zamknij

Sport

Zmiana wyjazdowego losu potrzebna od zaraz. Śląsk Wrocław zmierzy się z Piastem

2021-02-06, Autor: Bartosz Królikowski

Po… ciężkostrawnej, tak to nazwijmy, inauguracji rundy wiosennej, piłkarze Śląska Wrocław muszą zaserwować coś znacznie lepszego, jeśli chcą myśleć o pierwszym ligowym zwycięstwie w 2021 roku. Zwłaszcza w przypadku meczu wyjazdowego, ponieważ rok może i nowy, ale WKS w delegacji wciąż tak samo, dziwnie wręcz, nijaki. Na dodatek ich rywalem będzie Piast Gliwice, który w swoim ostatnim meczu zrobił coś, co w Ekstraklasie ostatnio miało miejsce ponad 80 lat temu.

Kto widział, ten wolałby zapomnieć, a kto nie widział, ten powinien się cieszyć. Mecz Śląska Wrocław ze Stalą Mielec w poprzedniej kolejce Ekstraklasy, był właśnie tego typu spotkaniem. Co bardziej złośliwi stwierdzili, że to przez to iż był w poniedziałek, a we wcześniejszych spotkaniach tamtej kolejki tyle się wydarzyło, że dla poniedziałkowego starcia już nic nie zostało. Nawet jeśli tak było, to poziom meczu był bardzo słabiutki. Choć kibiców Śląska z pewnością martwił fakt, że gdy już na stadionie w Mielcu coś ciekawszego się działo, było to głównie zasługą Stali. Oni wszakże przez około 60-65 minut jak na swoje warunki grali nie tak źle. Kontrolowali mecz, próbowali akcji ofensywnych, nawet oddawali w przeciwieństwie do WKS-u jakieś strzały. To że Matus Putnocky łapał je bez problemu, to inna sprawa. Ale oni próbowali.

Reklama

Co innego niestety Śląsk. Bowiem to żaden wstyd nie strzelić gola w meczu. Zero z przodu się zdarza każdemu, w końcu to futbol. Ale co innego nie strzelić, a co innego nawet zbyt wiele nie zrobić w kierunku strzelenia. To właśnie raziło u wrocławian najbardziej. Gra w zwolnionym tempie, na chodząco, bez jakiegokolwiek pomysłu. Musiała Stal w 84. minucie dostać czerwoną kartkę, żeby wrocławianie mocniej ruszyli do przodu, a i to nie dało efektów. Skrzydłowi przez dużą część meczu niewidoczni, napastnik praktycznie poza grą, a w środku pola Mateusz Praszelik w drugiej połowie trochę próbował, lecz z miernym skutkiem. Po raz kolejny niestety zawiódł Waldemar Sobota. Ogólnie 33-latek początek sezonu miał świetny. Pierwsze 4-5 meczów to klasa, znaczne odświeżenie stęchłego środka pola. Ale później zaczął się zjazd. Zjazd który trwa do dzisiaj. Oczywiście to był pierwszy mecz po przerwie zimowej. Na każdym z zespołów ligi jest jeszcze nieco poobozowej rdzy. Dlatego w takich meczach nawet jak nie idzie, szuka się nadziei, jakichś elementów które wyszły i w których widać było potencjał, że z czasem się rozwiną. Osobiście mam problem ze wskazaniem takowych po tamtym meczu. Wszakże nawet defensywa była niepewna. Stal przecież strzeliła gola, a WKS uratował VAR, który wykrył faul na Pichu we wcześniejszej fazie akcji.

Wiadomością wręcz fatalną jest, że kolejne spotkanie Śląska to również wyjazd. Do Gliwic, do Piasta. Piasta który w sposób nieprawdopodobny rozpoczął rundę wiosenną. Gliwiczanie zagrali w Krakowie z Wisłą i ten mecz, trzeba podzielić na dwie fazy. Pierwsze trzydzieści minut, gdy Wisła rzuciła się wściekle na Piasta, ładując im trzy gole z szansami na więcej. Oraz pozostałe sześćdziesiąt, gdy zszokowany Piast zbierał zęby. Ale jak pozbierał, to nie dość że odrobił straty, to jeszcze wygrał. Po raz pierwszy od dokładnie 1928 roku, gdy po ziemi chodzili Roman Dmowski i Józef Piłsudski, a Jan Paweł II miał 8 lat, w Ekstraklasie się zdarzyło, by jakikolwiek zespół odrobił trzybramkową stratę i jeszcze wygrał. Owszem, rzut karny wywalczony oraz wykorzystany przez Jakuba Świerczoka w 90. minucie był bardzo dyskusyjny, a potem uznany za niesłuszny. Ale wynik to wynik, a do takiej remontady trzeba twardej psychiki.

To właśnie wspomniany Jakub Świerczok był kluczem do triumfu Piasta w Krakowie. Ten 28-letni napastnik w swoich ostatnich siedmiu meczach strzelił osiem goli, a Piast nie był w stanie w tym sezonie wygrać meczu bez jego trafienia. Idealny przykład tego ile może dać dobry napastnik. Jeśli chodzi o liczby, w Gliwicach do Świerczoka nikt nie ma podjazdu, a sam zespół jest dopiero jedenasty w tabeli. Aczkolwiek to jest głównie „zasługa” fatalnego startu sezonu w ich wykonaniu, gdy na pierwszych 8 meczów przegrali aż 6, 2 remisując. Od 17 października 2020 roku są niepokonani.

Bez cienia wątpliwości, Piast to drużyna o znacznie większej jakości niż Stal Mielec. Mająca w drużynie zawodników konkretniejszych i skuteczniejszych. Jeśli Śląsk zagra przeciwko nim takie „coś” jak w Mielcu, tym razem nie będzie szczęśliwego punktu. Potencjalne zmiany w składzie? Znając trenera Lavickę, nie ma się co spodziewać rewolucji, choć być może dojdzie do zmiany napastnika. Fabian Piasecki po wejściu ze Stalą w kilka minut pokazał więcej, niż Erik Exposito przez kilkadziesiąt. Wciąż niewiele, ale w przeciwieństwie do Hiszpana dał jakąś nadzieję. Jednak nawet wymiana całej jedenastki nie pomogłaby, bez po prostu większego ognia w grze. Intensywności i prędkości. Na chodząco nie wygra się z nikim.

Mecz Piast Gliwice – Śląsk Wrocław odbędzie się w sobotę 6 lutego o 15:00 na Stadionie w Gliwicach. Transmisja w Canal+ Sport.

Pierwszy mecz tych drużyn w sezonie 2020/21:

Śląsk Wrocław – Piast Gliwice 2:0 (Piasecki 2’, Celeban 50’), 1. kolejka

Przewidywany skład:

Putnocky – Janasik, Puerto, Tamas, Stiglec – Pawłowski, Sobota, Pałaszewski, Praszelik, Pich - Piasecki

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Adolf Juzwenko powinien zrezygnować z funkcji dyrektora Ossolineum?




Oddanych głosów: 485