2 (1:1)

 

Bramki: Cristian Diaz (43. – karny) – Peszko (24.), Rudnevs (51.).

Śląsk: Kelemen – Celeban, Fojut, Spahić, Wołczek – Sobota (69. M. Gancarczyk), Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (69. Madej) – Szewczuk (82. Gikiewicz), Cristian Diaz.

Lech: Kotorowski – Wojtkowiak, Arboleda, Djurdjević, Luis Henriquez – Kikut, Injac (85. Drygas), Kriwiec, Stilić, Peszko (78. Wilk) – Rudnevs (72. Wichniarek).

Żółte kartki: Mila – Kotorowski, Kikut, Drygas.

W 46. minucie trener Lecha Poznań Jacek Zieliński został odesłany na trybuny przez sędziego za niesportowe zachowanie.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).

Widzów: 8500.

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1407