Sport

Jak oni tego nie wygrali? Śląsk - Górnik Łęczna 2:2 [RELACJA, GALERIA]

Koniec marzeń Śląska Wrocław o awansie do najlepszej ósemki Ekstraklasy. Można powiedzieć, że drużyna Jana Urbana sama kupiła sobie bilet do grupy walczącej o utrzymanie miejsca w lidze. Zremisowała z Górnikiem Łęczna 2:2, choć do przerwy prowadziła 2:0! A tylko zwycięstwo pozwoliłoby Śląskowi pozostać w grze o awans do lepszej ósemki ligowców.

Reklama

To mogły być łatwe trzy punkty dla Śląska. Na własnym stadionie podejmował przecież ostatni zespół w tabeli Ekstraklasy. Owszem, w ostatnich meczach Górnik sygnalizował zwyżkę formy, ale Śląsk ostatnio też nieźle sobie radził. I wydawało się, że poradzi sobie z rywalem nawet bez Ryoty Morioki (zawieszenie za kartki) i Joana Romana (kontuzja). Zwłaszcza, że gra toczyła się o sporą stawkę. Śląsk urządzało tylko zwycięstwo, bo komplet punktów pozwoliłby mu pozostać w grze o awans do górnej ósemki Ekstraklasy aż do ostatniej kolejki spotkań.

Do przerwy meczu z Górnikiem wydawało się, że Śląsk zrobi to, co do niego należy, czyli odprawi rywala z kwitkiem. Od pierwszego gwizdka to gospodarze wzięli się za dyktowanie warunków na boisku. Na boisku nie kipiało od emocji, piłkarze obu ekip raczej nie forsowali tempa gry, ale to Śląsk prezentował się lepiej. I przewagę potwierdził golem. W 16. minucie Sito Riera świetnie podał piętą do Kamila Bilińskiego, kompletnie zaskakując obrońców rywala, a “Bili” pozostało tylko dobrze uderzyć, z czego wywiązał się bez zarzutu.

Strata gola nie zadziałała na piłkarzy gości szczególnie orzeźwiająco. Śląsk nadal prezentował się lepiej, ale brakowało mu dokładności i zimnej krwi pod bramką rywala. Ale gdy w Śląsku wszystko “zagrało”, jak należy, to bramkarz Górnika musiał skapitulować po raz drugi. W 42. minucie gry wrocławianom wystarczyło kilka podań, aby “rozklepać” obronę łęcznian, a akcję skutecznym strzałem zakończył Robert Pich. Wydawało się, że Górnik został posłany na deski, z których już się nie podniesie.

W drugiej połowie jednak Śląsk nie wyszedł na boisko. Oczywiście, na murawie można było się doliczyć jedenastu mężczyzn w barwach wrocławskiego Śląska. Ale to była zdecydowanie inna drużyna niż przed przerwą: mniej zdecydowana w grze, jakby wycofana i grająca zbyt defensywnie. Piłkarze Górnika szybko zauważyli, że Śląsk jest nastawiony zbyt asekuracyjnie i już w 57. minucie strzelili gola kontaktowego. Grzegorz Bonin skorzystał z tego, że nikt nie przeszkadzał mu zanadto w dośrodkowaniu i dobrym podaniem znalazł Szymona Drewniaka w polu karnym. Pomocnik Górnika był zupełnie niepilnowany tuż pod wrocławską bramką, więc bez trudu uderzył głową i pokonał Mariusza Pawełka.

Ten cios lekko zamroczył wrocławskich piłkarzy, bo oddali pole Górnikowi. Zespół trenera Franciszka Smudy zaś nabrał ochoty do gry widząc, że jednak ma szansę coś ugrać we Wrocławiu. Gospodarze jednak na własnej połowie zachowywali czujność. Aż do 81. minuty. Wtedy Javi Hernandez dostał piłkę w polu karnym Śląska i dośrodkował na tzw. dłuższy słupek. Zamiast podania wyszedł mu jednak strzał - do tego skuteczny, dający Górnikowi remis 2:2.

W ten sposób Śląsk wypuścił z rąk pewne, wydawałoby się, zwycięstwo. W końcówce wrocławianie próbowali jeszcze się odkuć, ale Łukasz Zwoliński zmarnował dwie dogodne sytuacje strzeleckie. O kolejną bramkę mógł też się pokusić Górnik, ale strzał Vojo Ubiparipa na raty obronił Mariusz Pawełek.

W poprzedniej kolejce Śląsk przegrał w Krakowie z Cracovią, która do tamtego meczu przystępowała z przedostatniego miejsca w tabeli. Teraz Śląsk tylko zremisował z ostatnim w lidze Górnikiem Łęczna, choć zwycięstwo miał już w rękach. W ten oto sposób Śląsk pogrzebał swoje szanse na awans do górnej ósemki Ekstraklasy. Teraz wrocławianom zostało już tylko bić się o utrzymanie.

Śląsk Wrocław - Górnik Łęczna 2:2 (2:0)
Bramki: Biliński (16.), Pich (42.) - Drewniak (57.), Javi Hernandez (81.).

Śląsk Wrocław: Pawełek - Dankowski, Celeban, Kokoszka, Lewandowski - Madej (81. Engels), Kovacević, Stjepanović (88. Augusto), Sito Riera, Pich - Biliński (64. Zwoliński).
Górnik Łęczna: Prusak - Matei, Komor, Pitry, Jarecki - Bonin, Sasin (69. Ubiparip), Tymiński (46. Drewniak), Javi Hernandez, Piesio (61. Grzelczak) - Śpiączka.

Żółte kartki: Sito Riera, Dankowski - Tymiński, Javi Hernandez.
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: ok 7,6 tys.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1242