zamknij

Sport

Jakością, nie ilością. Śląsk Wrocław wypunktował Podbeskidzie

2020-11-28, Autor: Bartosz Królikowski

Cztery wyjazdowe porażki z rzędu i basta! Śląsk Wrocław okrutnie wykorzystał wszystkie błędy rywali i wygrał w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 2:0. Dzięki temu wrocławianie awansowali na czwarte miejsce w tabeli.

Piłkarze Śląska Wrocław przybyli do Bielska-Białej w poszukiwaniu przełamania serii czterech wyjazdowych porażek z rzędu. Jakie mieli na to szanse? Teoretycznie przyjeżdżali na boisko drużyny z prawie samego dna tabeli, z kiepską defensywą. Jednak w swoich ostatnich meczach WKS miał tak mało do zaoferowania, że wrocławianie byli faworytem, ale bardzo minimalnym. Na dodatek przed meczem okazało się, że z Podbeskidziem nie zagra Israel Puerto. Trener Lavicka i bez tego miał osłabioną obronę przez kontuzję Wojciecha Golli, a teraz jeszcze drugi z podstawowych stoperów wypadł z gry. Czeski szkoleniowiec przesunął więc na środek Piotra Celebana, a miejsce na prawej obronie zajął Lubambo Musonda. Na tym nie skończyły się jednak rotacje. W stosunku do meczu z Lechią Gdańsk, na ławkę powędrowali Fabian Piasecki, Marcel Zylla oraz będący ostatnio w kiepskiej formie Waldemar Sobota. W ich miejsce wskoczyli Erik Exposito, Bartłomiej Pawłowski oraz Maciej Pałaszewski.

Reklama

Śląsk mierzył się dziś z jedną z najsłabszych defensyw w całej lidze. Tylko Stal Mielec stracił tyle goli co Podbeskidzie i szybko przekonaliśmy się dlaczego. Już w czwartej minucie meczu obrońcy gospodarzy tak fatalnie rozgrywali między sobą piłkę, że dopadł do niej Erik Exposito i wyłożył ją Robertowi Pichowi. Słowak z zimną krwią pokonał Michala Peskovicia, a WKS z dziką radością przyjął bardzo hojny prezent od rywali. Niewiele zabrakło, a wrocławianie szybko wypuściliby zdobyte prowadzenie już kilka minut później. Ale strzał Łukasza Sierpiny z kilku metrów fantastycznie odbił Matus Putnocky. Z dwójki słowackich bramkarzy jakich dziś na boisku można było oglądać, to właśnie golkiper Śląska miał znacznie więcej pracy. Najpierw zza pola karnego sprawdził go Rzuchowski, a potem w poprzeczkę huknął Sierpina. Trzeba było Podbeskidziu oddać, że po straconym golu przycisnęli WKS i to mocno.

Jednakże przyznać trzeba, że wrocławianie sami zasadniczo zaprosili gospodarzy na swoją połowę. Kolejne minuty mijały, a to niemal cały czas bielszczanie stwarzali zagrożenie. To oni wywalczali sobie stałe fragmenty gry, więcej operowali piłką i ogólnie wyglądali lepiej. Śląsk miał szczęście, że gospodarze mieli problem z wykończeniem, bo zawodników Vitezslava Lavicki stać było tylko na sporadyczne kontry. A z i tego nie było większego zagrożenia, bo szwankowało ostatnie podanie. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze nieco uspokoili grę, ale WKS nie potrafił tego wykorzystać. Elementu zaskoczenia nie było praktycznie w ogóle. Do przerwy Śląskowi zgadzało się to co najważniejsze, czyli wynik. Ale z taką grą, jednobramkowe prowadzenie było bardzo kruche.

Po powrocie na boisko w polu karnym Podbeskidzia dalej hulał głównie wiatr. Śląsk nie potrafił napędzić swojej gry. Rozciągnąć szyków defensywnych rywala i go zaskoczyć. Wciąż to rywale wykazywali większą inicjatywę, stwarzali sobie szanse. Ale nie potrafili ich wykorzystać. Na swoje szczęście, WKS był dzisiaj jak niezbyt ruchliwy bokser z ciężkim uderzeniem. Nie atakował często, ale jak już to zrobił, to nie było co zbierać. W 66. Minucie Dino Stiglec dośrodkował piłkę w pole karne, obrońcy Podbeskidzia tak ją wybili, że trafiła prosto pod nogi Marcela Zylli, a ten precyzyjnym strzałem umieścił ją w rogu bramki Peskovicia. Gospodarze szaleli, szarpali się, drapali, gryźli, a Śląsk dość ślamazarnie, bez jakiejś większej energii drugi raz ich ukłuł.

Utracony drugi gol podziałał bardzo uspokajająco na wydarzenia boiskowe. Podbeskidzie ewidentnie się podłamało, gdyż ich ataki straciły impet. A nawet jak coś skonstruowali, to obrońcy Śląska nie mieli kłopotów ze zneutralizowaniem ich prób. Co natomiast robił WKS? To co przez cały mecz. Niewiele z przodu i solidnie z tyłu. Dobrą pracę wykonali rezerwowi, Marcel Zylla i Waldemar Sobota, którzy potrafili na dłużej przytrzymać piłkę. Śląsk nie pozwalał już rywalom na zbyt wiele, a i sam nie musiał forsować tempa. Obaj bramkarze nie mieli w końcowym kwadransie praktycznie nic do roboty. Dla wrocławian najważniejsze było to, że przełamali wreszcie wyjazdową niemoc.

To był dziwny, a zarazem ciekawy w swoim scenariuszu mecz. Podbeskidzie grało szybciej, składniej i efektowniej, ale za każdym razem brakowało im zimnej krwi przy wykończeniu. Śląsk szybko strzelił gola, a potem dał się rywalom wyszaleć, wybiegać, wystrzelać, po czym wrocławianie powiedzieli „patrzcie teraz” i jak gdyby nigdy nic strzelili drugiego gola. Tak po prostu. Doprowadzenie defensywy Podbeskidzia do stanu kompletnego zagubienia było tak żałośnie proste, że naprawdę można było odważniej próbować. Ogólnie oceniając to nie był dobry mecz WKS-u. Ten wręcz odpychający minimalizm widzieliśmy już wcześniej wiele razy. Śląsk nieraz się na tym przejechał, ale tym razem rywale mieli za mało jakości, by to wykorzystać. Obrona grała poprawnie, ale gdyby nie Matus Putnocky, czystego konta nie byłoby na pewno. Wrocławian można dziś pochwalić za skuteczność, bo co mieli to wykorzystali. Ale naprawdę powinni byli mieć o wiele więcej, a długimi fragmentami to Podbeskidzie dominowało. Oczywiście zwycięstwo to zwycięstwo. Takie trzy punkty, w tabeli wyglądają identycznie jak te zdobyte po pięknej grze. Ale progres jest potrzebny, bo nie jestem pewien, czy to co dziś widzieliśmy, starczyłoby na lepszego rywala.

Dziś liczyła się jakość, a nie ilość i Śląsk przerwał wreszcie parszywą serię porażek na wyjeździe i z podniesioną głową może wracać do Wrocławia. Tam już za tydzień w sobotę o 17:30 na własnym boisku zagra z Rakowem Częstochowa.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Śląsk Wrocław 0:2

Gole:

0:1 – Robert Pich 4’

0:2 – Marcel Zylla 66’

Podbeskidzie: Pesković – Danielak, Komor, Rundić, Gach – Sitek (82. Gutowski), Kocsis (82. Martin), Marzec (63. Ubbink), Rzuchowski (72. Nowak), Sierpina (72. Myakushko) – Roginić

Śląsk: Putnocky – Musonda, Celeban, Tamas, Stiglec – Pawłowski (78. Sobota), Pałaszewski, Mączyński (89. Makowski), Praszelik (63. Zylla), Pich (89. Janasik) – Exposito

Żółte kartki: Roginić, Martin (Podbeskidzie) - Celeban, Zylla, Musonda (Śląsk)

Oceń publikację: + 1 + 11 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy sprzedaż książki "Mein Kampf" w celach innych niż naukowe powinna być zakazana?




Oddanych głosów: 81