zamknij

Sport

Druga strona medalu (odc.35) - Dawid Kareciński

2018-09-20, Autor: Andrzej Gliniak

Gościem Andrzeja Gliniaka w kolejnym odcinku "Drugiej strony medalu" jest jeden z najlepszych polskich zapaśników, zawodnik Śląska Wrocław - Dawid Kareciński. Zapaśnik opowiada m.in. o sędziowskiej "mafii" i niesprawiedliwych porażkach, planach na najbliższe lata oraz nietypowych oświadczynach. Zapraszamy!

Niepowodzenia kształtują charakter. Tylko najlepsi wychodzą z nich podwójne mocni.
Czułem, że jestem w gazie. Jechałem do do Kaspijska w Rosji po medal mistrzostw Europy. Co prawda miałem problemy z kręgosłupem, przy mocniejszych treningach czułem dyskomfort, ale zaciskałem zęby i robiłem swoje. Moje optymistyczne prognozy potwierdziły się, kiedy wygrałem pewnie swoje pojedynki z Mołdawianinem i Bułgarem.

Reklama

Czekały mnie najważniejsze walki. W półfinale czekał zawodnik gospodarzy - mistrz świata i faworyt imprezy. Na trybunach piekło. Kilkanaście tysięcy gardeł drze się: - Rossija, Rossija! Nie słyszę własnych myśli, ale daję z siebie wszystko. Walka wyrównana. Końcówka należy zdecydowanie do mnie. Koniec. Wygrałem i mam pewny srebrny medal. Cieszę się jak głupi. Nagle rosyjski team rzuca tzw. "challenge", czyli sprawdzenie. Sędziowie nie mają prawa przyjąć go po zakończonej walce, ale jednak dzieje się inaczej. Chwila niepewności, ale przecież i tak nic złego się nie może stać. Po chwili sędzia zaprasza nas na środek maty na oficjalny werdykt. Ręka Rosjanina wędruje w górę. Trybuny szaleją. - Jak to?! - w jednej chwili zabiłbym wszystkich dookoła. Sędziowska mafia perfidnie mnie "skręciła".

Do walki o brąz wychodziłem ze złamanym palcem. Kontuzja przytrafiła mi się już w drugim pojedynku mistrzostw, ale środki przeciwbólowe robiły swoje. Tym razem wszystko puściło i ból był potworny. Nie dałem rady. Zamiast miejsca na podium było tak znienawidzone przez zapaśników piąte miejsce. Sportowy dramat.

W głowie pojawiły się najgorsze myśli?
Byłem załamany. Wszystkiego mi się odechciało. W pierwszej chwili chciałem nawet zakończyć karierę. Kompletnie straciłem wiarę w uczciwość rywalizacji sportowej. Przez wiele miesięcy ciężko pracowałem, traciłem zdrowie, wydawałem pieniądze na przygotowania. Zamiast rodzinie poświęcałem czas na treningi. Wszystko na nic, przez złodziejskie układy. Musiałem skorzystać z pomocy psychologa. W tych trudnych chwilach wspierała mnie moja kochana żona Justyna. Pomógł mi tez piekielnie silny charakter. Odbudowałem się i wróciłem silniejszy.

Polski związek zapasów złożył protest?
Daj spokój. Po raz kolejny się zawiodłem. Nasza federacja nie ma kompletnie żadnej siły przebicia. Na świecie, a nawet w Europie nie liczą się z nami. Nikt nie przejmuje się, że Polak może zostać oszukany na macie a jakiekolwiek protesty tuż po walkach czy pisanie oficjalnych pism nie ma najmniejszego sensu. Mogę się nawet założyć o wszystkie pieniądze, że w przypadku walki na styku naszego reprezentanta z zawodnikiem z liczącej się federacji jak Rosja, Iran, Turcja, Azerbejdżan, Niemcy czy nawet Węgry werdykt zawsze będzie dla nas niekorzystny.

Sytuacja z mistrzostw Europy w Rosji to nie jedyny przypadek kiedy dało o sobie znać sędziowskie lobby?
Dwa lata temu startowałem w kwalifikacjach olimpiskich w Turcji. Moim rywalem w decydującej walce był zawodnik z Azerbejdżanu. Utytułowany wojownik. Medalista mistrzostw świata i Europy. Cały czas prowadziłem. Przeciwnik był pasywny, ciągle uciekał na macie. Uciekało też jego zwycięstwo, na co nie mogli pozwolić miejscowi sędziowie. Stawką była przecież ogromna - igrzyska w Rio. Nagle decyzją arbitrów zostałem ściągnięty do parteru. Szok. Przegrałem. Azer półtora miesiąca później został medalistą olimpijskim, a ja Brazylię odwiedziłem palcem po mapie. Kolejne wielkie rozczarowanie, z którym trzeba było żyć.

Swój twardy charakter odziedziczyłeś po ojcu.
Urodziłem i wychowałem się w Rudzie Śląskiej. Wielu to miasto kojarzy się z biedą. Na szczęscie nigdy nie przymierałem głodem, a rodzice robili wszystko, żeby mi i moim trzeciom braciom żyło się dobrze. Tato to człowiek z zasadami. Od zawsze był dla mnie największym autorytetem. Pracował jako ratownik górniczy i wiele razy otarł się o śmierć. Jego wielki szacunek do życia i innych ludzi przekazywał nam od małego. Byłem bardzo żywy dzieckiem. Nawet chwilę nie potrafiłem usiedzieć na miejscu. W wieku dziewięciu lat po raz pierwszy poszedłem na zapasy, żeby wyżyć się na macie. Tak zostało do dziś.

Od dłuższego czasu związany jesteś z Wrocławiem.
To mój drugi dom. Już osiem lat mieszkam w stolicy Dolnego Śląska. Poszedłem tutaj do wojska i zostałem zawodnikiem Śląska Wrocław, gdzie trenowałem pod skrzydłami m.in. Józefa Tracza czy Andrzeja Maksymiuka. Poznałem wielu fanstycznych ludzi, którym leży na sercu dobro mojej dyscypliny. W samych superlatywach mogę opowiadać choćby o Damianie Fedorowiczu, prezesie Krajowej Ligi Zapaśniczej, który robi wszystko, żeby popularyzować zapasy. Dzięki jego staraniom udało się pokazać rozgrywki ligowe w publicznej telewizji.

Zawsze mogę liczyć na pomoć rodziny i przyjaciół. Gdyby nie oni ciężko byłoby nawet o odżywki. Jeśli chodzi o odzież współpracuje z firmą Charakterni, Radosława Gwoździa. Dużo dobrego robi dla mnie Alli Nurbagandow, Radosław Wyleżuch czy Rafał Chrząszcz z żoną. Dziękuje im z całego serca i obiecuje, że już wkrótce będą mieli dzięki mnie dużo powodów do dumy.

Dzięki swoim licznym wyjazdom na międzynarodowe imprezy zwiedziłeś kawał świata. Które miejsce zrobiło na tobie największe wrażenie?
Przed mistrzostwami Europy w Rosji mieliśmy tygodniowe zgrupowanie w Inguszeti. To przepiękny rejon. Autonomiczna republika wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej, położona na północnych zboczach Kaukazu imponuje pod względem krajobrazów. Można się zakochać. Cudowne góry, rzeki czy lasy. Widoki jak z obrazka. Mieszkaliśmy w ekskluzywnym hotelu. Każdego dnia w barze nieopodal jedliśmy świeże warzywa i owoce prosto z ogródka. Tubylcy przyjęli nas bardzo gościnnie. Z jednej strony byliśmy dla nich swego rodzaju atrakcją turystyczną, a z drugiej traktowali nas jak gwiazdy. Podobnie jak w Rosji, także i tutaj zapasy są niezwykle popularne. Na ulicach rozdawaliśmy autografy i pozowaliśmy do zdjęć.

Pamieć po wojnie osetyjsko-inguskiej powoduje, że na każdym kroku można spotkać meżczyzn z karabinem zawieszonym na szyję. W większości są to kałasznikowy. Na początku to szokujący widok ale po kilku dniach można się przyzwyczaić. Kobiety są tu traktowane w specyficzny sposób, zupełnie inaczej niż w tradycyjnych europejskich krajach. Nie mogą nawet patrzeć w kierunku mężczyzn nie mówiąc już o tym, że jakiekolwiek zasady savoir-vivre względem przedstawicielek płci pięknej można włożyć między bajki. Raz wychodząc z autobusu chciałem przepuścić w drzwiach młodą dziewczynę na co tylko nasz rosyjski trener, znający doskonale tutejsze klimaty, tylko krzyknął, żebym nie czekał i nie udawał dżentelmena.

Czy wzorem choćby Damiana Janikowskiego myślisz o tym, żeby wkrótce się przebranżowić i spróbować swoich sił w mieszanych sztukach walki?
Na razie myślę tylko o zapasach. Moim celem są Igrzyska Olimpijskie w Tokio, które odbędą się za dwa lata. To dla każdego sportowca wielkie wyzwanie i najważniejsze marzenie, żeby zdobyć medal. Same kwalifikacje są często znacznie trudniejsze niż zdobycie krążka na mistrzostwach Europy czy świata. Tym razem będzie jeszcze trudniej, bo zmniejszono liczbę zawodników z 32 do zaledwie 16. Nie ukrywam jednak, że za kilka lat na poważnie chcę zająć się MMA, a wtedy idealnym rozwiązaniem będzie podpisać kontrakt z najlepszą federacją w Polsce czyli KSW. Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, jednak nikt nie utrzyma mi rodziny czy opłaci rachunków za mieszkanie. Muszę myśleć przyszłościowo.

Przyszły rok może być dla Ciebie przełomowy?
To będzie bardzo pracowite dwanaście miesięcy. Szykują się mistrzostwa świata, Igrzyska Europejskie a przede wszystkim kwalifikacje olimpijskie. Mocno się rehabilituję, żeby na każdą z tych imprez być w pełni formy. Nie zapominam o startach w Bundeslidze. Walcząc co kilka tygodni z najlepszymi zawodnikami świata regularnie podnoszę swoję sportowe umiejętności.

Zasłynąłeś w Polsce nie tylko jako zapaśnik ale także autor oryginalnego pomysłu na zaręczyny.
Chciałem wymyślić coś spektakularnego. Długo zastanawiałem się co może zrobić wrażenie na mojej kobiecie. Kiedy dowiedziałem się, że mecz drużyny Supra Brokers Wrocław, w której walczyłem będzie pokazywany w telewizji, zaświeciła mi się zielona lampka. Byłem bardzo zestresowany, bo z jednej strony chciałem dobrze zaprezentować się pod względem sportowym a z drugiej, marzyłem, żeby tak ważny moment w życiu zapamiętać na zawsze. Dużo pomogli mi moi przyjaciele, zapaśnicy - Dawid Klimek i Norbert Daszkiewicz, którzy od A do Z zaplanowali cały spektakl.

Hala była pełna. Na mecz przyjechała moja rodzina i znajomi. Wygrałem swój pojedynek i rozpocząłem swoje show. Spiker przekazał mi mikrofon, a ja na poczekaniu wymyślałem słowa płynące od serca. Na początku Justyna była przekonana, że chce jej tylko podziękować, że zawsze jest ze mną w trudnych chwilach, a przede wszystkim akceptuje fakt, że blisko dwieście dni w roku jestem poza domem. Potem jednak, kiedy podarowałem jej kwiaty i pierścionek nie mogła opanować wzruszenia. - Tak - odpowiedziała, a mi kamień spadł z serca, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Obecnie jesteśmy po ślubie, a w listopadzie na świat przyjdzie nasze dziecko. Szykuję się do najważniejszego egzaminu w życiu, czyli po raz drugi zostania ojcem. Z poprzedniego związku mam już córeczkę Kaję, którą bardzo kocham. Teraz na świat przyjdzie chłopczyk, Kacperek.

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Kto powinien być wiceprezydentem Wrocławia "z Nowoczesnej"?




Oddanych głosów: 257