zamknij

Sport

Seria przerwana. Śląsk rozpracowany przez Legię

2018-10-06, Autor: Łukasz Maślanka, Prochu

Nie udało się - Śląsk Wrocław przegrał u siebie z Legią Warszawa 0:1. Tym samym zakończyła się krótka, bo trwająca zaledwie dwa mecze, seria zwycięstw wrocławian. A trener Tadeusz Pawłowski nadal musi czekać na swoje pierwsze zwycięstwo nad Legią w roli szkoleniowca Śląska.

Śląsk na ten mecz wyszedł mocno uzbrojony, bo tak metaforycznie można określić wyjściowy skład z dwójką napastników, czyli Marcinem RobakiemArkadiuszem Piechem. Ten pierwszy miał brać na siebie ciężar walki ze stoperami Legii, rozciągać grę, szukać podań i w ten sposób robić miejsce Piechowi oraz skrzydłowym Śląska. Taki scenariusz w teorii wydawał się optymalny, bo silnemu Robakowi łatwiej było się rozbijać w walce o piłki z rosłymi stoperami Legii, a także z potężnie zbudowanym pomocnikiem Cafu.

Reklama

Boisko jednak wszystko zweryfikowało. Legia, zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami trenera Pawłowskiego, wyszła na ten mecz mocno skupiona na organizacji gry. Legioniści byli zdyscyplinowani, a w środku pola szybko wywalczyli sobie przewagę, a jej pomocnicy wygrywali rywalizację z Jakubem ŁabojkoMichałem Chrapkiem. Ten pierwszy był tego wieczora co najmniej niepewny, notował też zdecydowanie zbyt dużo strat, czym mógł załatwić Śląskowi straconego gola. Z kolei Chrapek po jednym ze starć mocno ucierpiał, przez moment zanosiło się, że będzie potrzebował zmiany. Ostatecznie nic złego się nie stało, ale trudno nam się oprzeć wrażeniu, że po tym zdarzeniu boiskowym pomocnik Śląska był nieco mniej dynamiczny i agresywny w grze niż powinien.

Trener Śląska przed tym meczem przewidywał, że nieważne będzie ustawienie jego zespołu, za to porządek w grze już zdecydowanie tak. I to się sprawdziło, bo Śląsk do przerwy wyglądał kiepsko. Wrocławianie może z 10 minut mieli stosunkowo udane i nawiązywali walkę z gośćmi. Resztę czasu spędzili głównie na bronieniu się przed atakami rywala. Legioniści zaś czerpali z przewagi i wypracowywali sobie dogodne sytuacje strzeleckie. Groźnie uderzał Cafu, po strzale którego Jakub Słowik miał duże problemy z opanowaniem piłki. Chwilę później Michał Kucharczyk przestrzelił z minimalnej odległości.

Aż nadeszła 34. minuta. Wtedy Sebastian Szymański zdecydował się na strzał z rzutu wolnego, uderzył mocno, Słowik interweniował źle, piłka odbiła się od słupka i wyleciała mu za plecy. A tam już czekał Cafu, który dobrze odczytał to, co działo się na boisku i posłał piłkę do bramki Śląska, a na nic się zdała desperacka interwencja Piotra Celebana.

W przerwie trener Pawłowski zareagował stanowczo: zmienił Łabojkę i zastąpił go Augusto. Ta zmiana przyniosła oczekiwany efekt, bo gra Śląska zaczęła w końcu był płynna, a w środku pola spokojniejsza i bardziej uporządkowana. Efekty przyszły szybko: najpierw groźnie uderzał Robak, potem poprawił Djordje Cotra, ale bramkarz Legii Radosław Cierzniak zachował czyste konto.

I kto wie, dokąd ten usprawniony w przerwie Śląsk by doszedł w tym meczu, gdyby nie kolejny cios. W 60. minucie w walce o stykową piłkę starł się Arkadiusz PiechArtur Jędrzejczyk. Panowie poszli na ostro, więc dla obu ta akcja zakończyła się zwijaniem z bólu na murawie. Sędzia uznał, że to napastnik Śląska faulował, ale dostał też sygnał od sędziów VAR, że tej akcji należy przyjrzeć się na powtórce wideo. Po niej arbiter nie miał wątpliwości: Piech obejrzał czerwoną kartkę, bo w ocenie sędziego brutalnie zaatakował stopę “Jędzy”.

Co nieco paradoksalne, Śląsk w dziesiątkę nie spuścił z tonu. Dalej próbował rozmontować obronę Legii, a po strzale Mateusza Radeckiego bramkarz Legii “wypluł” piłkę i gol dla wrocławian był blisko. Legioniści też mieli swoje okazje, wyśmienitą miał zwłaszcza Dominik Nagy, który przegrał pojedynek ze Słowikiem, blisko szczęścia był też Carlitos. Ale przede wszystkim goście skupili się na bezwzględnym wykorzystywaniu przewagi liczebnej. I widać było, że w Śląsku brakuje jednego człowieka - a to w odbiorze, a to do “wyklepania” piłki przy akcji ofensywnej. Wrocławianie mimo wszystko próbowali, ambitnie walczyli, ale w osłabieniu nie byli w stanie zagrozić Legii na serio i musieli przełknąć gorycz trzeciej w tym sezonie porażki u siebie.

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:1 (0:1)
Bramki: Cafu (34.).

Śląsk Wrocław: Słowik - Broź, Celeban, Golla, Cotra - Pich (83. Ahmadzadeh), Łabojko (46. Augusto), Chrapek, Cholewiak - Robak, Piech.
Legia Warszawa: Cierzniak - Vesović, Wieteska, Jędrzejczyk, Hlousek - Kucharczyk (80. Pasquato), Cafu, Andre Martins, Szymański, Nagy (90. Kulenović) - Jose Kante (67. Carlitos).

Żółte kartki: Robak - Jose Kante, Cafu.
Czerwona kartka: Piech (60. - za faul).

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).

Widzów: ok. 20 tys.

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jeśli choinka w domu, to...




Oddanych głosów: 64