zamknij

Sport

„Dymy” na Stadionie Wrocław. Ale zwycięstwo też. Śląsk pokonał Hapoel Beer Szewa!

2021-08-05, Autor: Bartosz Królikowski

Tak jak w greckiej mitologii na początku był chaos, tak dziś na Stadionie Wrocław na początku meczu był dym. Dym z rac, który przerwał mecz na dobre 20 minut. Aczkolwiek gdy zasłona się rozwiała, a piłkarze wznowili grę, rozwiały się też wątpliwości kto wygra. Śląsk Wrocław w pewnym, dominującym stylu pokonał Hapoel Beer Szewa 2:1 w pierwszym meczu III rundy eliminacji Conference League.

Reklama

Zawodnicy piłkarskiego Śląska rozpoczynali kolejny etap walki o fazę grupową Ligi Konferencji. Eliminując Ararat Erywań w II rundzie eliminacji, wrocławianie dotarli do połowy drogi. Miniona już połówka była dla nich dość wyboista, zwłaszcza ta z Ormianami. Choć nie sposób odnieść wrażenia, że WKS miał w Araratem tyle kłopotów, ile sam sobie spowodował, a większość kłód pod nogi sam sobie rzucił. Ale to już historia, miejmy nadzieję z tych nie lubiących się powtarzać, bowiem teraz tak naprawdę zaczynały się duże wyzwania. Ta bardziej wymagająca część trasy do fazy grupowej. Czy WKS jest na nią gotowy?

Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Jak mówiłem, Śląsk w tym sezonie większość kłopotów sam sobie prowokuje. Tak było w dwumeczu z Araratem, tak było w dwóch dotychczasowych starciach ligowych. Aczkolwiek z drugiej strony wrocławianie są całkiem nieźli w naprawianiu ich. Fakty są takie że oficjalnego spotkania, tzn. niebędącego sparingiem, w tym sezonie jeszcze nie przegrali. Duża w tym zasługa duetu Pich-Exposito. To ci dwaj znów byli ojcami sukcesu, tym razem w lidze w starciu z Cracovią. Ich gole dały wygraną 2:1. Ich trafienia przykryły kolejne niedoskonałości w defensywie, które objawiły się w końcówce meczu.

Właśnie te problemy w defensywie mogły martwić przed dwumeczem z Hapoelem Beer Szewa. Rywalem na papierze znacznie mocniejszym niż Ararat Erywań i Paide Linnameeskond razem wzięte. Izraelczycy pokazali siłę w II rundzie eliminacji, rozbijając w dwumeczu Ardę Kyrdżali (Bułgaria) aż 6:0. Rywal może nie najmocniejszy, ale w europejskich eliminacjach, tak lubiących niespodzianki, rozwalenie tak kogokolwiek, budzi szacunek. Szacunek ale nie strach, bo Hapoel choć teoretycznie bardziej doświadczony i mocniejszy od Śląska, nie jest drużyną nie do przejścia przy dobrej dyspozycji WKS-u.

Nie minęło 5 minut meczu, a kibice zarówno przed telewizorami, jak i ci na stadionie… przestali cokolwiek widzieć. Fani Śląska z sektora Oporowska zadymili racami boisko w takim stopniu, że mecz musiał zostać wstrzymany na dobre 15-20 minut, aż zasłona dymna się przerzedziła. Niespodziewana przerwa nie miała raczej większego wpływu na zawodników, bowiem nie zdążyli oni solidnie pograć. Konsekwencje będzie zaś miała zapewne po meczu i nie będą to niestety dobre wieści dla Śląska… .

Wracając jednak do meczu, po wznowieniu gry to WKS prezentował się lepiej od rywali. Wrocławianie kontrolowali przebieg meczu, zaś ich rywale nie spieszyli się do posiadania piłki, dość wyraźnie czyhając na błędy Śląska. Dostali jednak coś o wiele mniej przyjemnego. Bombę zza pola karnego w same okienko. Takową poczęstował ich w 29 minucie Erik Exposito. Strzał przedniej urody, potwierdzający tylko znakomitą formę hiszpańskiego napastnika. Wrocławianie nie powielili błędu z poprzednich spotkań i tym razem nie cofnęli się po zdobyciu gola. Ich starania o kolejne trafienia nie ustały, lecz brakowało dokładności. Bardzo aktywny był Robert Pich, który raz po raz nękał obrońców rywali, ale zawodziło wykończenie w kluczowych momentach akcji.

Goście przez większość pierwszej połowy byli niemal kompletnie wyłączeni z gry. Atakowali z rzadka, z reguły bez ładu i składu. Często jedyną szansą na gola dla tak grającego zespołu jest stały fragment gry. No właśnie… . W piątej minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy (z uwagi na przerwę było ich aż 19) do siatki głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił Lucas Bareiro, którego obrońcy Śląska nie zdołali upilnować. Hapoel strzelił gola na którego nieszczególnie zasługiwał, ale go miał i to był fakt. Ale WKS ma póki co w tym sezonie świetne remedium na kłopoty.

Robert Pich. Tak się to remedium nazywa. Słowak po raz kolejny wziął sprawy w swoje ręce. Z drobną pomocą Erika Exposito, który podał mu piłkę, a ten trafił co prawda w golkipera, ale przy dobitce był faulowany, za co sędzia podyktował jedenastkę dla Śląska. Którą rzecz jasna Pich bardzo pewnie wykorzystał, dając drużynie ponowne prowadzenie jeszcze przed, tym razem właściwą, przerwą.

Zaś tuż po niej mogło być 3:1. Blisko debiutanckiego gola dla Śląska był Petr Schwarz. Czech ustawiony dziś na pozycji ofensywnego pomocnika świetnie złożył się do strzału głową, ale obrona Harusha była jeszcze lepsza. WKS nie atakował już z takim impetem, ale tym razem potrafił utrzymać mecz pod kontrolą. Inna sprawa że Hapoel niespecjalnie potrafił zagrozić. No chyba że samemu sobie, bo w 64 minucie prawie wbili sobie samobója. Pod bramką Śląska z kolei stać ich było w zasadzie tylko na zmuszenie Matusa Putnockiego do jednego wyjścia z bramki, w celu zneutralizowania groźnej kontry.

Wrocławianie nie parli już zaś do przodu. Końcówka meczu była wręcz dość nudna. Nie wydarzyło się w gruncie rzeczy nic bardzo istotnego. Śląsk utrzymał wynik, tym razem nie wywołując niespodziewanego wykolejenia we własnym tramwaju i dojechał do przystanku „zwycięstwo” z wynikiem 2:1.

Śląsk Wrocław był dziś bezsprzecznie drużyną lepszą. Rywalom z Izraela chyba nikt nie powiedział że dymna mgła wywołana przez kibiców WKS-u się rozwiała, bo do końca meczu grali nieco jak dzieci we mgle. Absolutnie nie wyglądali jak zespół, który w poprzednim dwumeczu strzelił komukolwiek 6 goli. Niemniej duża w tym zasługa Śląska, który nie byłby w tym sezonie sobą, gdyby nie dał sobie samemu w pysk (gol z niczego na 1:1), ale potem nie naprawił własnych błędów. Szkoda tylko że zdobyli jedynie dwa gole, bo tu dziś można było więcej. Erik Exposito i Robert Pich. Wygląda na to że Jacek Magiera póki co ustabilizował najbardziej niestabilnych gości w tej drużynie. Efekty są jak na razie fantastyczne i mogą, jak najbardziej mogą, zaprowadzić ten zespół do fazy grupowej Conference League.

Rewanż z Hapoelem Beer Szewa już czwartek 12 sierpnia w Izraelu.

Śląsk Wrocław – Hapoel Beer Szewa 2:1

Gole:

1:0 – Erik Exposito 28’

1:1 – Lucas Bareiro 45+5’

2:1 – Robert Pich 45+17’

Śląsk: Putnocky – Lewkot, Golla, Tamas – Janasik, Mączyński, Makowski, Garcia – Pich, Schwarz – Exposito

Hapoel: Harush – Abu Abaid, Tibi, Vitor, Keltjens – Bareiro, Gordana – Acolatse, Safuri, Ansah – Yehezkel

Żółte kartki: Tamas (Śląsk) – Abaid, Ansah, Micha (Hapoel)

Sędzia: Pavel Orel (Czechy)

Widzów: 11 609

Oceń publikację: + 1 + 14 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy hotel The Bridge zasłużył na nagrodę World Luxury Hotel Awards?




Oddanych głosów: 35