zamknij

Sport

Pewniejsi, skuteczniejsi, słowem lepsi. Śląsk nie dał szans Spójni!

2020-02-29, Autor: Bartosz Królikowski

Podbudowali formę w przerwie i wrócili w świetnym stylu. Koszykarze Śląska Wrocław pewnie pokonali na własnym parkiecie Spójnię Stargard 85:65. Tym samym było to już ich czwarte zwycięstwo z rzędu w Hali Orbita.

Zawodnicy Olivera Vidina powrócili po przerwie, która z pewnością przyniosła im nieco wytchnienia. Wszakże w ostatnich dwóch meczach lekki kryzys formy zaczynał być widoczny. Jednak seria zwycięstw na własnym parkiecie wciąż trwała. Mecz ze Spójnią był też ważny w kontekście walki o play-off, gdyż stargardzianie to jeden z pretendentów do czołowej ósemki tabeli na koniec sezonu zasadniczego.

Reklama

Śląsk był zmotywowany, by przedłużyć serię zwycięstw w Orbicie do czterech i odprawić z kwitkiem kolejnego rywala w walce o play-off i wrocławianie już od początku narzucili wysokie tempo. Udane akcje Mathieu Wojciechowskiego oraz Andrew Chrabascza wyprowadziły ich na szybkie prowadzenie 7:0. Oczywiście Spójnia dość szybko otrząsnęła się, ale pozwoliło to Śląskowi mieć rywala pod kontrolą, a co za tym idzie utrzymywać przewagę. Zdarzył im się jednak przestój, który stopił w pewnym momencie przewagę do jednego punktu. We znaki dał im się wówczas Mateusz Kostrzewski. Końcówka jednak należała do gospodarzy, a trójka Devoe Josepha przyczyniła się do zwycięstwa w ów kwarcie 23:19.

Jeśli pierwsza kwarta meczu była w wykonaniu Śląska jak lekkie dźgnięcie kijem rywali, to drugą porównać można do potężnego uderzenia młotem prosto w szczękę. Wrocławianie zagrali w niej jak maszyna napędzana amerykańskim paliwem. Wszakże to zawodnicy z tego kraju wiedli prym w atakach drużyny. Devoe Joseph w ostatnich meczach miał w zwyczaju popisywać się wysoką skutecznością rzutów za trzy punkty. Nie inaczej było tym razem. Tylko w drugiej kwarcie trafił tak do kosza czterokrotnie. Swoje trzy grosze dorzucili także Michael Humphrey oraz Torin Dorn. Dużo gorszy nastrój miał zapewne ich rodak ze Spójni – Raymond Cowels III. Amerykanin to w tym sezonie potworna broń Spójni. Jednak tym razem Śląsk zadbał o to by była nabita ślepakami i jeśli ktoś z zawodników gości jakkolwiek potrafił naruszyć defensywę gospodarzy, to był to Mateusz Kostrzewski. Efekt był taki, że Śląsk wygrał tą kwartę aż 31:9 i na przerwę schodził z prowadzeniem 54:28.

Po powrocie na parkiet za zdobywanie punktów dla Śląska w bardzo efektowny sposób wziął się Mathieu Wojciechowski. Trzecią kwartę zaczął bowiem od dwóch wsadów. Jednak tą część meczu minimalnie lepiej zaczęła Spójnia, choć obie drużyny nie grzeszyły skutecznością. Dość powiedzieć że po sześciu minutach tej kwarty, jej wynik wynosił 11:7 dla gości. Wrocławianie niezmiennie grali bardzo dobrze w defensywie i choć atak nie był tak imponujący jak wcześniej, to zawodnicy Olivera Vidina trzymali rywali na dystans. Przed decydującą kwartą wynik wynosił 69:47 dla gospodarzy.

Goście aby wygrać, potrzebowali w czwartej kwarcie albo rewolucji we własnej grze, albo jakiejś surrealistycznej zapaści Śląska. Trzeba przyznać, że gdyby tylko Spójnia była skuteczniejsza, wrocławianie mogliby się zacząć martwić. Albowiem przez pierwsze pięć minut ostatniej części meczu zdobyli tylko 5 punktów. Na ich szczęście goście mieli w tym spotkaniu w dobrej formie Mateusza Kostrzewskiego i zasadniczo tylko jego. Pod koniec Kamil Łączyński oraz Mathieu Wojciechowski uspokoili ostatecznie sytuację celnymi rzutami. Spójnia nie była w stanie przebić się przez szczelną defensywę Śląska, co spowodowało, że gospodarze ostatecznie triumfowali 85:65.

Koszykarze Śląska wykonali naprawdę dobrą robotę. Mieli pokazać umiejętności ofensywne i tak zrobili. Należało narzucić rywalom swój styl gry i tak uczynili. Musieli wyłączyć z gry najgroźniejszego zawodnika gości Raymonda Cowelsa III i dokonali tego, gdyż Amerykanin pierwszy raz w sezonie rzucił mniej niż 10 punktów w meczu. Najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu znów był Devoe Joseph, ale jeszcze bardziej może cieszyć udany występ Mathieu Wojciechowskiego. Polski zawodnik wykorzystał przerwę w rozgrywkach i zdaje się wracać do formy po chorobie. Obaj zawodnicy liczyć mogli jak zawsze na asysty Kamila Łączyńskiego, których tym razem było 7. Zespół Vidina zrugać należy jedynie za pasywną postawę w dwóch ostatnich kwartach. Można częściowo zrozumieć, że wysoko prowadzili i mogli grać na większym luzie, ale lepiej dysponowana drużyna, mogłaby to znacznie bardziej wykorzystać niż Spójnia.

Seria meczów szczególnie ważnych jeszcze się nie skończyła. Już za tydzień Śląsk zmierzy się na wyjeździe z kolejnym rywalem w walce o play-off, czyli Treflem Sopot. To spotkanie odbędzie się w sobotę 7 marca o godz. 17:30.

Śląsk Wrocław – Spójnia Stargard 85:65 (23:19, 31:9, 15:19, 16:18)

Śląsk: Joseph 23, Humphrey 5, Wojciechowski 16, Chrabascz 10, Łączyński 7 oraz Dorn 10, Gibson 5, Musiał 0, Dziewa 6, Gabiński 0, Leńczuk 3, Żmijak 0

Trener: Oliver Vidin

Spójnia: Brenk 4, Gintvainis 0, Olisemeka 2, Cowels III 5, Kostrzewski 30 oraz De Leon 2, Huk 0, Śnieg 12, Froling 3, Hoszczaruk 0, Pryć 0, Młynarski 7

Trener: Jacek Winnicki

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy więcej zieleni na ul. Kazimierza Wielkiego to dobry pomysł?




Oddanych głosów: 239