zamknij

Sport

Rezurekcja, redefinicja, restart. Koszykarski Śląsk trenera Urlepa powoli się odbudowuje

2021-11-14, Autor: Bartosz Królikowski

Gdy kilka tygodni temu Andrej Urlep obejmował ponownie po latach koszykarski Śląsk Wrocław, stanął przed być może jednym z największych wyzwań swojej kariery. Klub „płonął” strasznym ogniem kryzysu. Atmosfery nie było, choćby przyzwoitej gry nie było, wyników oczywiście też nie. Rewolucja i zmiany były potrzebne na teraz, zaraz, już. Dziś możemy już poddać ten okres pierwszej ocenie, podsumować co się zmieniło, a także w jaką stronę zdaje się to zmierzać.

Reklama

To co spotkało koszykarski Śląsk na początku sezonu będzie już na zawsze przestrogą. Bolesną lekcją, z której warto jednak wyciągnąć odpowiednie wnioski. Trener Petar Mijović okazał się człowiekiem trudnym do współpracy. Nie potrafił dogadać się z zespołem, nie było jakże potrzebnej nici porozumienia, a na dodatek nie był elastyczny. Chciał dostosować możliwości do taktyki oraz stylu gry, a nie taktykę oraz styl do możliwości zespołu. Oczywiście rolą zawodnika jest, by dać to czego wymaga szkoleniowiec. Ale trzeba też wziąć pod uwagę co realnie można od danego zawodnika chcieć. Co on może dać.

Tutaj to zawiodło, przez co atmosfera leciała na łeb na szyję. Natomiast jej brak potrafi nawet z czołowego zespołu zrobić coś, co nie śniło się w najgorszych koszmarach. Zwłaszcza w tej dyscyplinie, bo koszykówka jest, jakby to powiedzieć, sportem zbyt drużynowym. Na przykład w piłce nożnej, każdy piłkarz może popisać się jakąś indywidualną akcją i strzelić gola. Koszykarz także. Ale gol w piłce nożnej, waży o wiele więcej niż jedna udana akcja w koszu.

Klub zadziałał szybko. Szkoleniowiec na lata wyleciał po kilku meczach, a w jego miejsce zatrudniono legendę, słynnego „El Furioso” Andreja Urlepa. Jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii polskiego kosza, którego fotografia z listą osiągnięć wiszą w Hali Kosynierka. Nazwisko wielkie, doświadczenie jeszcze większe, ale znaków zapytania tez sporo. Słoweniec od przeszło dekady nic nie wygrał (trofea, medale), poprzednim miejscem jego pracy była Tajlandia, do tego styl pracy ostry, bezkompromisowy, co po trudnym w kontakcie Mijoviciu mogło nie zadziałać pozytywnie. Pojawiły się pytania czy nie jest to tzw. „zgrana karta”. Ktoś bardzo cenny kiedyś, ale nieskuteczny dziś. Najważniejsze były jednak wyniki, które wymagały ekspresowej poprawy. Czy się udało? Spójrzmy:

  • King Szczecin – Śląsk Wrocław 99:83
  • Śląsk Wrocław – Lietkabelis 59:70
  • Śląsk Wrocław – MKS Dąbrowa Górnicza 102:60
  • Boulougne Metropolitans 92 – Śląsk Wrocław 86:83
  • Śląsk Wrocław – Trefl Sopot 77:67
  • Turk Telekom Ankara – 89:73
  • Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 73:87
  • Śląsk Wrocław – Lokomotiw Kubań Krasnodar 68:98

Mamy zatem bilans 0-4 w EuroCup, ale za to 3-1 w Energa Basket Lidze. Ogólnie jest to 3-5. Słabo? Teoretycznie tak, ale jeśli przyjrzeć się dokładniej, to poprawa zdecydowanie jest. Jeszcze przed sezonem wiadomo było, że w EuroCup będzie piekielnie trudno. To jest zaplecze samej EuroLigi. Śląsk jako brązowy medalista EBL, trafił do prawdopodobnie najbardziej prestiżowych rozgrywek ze wszystkich polskich klubów. Mistrz Polski, Stal Ostrów Wlkp., grają w Lidze Mistrzów FIBA, pomimo nazwy uważanej z trzecie najważniejsze rozgrywki (po Eurolidze i EuroCup). Zastal Zielona Góra zaś, gra w Lidze VTB, czymś co jest zasadniczo ligą rosyjską, ale z gościnnym udziałem czołowych drużyn z innych krajów Europy Wschodniej.

Tak więc EuroCup miał być okazją przede wszystkim do zaznaczenia, że Wrocław wrócił na koszykarską mapę Polski i to stając się bardzo ważnym na niej miejscem, a także szansą na zdobycie cennego doświadczenia na wymagającej scenie. Biorąc pod uwagę w jakich okolicznościach zespół te rozgrywki inaugurował, w jakiej formie, oczekiwania wynikowe musiały być jeszcze mniejsze. A mimo to choć bilans 0-4 wygląda, no cóż… koszmarnie, to nie były to wcale w pełni złe mecze WKS-u.

Najgorszy był ten z Lietkabelisem, bo Śląsk w choćby przyzwoitej formie, by wówczas tych Litwinów rozwalił. Oba zespoły grały wówczas fatalnie. Lanie od Lokomotiwu można było przewidzieć, to jest drużyna ze zdecydowanie wyższej półki, co zresztą dobitnie udowodnili. Ale zarówno wyjazdy do Ankary, jak i Paryża, to już były naprawdę niezłe mecze wrocławian. Zwłaszcza w ofensywie. Pokazali że gdy za kilka miesięcy dojdzie do rewanżu w Hali Orbita, to przy jeszcze lepszej własnej dyspozycji, mogą wygrać i z Metropolitans 92, i z Turk Telekom.

Kluczowa była Energa Basket Liga. W końcu w niej WKS w 8 spotkań uzbierał 6 porażek, czyli 60% tego, co w fazie zasadniczej minionego sezonu. Zaczęło się od przegranej w Szczecinie, ale tego można Urlepowi nie liczyć. Był wówczas z zespołem 2 dni, a w tyle czasu to nikt za wiele nie zdziała. Kolejne 3 ligowe spotkania to już jednak trzy zwycięstwa.

Najpierw masakra na Dąbrowie Górniczej. Mecz przypominający jakby takie wykrzyczenie wszystkich złości. Cała zła energia wówczas eksplodowała, ale przemieniła się w coś dobrego. W ponad 40-punktowe zwycięstwo. Później Trefl Sopot. Niezwykle cenna wygrana pod kątem mentalnym, bo WKS wysoko przegrywał, by dzięki znakomitej drugiej połowie powrócić i zatriumfować. Kolejne zwycięstwo to Legia Warszawa. Spotkanie bardzo wyrównane, aż do ostatniej kwarty. Ta była pokazem prawdziwej siły Śląska.

Tym samym z 2-6, zrobiło się 5-6 i 7. Miejsce w tabeli. Czyli jeszcze nie dobrze, ale lepiej. Właśnie od „lepiej” trzeba było zacząć. Co się zmieniło? Przede wszystkim widać w tym zespole życie. Śląsk w wydaniu Petara Mijovicia wydawał się taki „zardzewiały”. Jakby bez pary w płucach. Teraz zaś widać wreszcie jakąś energię. To że ci zawodnicy wychodzą na boisko, bo chcą grać i wygrać, a nie dlatego że muszą. Oni po prostu wyglądają lepiej indywidualnie. Formę odzyskują Aleksander Dziewa, Kodi Justice i Jakub Karolak, Ivan Ramljak powoli zaczyna przypominać najlepszego obrońcę sezonu zasadniczego 2020/21, Cyril Langevine oraz Travis Trice to klasa sama w sobie. Oczywiście taktyczne aspekty tej poprawy również są i to bardzo ważne:

a) Pod koszem rządzimy my – widać i to bardzo, że dla trenera Urlepa to co dzieje się pod koszem, zarówno Śląska, jak i rywali, jest niezwykle istotne. Odkąd Słoweniec przyszedł, kluczowym graczem drużyny jest Cyril Langevine. Szwed nawet za Mijovicia potrafił być najlepszy w zespole, ale przeplatał dobre występy słabymi. U Urlepa niemal w każdym spotkaniu był w czołówce. Zarówno punktów, jak i zbiórek. Znakomicie potrafi wjechać z piłką pod kosz, dobrze rozumie się z partnerami oraz zbiera. Zbiera świetnie, bo jego ostatnie 3 mecze ligowe chociażby to zbiórek kolejno: 8, 12 i 14. Poza nim odżył Aleksander Dziewa, znów grający jak… on. Tylko Kerem Kanter jeszcze wciąż zawodzi. Turek jest często w zespole nieco jak ciało obce. Teraz rywalizacja na tych pozycjach będzie jeszcze większa, bo do drużyny dołączył w dniu meczu z Lokomotiwem potężny Łotysz Martins Meiers, mierzący 208 cm wzrostu, ważący ponad 100 kg. Andrej Urlep chce, aby pod koszem Śląsk nie miał sobie równych.

b) Pan Koszykarz Travis – jedną z pierwszych decyzji Urlepa, było pożegnanie Strahinji Jovanovicia. Decyzja odważna, gdyż „Munja” choć na początku sezonu bez formy, kampanię wcześniej był czołowym rozgrywającym ligi. Kluczową postacią Śląska. Ale w sporcie nie ma miejsca na sentymenty. Serb gra dziś w Warszawie w Legii, zaś WKS sprowadził w jego miejsce Travisa Trice’a Jr’a. Póki co, ta decyzja broni się w pełni. Amerykanin wjechał do zespołu razem z drzwiami. Niemal od razu stał się jego kluczową postacią. Dał to czego brakowało. Energię, niesamowitą szybkość, skuteczność (poza debiutem w Paryżu, nie zszedł poniżej 14 pkt w meczu), a także znakomity przegląd pola. Wydaje się zawodnikiem, który po prostu widzi więcej. Używa każdego skrawka oka, nawet najbardziej schowanego w kącie. Do tego nie boi się odważnych decyzji, bo ma technikę odpowiednią do trudnych zagrań. Jak dotąd, Pan Koszykarz, jak na warunki EBL, a nawet EuroCup.

c) Defensywa, a przynajmniej w lidze – w EuroCup to wygląda jeszcze przeciętnie, bo tylko słaby wówczas Lietkabelis WKS-owi rzucił ledwie 70 pkt. Ale w Energa Basket Lidze to już inna historia. Pomijając mecz z Kingiem Szczecin (2 dni Urlepa), odkąd przybył Słoweniec, najwięcej punktów Śląskowi rzuciła Legia Warszawa, a to i tak były tylko 73 pkt. Spora zmiana względem początku sezonu, gdy WKS regularnie tracił minimum 80 pkt. To efekt tej większej energii w grze, bardziej agresywnego bronienia oraz dużo lepszej postawy pod koszem.

Jaki jest zatem werdykt? Że w tej drużynie znów płynie życie. Że widać tutaj progres. Że Andrej Urlep to nie jest trener na lata, tylko raczej do końca sezonu (chyba że będzie wielki sukces), ale robi to po co przyszedł. Poprawia wyniki i daje nadzieję. EuroCup psuje liczby, ale każdy rozsądnie oceniający aktualną sytuację wie, że można na to teraz przymknąć oko. Choć akurat następny mecz WKS-u z Energą Dolomiti Trento, Śląsk wygrać może i powinien, bo to najsłabszy zespół w grupie, również z 4 porażkami. W lidze zaś wygląda to naprawdę przyzwoicie. Choć bilansowi zwycięstw oraz porażek daleko jeszcze do dobrego, widać że teraz jest szansa, że się on takim stanie.

Kolejny mecz ligowy WKS rozegra w niedzielę 21 listopada o 17:30 w Hali Orbita z GTK Gliwice. Zaś po drodze zmierzą się w EuroCup na wyjeździe ze wspomnianą drużyną z Włoch. To spotkanie w środę 17 listopada o 20:00.

Oceń publikację: + 1 + 12 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Gdzie chodzisz do restauracji?




Oddanych głosów: 594