zamknij

Wywiady

WUWA II ma być poligonem, a nie pomnikiem

Jesteśmy w takim momencie, w którym musimy porozmawiać o jakości tego, co budujemy. Jeśli nie wrócimy do tradycji eksperymentowania – za kilka lat to na nas spadnie wina. Że nie rozwiązaliśmy żadnego z problemów Potrzebujemy poligonu doświadczalnego by odpowiedzieć na te pytania. I powinna być nim Nowa WUWA -
tłumaczy Zbigniew Maćków, przewodniczący wrocławskiej izby architektów, autor m.in. rozbudowy Renomy.
Redakcja: Chciałby Pan zaprojektować swój własny budynek na osiedlu WUWA II?
Zbigniew Maćków: Oczywiście, podobnie jak każdy architekt we Wrocławiu.
Normalnie projektując budynek architekt musi maksymalnie wykorzystać przestrzeń tak, żeby inwestor jak najwięcej zarobił na sprzedaży mieszkań czy wynajem biur. Projektowanie na tego typu wystawę, jaką byłą WUWA, to kwintesencja tego zawodu, bo architekt nie ma narzuconego celu, nie ma żadnych ograniczeń formalnych. To taka idealna sytuacja, która zamyka się w mojej ulubionej frazie: „dostali nieskrępowaną swobodę twórczą.”

- Do tego nie trzeba przecież WUWY. Chyba wystarczy, jak Mariusz Szlachcic, zaprojektować osiedle samemu będąc inwestorem.
- W pewnym sensie rzeczywiście, ale z drugiej strony niewielu z nas, albo tylko on, może sobie na coś takiego pozwolić. Oglądałem projekt Mariusza, jestem jego fanem. To jest taka próba eksperymentu w architekturze, czego nikt nie robił od lat 60.
Są jednak dwa poważne ograniczenia, także dla niego. Po pierwsze, musi mu się to sprzedać. Zaryzykował, wyłożył własne pieniądze na inwestycje i musi na mieszkania znaleźć nabywców.
WUWA miała inną zasadę. Była to wystawa. Zwiedzający miał wejść do każdego mieszkania, pomacać meble itd. Potem zaś mieszkania były wynajmowane i to także nie na wolnym rynku.
Drugie ograniczenie to urbanistyka. WUWA obejmowała kilkadziesiąt hektarów przestrzeni, a Mariusz musiał się zmieścić na bardzo wąskiej, niełatwej działce. Chylę czoła przed jego odwagą i determinacją, jednak to nie to samo.

- Jak to jest: z jednej strony każdy architekt chciałby budować WUWĘ, wszyscy się nią zachwycacie, a z drugiej strony niewielu śmiertelników wie nie tylko gdzie, ale nawet co to jest?
- W tak postawionym pytaniu haczyk polega na tym, że spodziewa się Pan jakiejś tajemnicy. Zachwytu nad czymś wysublimowanym albo dobrze ukrytym. A tego tu nie ma.
Prawda jest taka, że z dawnej WUWY do dziś przetrwało niewiele. Wszystkie te budynki były wielokrotnie przerabiane. Część zniknęła całkowicie. Między nimi powstały inne. Z pierwotnego założenia prawie nic już dziś nie ma. Rading zaprojektował wieżowiec, który sam obniżył, bo nie był w stanie się dogadać z władzami budowlanymi, a dziś, po wielu przebudowach wygląda to jak zwykły blok. Ale jak się patrzy na oryginalny model jego projektu to dziś mógłby wygrywać konkursy i zdobywać nagrody.
Gdyby Renomie ktoś poobrywał te skrzydła z elewacji a potem ją otynkował efekt byłby podobny. Nikt nie byłby w stanie docenić oryginału.

- Czym się WUWA różni od „Misia” Barei, który „pokazywał, że my jeszcze dużo możemy” oraz „nikt nie wie po co to jest, więc nikt nie zapyta”?
- Dokładnie tym samym czym takie wystawy różniły się od EXPO. EXPO służy do napinania się. Każdy kraj dostaje swój kawałek przestrzeni i organizuje konkurs na pawilon, który będzie „dziełem”. Potem wychodzi z tego wycinanka łowicka...

-... albo fortepian, jak w Japonii.
- Właśnie. Cała ta wystawa służy tylko po to, żeby się pokazać. Tymczasem wystawy takie jak WUWA, organizowane w latach dwudziestych, były bardziej poligonem. Architekci testowali na nich technologie, szukali sposobów rozwiązania głównych problemów, z jakimi wtedy trzeba się było zmierzyć.
Przypomnimy, że po pierwszej wojnie światowej nastąpiła wielka migracja ludzi ze wsi do miast. Mieszkali oni po 7-8 osób w jednej izbie. Warunki sanitarne urągały wszystkiemu. Na podwórku w kamienicy potrafił być jeden wychodek na wszystkie mieszkania. Architekci szukali rozwiązania tych problemów i temu właśnie, podobnie jak wystawa BABA w Pradze, Nowe Mesto w Brnie, inne w Bazylei, Karlsruhe itd., bo w sumie w Europie było ich siedem, służyła i nasza WUWA.

- Rozumiem, że też chciałby Pan aby WUWA II była poligonem. Eksperymentem, jak była kiedyś. Proszę wybaczyć, bo muszę zapytać: czy Maćków, Szlachcic i Jarząbek to dzisiejsi Berg, Poelzig i Konwiarz? Przecież nie ma obecnie we Wrocławiu gwiazdy światowej architektury takiej jak Zaha Hadid czy Norman Foster...
- Powtórzę. Jeśli to ma się zmienić w „napinanie się”, jeśli miałoby być tak, że wrocławscy architekci mają sobie postawić pomnik, to ja jestem przeciw. Nie chcę takiej wystawy, która byłaby napinaniem się.
Nie chciałbym także teraz rozmawiać o personaliach, o tym kto będzie zaproszony, kto będzie projektował, bo to jest wtórne. Ważniejsze jest dla mnie czym się będzie właściwe postawienie sobie problemu, który chcemy tą wystawą rozwiązać. Powiem, że nie uważam, że trzeba zapraszać gwiazdy, żeby je rozwiązać. Nie przed przypadek Zaha Hadid ani Norman Foster już dawno nie biorą udziału w żadnych otwartych konkursach.

- To wróćmy do tego poligonu. Z jakim problemem powinna się zmierzyć WUWA II?
- Akurat problemów to nam nie brakuje. Musimy sobie tylko jasno powiedzieć, który nas interesuje.

- Suburbanizacja, czyli masowa ucieczka mieszkańców poza Wrocław?
- To jeden z kłopotów. Jest ich znacznie więcej. W tej chwili jesteśmy w takim momencie, że mamy głód mieszkań. Zacytuję wspomnianego już tutaj Mariusza Szlachcica, bo on świetnie to ujął, że ludzie żyłują się na kredyt, bo ciężko go dostać i na niego zarobić, żeby sobie kupić swoje własne mieszkanie, a potem okazuje się, że to nie to. Że żeby dojrzeć światło dzienne muszą wyjść na balkon i bardzo się wychylać, bo architekt na życzenie inwestora żeby wycisnąć z działki jak najwięcej powierzchni do sprzedaży, zaprojektował mieszkania od północy...

-...to może...
- Wiem co Pan powie: czemu nie kształcimy lepiej architektów, nie wyposażamy ich w taki kręgosłup morlany na uczelni, że nie dają się inwestorom i nie projektują wbrew sztuce. To słuszny argument i się z nim zgadzam. Jednak taka wystawa, o której mówimy, mam nadzieję rozbudzi świadomość inwestorów i kupujących. Jeśli znajdziemy dobre rozwiązania człowiek u dewelopera powie: „a co mi Pan tu wciska? Mieszkanie od północy? Grodzone osiedle? Niech Pan sobie pojedzie na Nową WUWĘ i zobaczy, jak trzeba projektować.”

- Rozumiem, że innym z problemów może być kłopot z powstawaniem osiedli otoczonych płotami?
- Brak części wspólnych, tak w domach, jak w przestrzeni publicznej. Mamy z tym kłopot. Może trzeba szukać rozwiązania jak ratować umierające ulice. Co zrobić, żeby ludzie chcieli po nich chodzić, a nie tylko stawiać na nich auta? A może właśnie pokonać problem z parkowaniem? Nie chciałby Pan w swoim budynku wielorodzinnym stumetrowej przestrzeni wspólnej dla lokatorów, gdzie może Pan z sąsiadami zrobić wspólnego grilla, napić się piwa, albo żeby Wasze dzieci wspólnie się bawiły? Dziś takich przestrzeni się nie projektuje. Jak nikt nie zaanektuje suszarni to takiej wspólnej przestrzeni nie ma.

- Jeśli dobrze rozumiem, chciałby Pan jednocześnie zwalczać atomizację społeczną – spuściznę po socjaliźmie oraz suburbanizację – negatywne zjawisko z kapitalizmu...
- Jesteśmy w takim momencie, w którym musimy porozmawiać o jakości tego, co budujemy. Dziś jest głód mieszkań. Ale za kilka lat, będzie to samo, co stało się z Wielką płytą.
Wielka płyta to był ostatni poważny eksperyment z architektury. Tyle, że nie wymyślony przez architektów, tylko księgowych z Komitetu Centralnego: wicie rozumicie, robotnicy nie mają gdzie mieszkać, my nie mamy materiałów, to wicie, będzie tak a tak...

- ... i powstaje Nowa Huta. Ten eksperyment się nie udał. Chcemy podobnego?
- Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że się nie udał. Ale początkowo każdy, kto się wprowadzał do nowego mieszkania - cieszył się. Że nie musi z teściami. Że ma własne. Na tym Kozanowie. Dopiero potem przychodziła refleksja, że to tereny zalewowe, mieszkania jak w klatce, mrowiska itd.
Dziś, jeśli nie wrócimy do tradycji eksperymentowania – to za kilka lat to na nas spadnie wina. Tego, że nie wymyśliliśmy lepszych sposobów mieszkania. Nie rozwiązaliśmy żadnego z problemów.
Wrócę do pytania: nie łudzę się, że jedną wystawą rozwiążemy je wszystkie. Może nie uda się do końca żadnego. Ale będzie to krok w dobrą stronę i na pewno coś z niej zostanie.

- Jak wybierzecie problem, który ma rozwiązać WUWA II?
- Nie wiem jaki pomysł ma prezydent Dutkiewicz, mam nadzieję, że zbliżony do tego, jak ja to widzę. Jeśli tak, to wiem, że definiowaniem problemów nie może się zająć tylko środowisko architektów. Potrzeba do tego wszystkich, którzy się interesują miastem. Nie tylko inżynierów, socjologów itd. ale także tych, którzy na forach dyskutują o tym, co i jak we Wrocławiu zmieniać. Powinniśmy spotkać się kilka razy, podyskutować o tych problemach i zdecydować się, który z nich jest najpilniejszy do rozwiązania.

rozmawiał: Bartłomiej Knapik

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (5):
  • ~ 2010-07-29 16:08:45

    Więcej takich architektów poproszę we Wrocławiu!

    0 0
  • ~ 2010-07-29 19:05:33

    Kurczę, ale gość inteligentnie gada, żeby tylko potem nie zderzył się z wrocławskim "się nie da się".

    0 0
  • ~ 2010-07-29 19:08:30

    Tym wywiadem wraca Pan do swej niegdysiejszej formy, Panie Knapik. Gratuluję

    0 0
  • ~ 2010-07-30 21:13:19

    Wywiad ok, oprócz stwierdzenia o Nowej Hucie. Nowa Huta nijak się ma do wypowiedzi o blokowiskach. Nowa Huta to socrealistyczna architektura na układzie renesansowym miasta. Tam patalogia ma zupełnie inną przeczynę - wprowadzenie mieszkańców ze wsi, wymieszanych społecznie i klasowo. Całkowity miszmasz, a do tego w dużej części słabo wykształconych i z nałogami.

    0 0
  • ~ 2010-08-01 11:55:06

    Jarząbek, o zgrozo !
    A co do pana Maćków - przestrzenie publiczne a projekty jego pracowni....
    M.K.

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.