Sport

Wiele hitów i mało kitów, czyli podsumowanie jesieni w wykonaniu piłkarskiego Śląska Wrocław

2014-12-19, Autor: Łukasz Maślanka
To miała być stracona runda i zapowiedź marnego sezonu w wykonaniu Śląska Wrocław, a okazało się, że wrocławianie byli bohaterami jesieni w Ekstraklasie. Pokusimy się o podsumowanie tego, co najlepsze i najbardziej zaskakujące - tak pozytywnie, jak negatywnie - w wydaniu wrocławskiego Śląska.

Reklama

Dziennikarz naszej redakcji był na wszystkich jesiennych meczach Śląska we Wrocławiu, obserwował też grę wrocławian w spotkaniach wyjazdowych. I takie “zaplecze obserwacyjne” wydaje nam się odpowiednie do tego, by pokusić się o rzetelną, tak obiektywną, jak to tylko możliwe i szczerą analizę tego, co w Śląsku Wrocław jesienią na plus i na minus.

Największe zaskoczenie - forma całego zespołu i miejsce w tabeli na koniec 2014 r.

Tego, że Śląsk zejdzie z ligowych boisk jako wicelider Ekstraklasy, przed sezonem mało kto się spodziewał. A już na to, że wrocławianie na tym etapie będą tracili tylko trzy pkt. do prowadzącej i uznawanej za faworyta rozgrywek Legii Warszawa, stawiali chyba tylko niepoprawni optymiści. Na dodatek dość szaleni. W wakacje Śląsk stracił kilku ważnych piłkarzy z poprzedniego sezonu, m.in. Mariana KelemenaAdama Kokoszkę, a przez kontuzję na praktycznie całą jesień z gry wypadł kapitan Marco Paixao. A na dodatek klubowi działacze w lecie zajęli się mocno prostowaniem klubowego budżetu tak, aby rubryka “winien” była nieco mniej upiornie szeroka, a w rubryce “ma” pojawiło się nieco więcej pieniędzy w różnej walucie. Dlatego tylko transfer Piotra Celebana można było uznać za realne wzmocnienie, a pozyskanie bramkarza Mariusza Pawełka traktowano jako dość ryzykowne uzupełnienie składu, bo piłkarz to doświadczony, ale dosyć “awaryjny”.

Spekulacje zdały się jednak psu na budę. Nasza redakcja wróżyła co prawda, żeby Śląska nie skreślać przedwcześnie, bo to zespół prowadzony przez dobrego trenera i ciągle mający w składzie solidnych piłkarzy. A wrocławianie na boiskach Ekstraklasy udowodnili swoją wartość. Trener Tadeusz Pawłowski wycisnął maksimum możliwości ze swoich piłkarzy, a efekt widać w ligowej tabeli. Śląsk w 19 meczach wywalczył aż 35 pkt., wygrał dziesięć meczów i zaliczył tylko cztery porażki, a od lutego br. nie przegrał na własnym stadionie. I wrocławianie zgłaszają już, że w przyszłym roku będą próbowali powalczyć o miejsce na ligowym podium.

Najlepszy piłkarz Śląska w rundzie jesiennej:

Naturalnym kandydatem do tego tytułu wydaje się być Sebastian Mila. Doświadczony pomocnik odbudował formę, zaczął grać na miarę oczekiwań w Śląsku, a trener narodowej drużyny Adam Nawałka powołał go do reprezentacji Polski. I tam “Milowy” również brylował, a wisienką na jego sportowym torcie była bramka strzelona Niemcom. Milę wielu zdążyło już skreślić, ale on sam pokazał sportowy pazur i wydrapał sobie szacunek nie tylko w środowisku futbolowym.

My jednak postawimy na Flavio Paixao. Portugalczyk jesienią “odpalił” i strzelił aż 12 goli. Biorąc pod uwagę, że Śląsk strzelił 31 bramek, dorobek kapitana budzi respekt. Wiecznie uśmiechnięty piłkarz godnie zastąpił swojego kontuzjowanego brata bliźniaka w roli kapitana Śląska, a formą imponował niemal przez całą jesień. Początek rozgrywek nieco mu nie wyszedł, bo na gola w jego wykonaniu kibice musieli czekać aż do sierpnia - czyli przez miesiąc od rozpoczęcia nowego sezonu. Ale później Flavio Paixao był filarem Śląska Wrocław, a w październiku br. pokazał klasę, strzelając w Gdańsku aż trzy gole Lechii w meczu, który wrocławianie wygrali 4:1.

Najlepszy wakacyjny transfer Śląska:

Na koniec 2014 r. Śląsk jest w ścisłej czołówce Ekstraklasy, jeśli mowa o najmniejszej liczbie straconych goli. Wrocławianie dali sobie wbić 21 goli - jednego więcej niż Legia Warszawa, Lech Poznań i GKS Bełchatów. Spora w tym zasługa solidnie grającej obrony Śląska, ale naszym zdaniem na indywidualne wyróżnienie zasługuje bramkarz Mariusz Pawełek. Wskoczył do pierwszego składu drużyny w sierpniu po tym, jak w Szczecinie wygłupił się drugi golkiper wrocławian Wojciech Pawłowski. I raz zdobytego miejsca w składzie Pawełek już nie oddał, a w kilku meczach uratował skórę swoim kolegom, popisując się świetnymi interwencjami. Gdy Pawełek przychodził do Śląska, wielu kibicom ścierpła skóra na plecach, bo bramkarz ten zdążył zapracować na miano co najmniej niepewnego. W Śląsku też zdarzyło mu się kilka kiksów, ale przez zdecydowaną część rozgrywek był filarem drużyny.

Największe rozczarowanie jesieni:

Tutaj zwycięzca może być tylko jeden. To bramkarz Wojciech Pawłowski, który z końcem roku pożegna się ze Śląskiem. Ten młody golkiper miał być podstawowym bramkarzem Śląska, a próbkę swojego talentu dał w ostatnim meczu poprzedniego sezonu w Kielcach przeciwko Koronie. We Wrocławiu zacierano ręce, że skoro jest solidny Pawłowski, to nie ma co płakać po Marianie Kelemenie, którego wielu uważa za jednego z lepszych bramkarzy w historii Śląska Wrocław. Ale Pawłowski za nic miał kapitał zaufania i roztrwonił go praktycznie w jedną chwilę. W Szczecinie zagrał bardzo nerwowo, niepewnie, a na końcu w głupi sposób zaliczył czerwoną kartkę. Później zdążył jeszcze wylecieć z pierwszej drużyny Śląska, bo nie stawił się na meczu drużyny rezerw tłumacząc, że nie mógł, bo… miał inne plany. Trener Tadeusz Pawłowski po takim dictum również zmienił swoje plany wobec młodego bramkarza i na dobre zamknął przed nim drzwi. Jesienią Wojciech Pawłowski był rezerwowym golkiperem, bo kontuzja wykluczyła z gry młodego Jakuba Wrąbla. Ale było jasne, że wróci do gry tylko wtedy, jeśli Mariusz Pawełek zapomni, jak się gra w piłkę nożną.

Cichy bohater drużyny:

Gdy Śląsk zaskoczył wszystkich i wywalczył pozycję wicelidera Ekstraklasy, wystawianie indywidualnych laurek wcale nie jest łatwe. Ale podejmiemy ryzyko, typując naszego faworyta. To defensywny pomocnik (a pod koniec rundy testowany na lewej obronie), Czech Lukas Droppa. Piłkarz ten trafił do Śląska w lutym br., w ramach zaciągu ratunkowego dla narzekającego na brak transferów byłego trenera drużyny Stanislava Levego. Koniec końców Droppa ze swoim rodakiem długo nie popracował, bo chwilę po jego zakontraktowaniu Levy został zwolniony. Ale sam piłkarz po kilku tygodniach zaczął mocniej zaznaczać swoją pozycję w drużynie, a jesienią prezentował już dobrą, równą i wysoką formę. Strzelił jedną bramkę i, co warte uwagi, zanotował trzy asysty - jedną mniej niż Sebastian Mila. Pod okiem trenera Pawłowskiego Droppa zmienił też sporo w swojej grze, co widać choćby po takim elemencie gry, jak przyjęcie piłki. Wiosną Czech bardziej patrzył za siebie, najczęściej szukając bezpiecznego dogrania, a jesienią brał się za piłkę tak, jak wymaga trener, czyli twarzą do bramki rywala i od razu “szukając gry”. Silny i dynamiczny Droppa jest trudny do przejścia, pomagając Śląskowi w grze obronnej, potrafi też włączyć się do ataku. I trudno się dziwić, że czeski piłkarz wrocławskiej drużyny znalazł się na liście zawodników obserwowanych przez narodową reprezentację Czech.

Najlepszy i najgorszy jesienny mecz Śląska:

Za najlepszy mecz wrocławian wielu uznałoby pewnie potyczkę w Warszawie z Legią, gdzie Śląsk po brawurowej wręcz pogoni (od stanu 3:1 dla gospodarzy do ostatecznego 4:3) napędził stracha renomowanej drużynie gospodarzy. Ale piłka nożna to nie skoki narciarskie, nie ma tutaj not za styl, a w stolicy Śląsk przegrał. Dlatego za najlepszy mecz wrocławian tej jesieni uznamy październikową potyczkę z Lechią w Gdańsku. Tam zespół trenera Pawłowskiego zostawił po sobie świetne wrażenie, a gospodarzy rozmontował wygrywając 4:1, po hat-tricku Flavio Paixao. Tak grający Śląsk chciałoby się oglądać jak najczęściej.

A mecz najgorszy? Tutaj nie będziemy oryginalni. To porażka 1:4 w Szczecinie z Pogonią. Śląsk zagrał tam kiepsko, wyraźnie przegrywając. W kolejnych spotkaniach wrocławianie grali już na znacznie wyższym poziomie i zmazali plamę na honorze ze Szczecina. Ale to na pewno był mecz, którego w szatni wrocławskiej drużyny nie wspominają zbyt często, bo też nie ma czym się chwalić.

Największa nadzieja na wiosnę 2015 r. w Ekstraklasie:

Jeśli zimą Śląsk się wzmocni, pozyskując dwóch - trzech piłkarzy do formacji ofensywnych i nie straci kluczowych piłkarzy jesieni, w rundzie wiosennej może na całego włączyć się do walki o ligowe podium. Póki co, wyraźnym faworytem rozgrywek jest warszawska Legia, której chyba każdy trener Ekstraklasy zazdrości szerokiej, wyrównanej kadry. Ale jeśli Śląsk pozyska nowe atuty, a na dodatek do najwyżej formy wróci Marco Paixao, to prowadzony mądrze przez trenera Tadeusza Pawłowskiego zespół może zakończyć sezon w szampańskich nastrojach. A ten szampan pity będzie najpewniej z okazji zdobycia któregoś z medali Ekstraklasy.

Nadzieja dla Śląska drzemie też w młodych, zdolnych piłkarzach. Jesienią minuty na boisku Ekstraklasy wywalczył sobie Kamil Dankowski i wg zapowiedzi trenera, w przyszłym roku ten piłkarz będzie grał na jeszcze wyższym poziomie. Do drzwi pierwszej drużyny coraz głośniej puka też Waldemar Gancarczyk, którego szkoleniowiec Śląska chwali za postępy, które osiągnął przez kilka miesięcy od momentu, gdy dołączył do drużyny. Zapowiada się, że nadal będzie się rozwijał Paweł Zieliński, na swoją szansę czeka Karol Angielski, jest Maciej Pałaszewski, którego już teraz nazywa się potencjalnym następcą Sebastiana Mili... W Śląsku pod okiem Tadeusza Pawłowskiego obecnie zdobywa szlify kilku bardzo utalentowanych piłkarzy. I kto wie, czy wiosną owe młode wilczki nie zaznaczą wyraźniej swojej obecności w zespole.

Nagroda specjalna:

Podsumowując piłkarską jesień w wykonaniu Śląska Wrocław, nie sposób zapomnieć o trenerze Tadeuszu Pawłowskim. Bo to człowiek, który nie tylko postawił zespół na nogi, ale wniósł do klubu świetną mentalność. Trener Pawłowski pozbierał zespół po rządach Stanislava Levego, a warto pamiętać, że gdy nastąpiła roszada na stanowisku szkoleniowca Śląska, coraz mocniej obawiano się, że za przygodę z czeskim trenerem drużyna zapłaci spadkiem z Ekstraklasy. Trener Pawłowski potrafił jednak dotrzeć do piłkarzy, rozbudzić ich motywację, dotrzeć do nich i odbudować wiarę w siebie, a przy tym nauczyć wielu nowych elementów gry. Efekt? Drugą piłkarską młodość przeżywał Sebastian Mila, wiosną Śląsk w cuglach wygrał grupę spadkową Ekstraklasy, a jesienią wrocławianie otwarcie i wyraźnie zgłosili akces do walki o medale, prezentując dobrą, równą formę, a przede wszystkim ciekawy i ofensywny futbol. I na własnym stadionie nie przegrali od lutego br.!

To wszystko w dużej mierze jest zasługą piłkarzy, ale można bez wahania zaryzykować stwierdzenie, że nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie trener Tadeusz Pawłowski. Pisaliśmy zimą, że jego zatrudnienie może się okazać strzałem w dziesiątkę. Ale to, co Śląsk wypracował pod ręką nowego trenera, przeszło oczekiwania nawet największych optymistów. I za to Tadeuszowi Pawłowskiemu należą się szczególnie głośne oklaski.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Marcin 2014-12-19
    08:51:50

    5 0

    można się podpisać pod tym artykułem, widać że śledziliście całe rozgrywki

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1038