Reklama

Nowy (wspaniały?) „Mojżesz” [RECENZJA]

01/12/2019 23:11

– Nauka nie ma zamiaru straszyć ani pocieszać – mawiał Zygmunt Freud. W trakcie oglądania „Mojżesza”, nowej premiery Teatru Polskiego- w podziemiu, zastanawiałem się, czy twórcy tego spektaklu chcą widzów przestraszyć, czy pocieszyć.

„Mojżesz” opowiada o grupie współczesnych badaczy poszukujących nowych praktyk duchowych, którzy odwołując się do mitu Mojżesza i postaci Zygmunta Freuda, eksplorują temat potencjalnego przełomu duchowego oraz wizji nowej Ziemi Obiecanej. Jak podkreślają twórcy spektaklu, swoją ostatnią rozprawę naukową poświęcił Freud mitycznemu wyzwolicielowi Izraelitów i twórcy judaizmu, uznawanemu za proroka także przez chrześcijaństwo oraz islam – Szczególne zainteresowanie, jakim na kilka miesięcy przed śmiercią Freud obdarzył Mojżesza, wynika z rozpoznanego przez siebie podobieństwa między własną biografią a legendarnym żywotem patriarchy – tłumaczą twórcy spektaklu. – Jednak Ziemia Obiecana, do jakiej przywiódł nas Freud, nie jest krainą pełnej wolności i całkowitego szczęścia. Psychoanaliza nie wyjaśnia wszystkich zjawisk psychicznych i nie oferuje skutecznych metod uzdrawiania wewnętrznych konfliktów i uśmierzania duchowego cierpienia. W świecie skompromitowanych Kościołów i upadku autorytetów religijnych z całą mocą odradza się dzisiaj niewiarygodna potrzeba wiary – dodają.


W trakcie oglądania „Mojżesza” przypomniały mi się słowa Freuda o tym, że szczęśliwy nigdy nie fantazjuje i czyni to jedynie niezadowolony – Niezaspokojone życzenia są siłą napędową fantazji i każda poszczególna fantazja jest spełnieniem życzenia, korekturą niezadowalającej rzeczywistości – twierdził twórca psychoanalizy. Czy podobnie rzecz się ma z poszukiwaniem nowych praktyk duchowych? Czy wobec trudności i niepewności nauki należy – parafrazując Freuda –  pysznić się wyższością swego sceptycyzmu? Czy rację miał pisząc, że „to, co człowiek sam wie i to, czego dowiedział się od kogoś innego, to nie to samo”?

Reklama

„Mojżesz” to intrygujący eksperyment, w którym poszukując nowych praktyk duchowych bohaterowie, a być może także aktorzy, studiują swoje osobowości, po omacku i mozolnie posuwając się do przodu albo wciąż stojąc w miejscu. Reżyser Tomasz Węgorzewski postawił przed niełatwym zadaniem aktorski zespół, z skład którego wchodzą: Agnieszka Kwietniewska, Anna Kłos, Janka Woźnicka, Michał OpalińskiAdam Szczyszczaj (z gościnnym udziałem Haliny Rasiakównej). Najbardziej zapadła mi w pamięć rola Woźnickiej, a także dyskusje między Opalińskim i Szczyszczajem. Co prawda nie udało mi się zapamiętać wszystkich wypowiadanych przez aktorów refleksji, ale zapamiętałem towarzyszące mi w czasie oglądania spektaklu emocje – zarówno strach i niepokój, jak i śmiech w najbardziej niespodziewanych momentach. To ogromnie nieprzewidywalny spektakl, a uwielbiam być w teatrze zaskakiwany. Także w warstwie wizualnej. W przepięknej scenografii „Mojżesza” wykorzystano obraz Leona Wyczółkowskiego "Morze w Połądze" znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. Bardzo cenię sobie teatr poszukujący, odważny i daleki od łatwych rozwiązań, a taki jest właśnie spektakl w reżyserii Węgorzewskiego.


– Wyobrażenia religijne zrodziły się z tej samej potrzeby, co inne zdobycze kultury – z konieczności obrony przed przygniatającą przewagą natury. Do tego doszedł jeszcze jeden motyw: pęd do skorygowania odczuwanych jako przykre niedociągnięć kultury – w trakcie oglądania "Mojżesza" myślałem również o tych słowach Freuda, które – obawiam się – nigdy nie przestaną być aktualne.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości