zamknij

Sport

Nowy trener, stare problemy. Śląsk znów przegrywa w Orbicie

2019-12-01, Autor: Bartosz Królikowski

Po pierwszej połowie wydawało się, że zły urok na Hali Orbita pójdzie precz. Otóż nie. Koszykarze Śląska Wrocław przegrali na własnym parkiecie z rewelacją ligi Startem Lublin. O takim wyniku zadecydowała fatalna ostatnia kwarta. To czwarta z rzędu porażka wrocławian, a jednocześnie piąta z rzędu we Wrocławiu.

Koszykarze Śląska z uwagi na swoją serię trzech porażek z rzędu, spadli w tabeli na 14. Miejsce pośród 16 zespołów. Dla drużyny, która chce w tym sezonie walczyć o fazę play-off (8 najlepszych zespołów), taki wynik był wręcz niedopuszczalny. Aby ją poprawić, trzeba było zacząć wreszcie wygrywać na własnym parkiecie. Po zwolnieniu trenera Andrzeja Adamka, tego zadania musiał się podjąć nowy szkoleniowiec, czyli Serb Oliver Vidin. Ich rywale – Start Lublin zaczęli sezon od bilansu siedmiu zwycięstw i tylko dwóch porażek. Wygrana z tak mocnym rywalem, z pewnością pozwoliłaby odczarować wreszcie pechową póki co Halę Orbita.

Reklama

Przed meczem sztab szkoleniowy wrocławian zapowiadał, że głównym celem na najbliższy czas będzie poprawa gry defensywnej zespołu. W pierwszej kwarcie udało się, ale tylko częściowo. Śląsk szybko zbudował sobie przewagę. Dzięki m.in. dużej aktywności Mathieu Wojciechowskiego i Torina Dorna, koszykarze z Wrocławia prowadzili 11:5. Do tego momentu bardzo dobrze spisywała się wspomniana obrona, w której grali oni agresywnie i skutecznie. Pod koniec kwarty przyszedł jednak kryzys, a do głosu doszli goście. W pewnym momencie objęli nawet prowadzenie, ale ostatecznie to Śląsk wygrał ją 19:16.

Najgroźniejszą bronią Startu Lublin były w tym meczu kontry. Koszykarze z Wrocławia musieli grać niezwykle uważnie, bowiem goście z zabójczą prędkością potrafili przechodzić z ataku do obrony. Niestety w drugiej kwarcie tej dokładności czasem brakowało i lublinianie kilkukrotnie ich za to skarcili. Ogólnie jednak gra Śląska wciąż wyglądała przyzwoicie. Dużą poprawę można było dostrzec w walce pod koszem, która w szczególności w feralnym meczu z GTK Gliwice była piętą Achillesa wrocławian. Wreszcie wykreował się też konkretny lider zespołu, którym był Torin Dorn. Tylko w pierwszej połowie Amerykanin rzucił 14 punktów. Znacznie przyczynił się do tego, że na przerwę Śląsk schodził z prowadzeniem 34:33.

Trzecia kwarta była istną wojną na „trójki”. Oba zespoły poszły na wymianę ciosów i były skuteczne w tym elemencie gry. W zespole Śląska trafiali m.in. Kamil Łączyński czy Danny Gibson. Efekt tego był taki, że wrocławianie rzucili w tej części meczu aż 26 punktów, a ich rywale tylko trzy mniej. Zawodnicy Olivera Vidina wygrali by ją nawet wyżej, ale w defensywie znów pojawiały się liczne luki, które rywale skutecznie wykorzystywali do zdobywania punktów pod koszem.

Niestety przyzwoicie wyglądająca gra Śląska kompletnie posypała się w ostatniej kwarcie. Zawiodło w niej praktycznie wszystko, od obrony po atak. Problemy zaczął mieć najlepszy dotąd na parkiecie Torin Dorn, co w dużej mierze zdestabilizowało ofensywę. Ponadto problemy w defensywie wciąż dawały o sobie znać. Połączenie tych dwóch rzeczy to prosty sposób na katastrofę. Wrocławianie rzucili w czwartej kwarcie tylko dziesięć punktów, przy 22 rywali. W efekcie tego przegrali cały mecz 70:78.

Hala Orbita jak była zaklęta, tak jest nadal. Śląsk zagrał trzy solidne kwarty, ale niestety mecz koszykówki jak powszechnie wiadomo składa się z czterech. Kibice zobaczyli dzisiaj dwa oblicza wrocławian. To piękniejsze, które tydzień temu dzielnie walczyło z Anwilem Włocławek, oraz w ostatniej części meczu to brzydsze, nieskuteczne w ataku i katastrofalnie w obronie, które doprowadziło do katastrofy dwa tygodnie wcześniej z GTK, a także teraz. Amerykański duet Bryant Lemar-Tweety Carter skutecznie rozstrzelał wrocławian. Nie pomogła nawet dobra postawa Torina Dorna (który zawiódł jednak w końcówce) i najlepszy mecz sezonu Michaela Humphreya (13 pkt). Nowy trener miał mało czasu na przeprowadzenie rewolucji i faktycznie takowej nie było.

Czwarta porażka z rzędu sprawia, że sytuacja w tabeli robi się bardzo słaba, by nie powiedzieć fatalna. Śląsk zajmuje w niej bowiem 14. Miejsce, czyli trzecie od końca, z bilansem trzech zwycięstw i siedmiu porażek. O przerwanie czarnej serii wrocławianie powalczą w Ostrowie Wielkopolskim. W piątek 6 grudnia o godz. 20:15 zmierzą się tam z BM Slam Stalą, która wygrała swoje dwa ostatnie mecze i zajmuje 10. Miejsce w ligowej tabeli.

Śląsk Wrocław – Start Lublin 70:78

Śląsk : Dorn 19, Humphrey 13, Wojciechowski 10, Gabiński 4, Łączyński 8 oraz Żeleźniak 0, Gibson 8, Musiał 0, Jodłowski 0, Dziewa 8, Kulon 0, Chrabascz 0

Trener : Oliver Vidin

Start : Lemar 20, Taylor 6, Jarecki 5, Borowski 13, Carter 15 oraz Jeszke 2, Dziemba 11, Pelczar 0, Grochowski 0, Szymański 6, Laksa 0

Trener: David Dedek

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Śląsk wygra z Legią?




Oddanych głosów: 77