zamknij

Sport

W 2021 roku wciąż bez wygranej. Śląsk Wrocław przegrał z Lechem

2021-02-21, Autor: Bartosz Królikowski

Czwarty mecz ligowy w tym roku i znów bez zwycięstwa. Piłkarze Śląska Wrocław polegli na wyjeździe z Lechem Poznań 0:1. Ta porażka oznacza dla WKS-u spadek na szóste miejsce w tabeli.

Na stadionie w Poznaniu spotkały się dwie drużyny trawione póki co problemami z formą. Śląsk, podobnie jak jego rywale, jak dotąd w trzech meczach rundy wiosennej zdobył tylko dwa punkty. Wrocławianie mieli o tyle szczęście, że poza Pogonią Szczecin i Legią Warszawa inne zespoły z czołówki również punktowały słabiuteńko, przez co nie spadli w tym okresie bardzo daleko w tabeli (6. miejsce). Aczkolwiek ich przewaga chociażby nad dwunastą Wartą Poznań, wynosiła już tylko 5 punktów. Wniosek był jeden. Trzeba w końcu wygrać. A już w szczególności pokazać wreszcie coś akceptowalnego na wyjeździe. Zwłaszcza że Lech również ma w 2021 roku póki co sporo kłopotów z punktowaniem, a nawet strzelaniem goli.

Reklama

Akurat skutecznością to i WKS wiosną nie grzeszy, bowiem wrocławianie strzelili jak dotąd jednego gola, który dał im remis z Wisłą Kraków w poprzednim meczu (1:1). Trener Lavicka zdecydował się na kolejne zmiany w składzie względem starcia z krakowianami. Dwie były wymuszone. Kontuzjowanego Israela Puerto zastąpił Piotr Celeban, a pauzującego za czerwoną kartkę Marcela Zyllę zmienił w wyjściowej jedenastce Lubambo Musonda. Co więcej, czeski trener dał szansę innemu napastnikowi, bowiem Erika Exposito zastąpił Fabian Piasecki.

Oba zespoły potrzebowały zwycięstwa jak tlenu i faktycznie tempo spotkania było przyzwoite. Śląsk starał się agresywnie nakładać pressing na rywali, utrudniać im do granic możliwości rozgrywanie piłki od tyłu. Efekty były, bo kilka piłek WKS w ten sposób pozyskał, ale im bliżej pola karnego Lecha, tym bardziej nieporadni byli wrocławianie. To samo zresztą można było powiedzieć o Lechu. Oni z kolei rozegrali kilka razy szybko piłkę, strzałów próbowali Dani Ramirez czy Tymoteusz Puchacz. W Śląsku dobrą okazję miał natomiast Bartłomiej Pawłowski. Przez pierwsze pół godziny meczu strzałów po obu stronach ujrzeliśmy łącznie 7. Problem w tym, że żadnego celnego.

Dopiero w 32. minucie Matusa Putnockiego sprawdził Jan Sykora, ale nie był to najtrudniejszy egzamin i gol nie miał prawa po tym paść. Tak to wyglądało do końca pierwszej połowy. Tempo jakieś było, pomysł na rozegranie niby też, WKS rzadziej miał piłkę i czyhał na kontry, ale konkretów zero. Podobnie jak goli do przerwy.

Natomiast w drugą część meczu lepiej i aktywniej wszedł Śląsk. Już w 47. Minucie po błędzie Czerwińskiego szansę na gola miał Pawłowski. Skrzydłowy WKS-u wyszedł sam na sam w bramkarzem, ale z ostrego konta nie zdołał pokonać van der Harta. Ogólnie to wrocławianie starali się przejąć kontrolę nad meczem, dłużej utrzymać się przy piłce. Niestety dla nich, Lech konkretniej zaatakował raz, ale za to zabójczo. W 57. Minucie znakomite dośrodkowanie w pole karne posłał Sykora. Pawelec stanął jak wryty, Celeban także, ogólnie jakoś tak wszyscy nagle stanęli, oprócz Arona Johanssona. Napastnik Lecha wykorzystał zawahanie obrony Śląska i głową nie dał szans Putnockiemu, strzelając gola w debiucie.

Stracony gol nie podziałał na WKS specjalnie mobilizująco, bowiem to Lech powoli się rozkręcał. Śląskowi może i nie brakowało w tym meczu chęci, ale gdy zaczynały się pytania o konkrety, no to już tak wesoło nie było. Dużo groźniej atakowali rywale. Między 70 a 75. Minutą bliski strzelenia gola dwukrotnie był Johansson. Za pierwszym razem jego strzał z pola karnego minimalnie minął słupek, a za drugim został trafiony piłką, którą po strzale Sykory odbił Putnocky. Efekt podobny jak wcześniej.

Śląskowi brakowało bardziej zdecydowanego, masowego ruszenia do ataku. Za dużo inicjatyw indywidualnych, które nie miały dużych szans powodzenia, a za mało akcji większą ilością graczy. Lech im bliżej końca, tym bardziej się cofał i robił uważny, bardziej oczekując na ew. błędy wrocławian. Te się zbytnio nie pojawiły, ale to akurat podobnie jak konkretne ataki. Już w doliczonym czasie gry dwie całkiem dobre okazje miał Waldemar Sobota, ale najpierw nie trafił w piłkę, a kilka chwil później nie mógł się zdecydować, przyjmować, czy strzelać z pierwszej i tak mu wyszło, że nie wyszło. Więcej już w tym meczu wrocławianie nie mieli, a co za tym idzie przegrali 0:1.

Od początku rundy cały czas powtarzać można to samo. Brak konkretów. Dziś chęci były. Przed utratą gola większe niż po, ale były. Tylko nic w związku z tym się nie urodziło. Obrońcy Lecha nie grali dziś pewnie. Musonda wygrywał pojedynki biegowe z Puchaczem, Czerwińskiego ograli Pawłowski i Piasecki. Środkowi obrońcy też mieli momenty paniki. A mimo to WKS oddał 2 celne strzały, z czego tylko jeden faktycznie mogący pokonać Van der Harta. Zdecydowanie za mało. Zmiana napastnika niewiele dała. Lubambo Musonda jak to on, dużo wiatru, mało zagrożenia. Rezerwowi nic nie wnieśli. Sobota miał dwie okazje, tyle co. Obie zmarnował. To nie był najgorszy mecz Śląska w tym sezonie, zwłaszcza na wyjeździe. Ale wciąż daleko mu było do miana jakkolwiek dobrego.

Na pierwsze zwycięstwo WKS-u w 2021 roku kibice Śląska będą musieli wciąż czekać. Następny mecz wrocławianie rozegrają na Stadionie Wrocław. W niedzielę 28 lutego o 17:30 przyjedzie tam wicelider tabeli, Pogoń Szczecin.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:0

Gole:

1:0 – Aron Johansson 57’

Lech: Van Der Hart – Czerwiński, Rogne, Milić, Puchacz – Sykora (85. Kraweć), Karlstrom, Tiba, Ramirez, Kamiński – Johannson (76. Szymczak)

Śląsk: Putnocky – Cotugno, Celeban, Pawelec, Stiglec – Musonda (71. Exposito), Scalet, Praszelik (79. Łyszczarz), Pich (60. Sobota), Pawłowski (79. Janasik) – Piasecki

Żółte kartki: Tiba (Lech) - Piasecki, Celeban, Pawelec, Pich (Śląsk)

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Adolf Juzwenko powinien zrezygnować z funkcji dyrektora Ossolineum?




Oddanych głosów: 306