Sport

Definicja nudy i bezbarwności. Śląsk zremisował z Górnikiem po koszmarnym meczu

2021-08-15, Autor: Bartosz Królikowski

Na zwycięstwo nie zasłużył tu nikt. Po dramatycznym (w złym tego słowa znaczeniu) meczu Śląsk Wrocław zremisował z Górnikiem Łęczna 0:0. To już trzeci remis WKS-u w tym sezonie.

Reklama

Trzy punkty to w piłce nożnej lekarstwo pomagające na dłużej lub krócej na wszystko. Nie zawsze rozwiąże każdy problem (np. z grą, bo to że ktoś wygrał, nie znaczy że grał dobrze), ale przynajmniej zneutralizuje działanie kłopotów. Śląsk Wrocław potrzebuje obecnie tego panaceum jak wody na środku pustyni. Pustyni na którą wysłał ich rewanżowy mecz z Hapoelem Beer Szewa. Nie ma się tutaj już co pastwić nad wrocławianami. Zagrali fatalnie, podali rywalom awans na talerzu i życzyli smacznego, sobie fundując dużo gorsze zakończenie europejskiej przygody niż na to wcześniejszymi występami zasłużyli.

Porażka takich rozmiarów jak 0:4 zawsze boli strasznie. To jedna z tych rzeczy, które mogą podkopać morale zespołu na dłużej, zwłaszcza jeśli się takową zawdzięcza przede wszystkim własnej kiepskiej postawie. Dlatego dziś w starciu z Górnikiem Łęczna wygrana dla samego faktu wygranej, dla pozbierania się po łomocie od Hapoelu, mogła być dla Śląska nawet ważniejsza niż te punkty. Normalnie jest tak, że to punkty są najważniejsze, a satysfakcja ze zwycięstwa to słodki dodatek. Dziś obie te rzeczy przynajmniej stały na równi. Dlatego choć fatalnie radzący sobie póki co Górnik Łęczna (1 pkt w 3 meczach, bilans bramkowy 2:8) był, z całym szacunkiem, rywalem przy którym Jacek Magiera teoretycznie mógł jeszcze zamieszać mocniej składem, nie zrobił tego. Cztery zmiany to też teoretycznie niemało, ale:

- Dwie były wymuszone, bo Patryk Janasik doznał w Izraelu kontuzji, a Mark Tamas ma do odpokutowania jeszcze 3 mecze (z tym włącznie) za rzucenie się na Lukasa Hrosso w meczu z Cracovią

- Trzecia to zmiana bramkarza, czyli w tegorocznej rywalizacji Szromnika z Putnockim nic nowego

- Czwarta zaś to Petr Schwarz za słabiutkiego w meczu z Hapoelem Rafała Makowskiego

- Nowością zaś był Dino Stiglec na pozycji pół-lewego środkowego obrońcy

Wrocławianie weszli w mecz jednak dość anemicznie, wręcz dając się zdominować Górnikowi. To łęcznianie mieli w pierwszym kwadransie kilka rzutów rożnych, które Śląsk bronił dość nerwowo, nie po raz pierwszy w tym sezonie. Sami wrocławianie zaś nie potrafili złożyć konkretnej akcji. Przez dobre pół godziny wszystko na co było stać WKS to jedna dobra piłka od Praszelika do Golli w pole karne, której ten nawet nie potrafił przyjąć i wyłapał ją Gostomski. Brakowało tempa, brakowało pomysłu, a jedyny który mógł się jeszcze jako tako podobać, Mateusz Praszelik, miał zdecydowanie za mało wsparcia, by coś z tego jego starań wynikło. Nawet pomimo iż w ostatnim kwadransie pierwszej części meczu, Górnik był zdecydowanie bardziej wycofany niż na początku. Do końca tej beznadziejnej połowy nie wydarzyło się nic ciekawego, a wynik był jedyny jaki przy takiej grze mógł być. 0:0.

Niestety początek drugiej części meczu nie napawał optymizmem w kontekście tego, że tu się cokolwiek rozkręci. Śląsk był wciąż przewidywalny do bólu, a gdy przyspieszał, nie było dokładności. Górnik Łęczna z kolei wcale nie narzekał na remis. Dobitnie pokazała to sytuacja, w której łęcznianie mieli szansę na ciekawy kontratak, ale w odpowiednim tempie poszło do niego… 3 piłkarzy. Reszta powoli sobie szła w kierunku bramki Szromnika, nawet nie udając że truchtają. I tak wyglądał ten mecz praktycznie cały czas. Śląsk walił jak głową o ścianę, a Górnik starał się mądrze bronić. Ostatecznie jednak WKS ucieszył się w końcu z prowadzenia! Przez chwilę. W 86 minucie do bramki po płaskim dograniu Bartłomieja Pawłowskiego trafił Fabian Piasecki. Sędzia gola najpierw uznał, ale trzeba było jeszcze czekać na VAR. Weryfikacja trochę trwała i niestety dla wrocławian zakończyła się anulowaniem gola z uwagi na spalonego. Z punktu widzenia Śląska wielka szkoda, bo mieliby wyszarpane 3 punkty. Ale oceniając obiektywnie, na to zwycięstwo nie zasłużyli ani jedni, ani drudzy i mecz zakończył się 0:0.

Ależ to spotkanie było nijakie. Straszliwy paździerz i nie da się tego inaczej określić. Śląsk niby starał się jakoś zaskoczyć Górnika, ale brakowało tak naprawdę wszystkiego. Tempo było co najwyżej truchtane, pomysł często ograniczał się do jakiegoś długiego podania w pole karne, najczęściej bardzo niedokładnego, bo niektóre zagrania aż trudno wyjaśnić. Ewentualnie do tyłu, bo WKS wyglądał nierzadko jakby bał się że popełni nagle jakiś głupi błąd, jak w meczu z Hapoelem. Jedyne na co mogli liczyć, to jakaś jedno podanie w pole karne, które akurat trafi tam gdzie powinno. A gdy się tak stało, gdy trafiło niezbyt nawet dobre podanie Pawłowskiego do Piaseckiego, a ten wbił piłkę do bramki, to się okazało że spalony… .

Górnik? Łęcznianie mieli świadomość że remis we Wrocławiu to dla nich niezły wynik i tak też przez większość spotkania grali. Na początku ruszyli trochę agresywniej, ale potem mecz chodzony i byle nie stracić. Trudno powiedzieć nawet że obrońcy Śląska zdali tutaj jakiś test, bo o jakim poziomie trudności można mówić, gdy rywal wygląda jakby miał gdzieś czy strzeli gola, tak długo jak takowego nie stracił. Prawie zostali ukarani za taką postawę, ale dziś futbol postanowił ukarać oba zespoły za fatalną grę i uznanych goli po prostu być nie mogło.

Następne spotkanie Śląsk Wrocław rozegra w niedzielę 22 sierpnia o 15:00 na wyjeździe z Piastem Gliwice.

Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna 0:0

Gole:

Nie.

Śląsk: Szromnik – Lewkot (66. Pawłowski), Golla, Stiglec – Bejger, Mączyński (66. Makowski), Schwarz, Garcia – Pich (79. Piasecki), Praszelik – Exposito (66. Quintana)

Górnik: Gostomski – Rymaniak, Szcześniak, Midzierski, Dziwniel – Mak (76. Banaszak), Gol, Drewniak, Gąska, Krykun - Śpiączka

Żółte kartki: Lewkot, Mączyński (Śląsk) – Śpiączka, Rymaniak (Górnik)

Sędzia: Tomasz Musiał (Warszawa)

Widzów: 7 323

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1215