zamknij

Sport

Kolejny mecz, kolejny brak zwycięstwa. Piłkarski Śląsk tylko remisuje z Wisłą Płock

2021-03-20, Autor: Bartosz Królikowski

Chęci nie brakowało, ale konkretów znów jak na lekarstwo. Piłkarze Śląska Wrocław zremisowali na własnym stadionie z Wisłą Płock 0:0. To ich trzeci mecz z rzędu bez wygranej.

Po rozczarowującym, wyszarpanym w ostatnich minutach remisie ze słabiutką Cracovią, piłkarze Śląska znów stanęli przed meczem prawdy. Meczem który dla trenera Lavicki mógł się okazać ostatnim, gdyż pogłoski o jego zwolnieniu odżyły ze zdwojoną siłą. Gdy wcześniej wrocławianie znaleźli się w takiej sytuacji, udało im się ją nieco załagodzić wygrywając u siebie z Pogonią Szczecin. Ale dwa następne mecze bez zwycięstwa (porażka z Legią i remis w Krakowie) znów podrażniły rany. Wszakże nikt tu nie może i nie zamierza zapomnieć, że 2021 rok w Ekstraklasie to dla WKS-u wciąż 1 zwycięstwo i tylko 4 strzelone gole.

Reklama

Ich płoccy rywale rundę wiosenną zaczęli świetnie, od dwóch zwycięstw z Zagłębiem Lubin oraz Lechem Poznań. Ale później nastąpiło wyhamowanie i seria 5 meczów bez wygranej. Ostatnio ich największym problemem było utrzymanie prowadzenia. Trwonili je w tym okresie 3 razy, za każdym tracąc gole w drugiej połowie. Do Wrocławia przyjechali natomiast osłabieni brakiem lidera defensywy Alana Urygi, który pauzował za kartki.

Zmian w składzie WKS-u było znacznie więcej, bowiem aż cztery, co dla trenera Lavicki nie jest rzeczą powszechną. Przede wszystkim po raz pierwszy od 20 listopada i meczu z Lechią Gdańsk (2:3) w wyjściowej jedenastce Śląska zabrakło Bartłomieja Pawłowskiego, który zasiadł na ławce. Jego miejsce zajął Marcel Zylla, który błysnął asystą przy golu w meczu z Cracovią. Do składu wskoczył także strzelec ów gola Fabian Piasecki w miejsce Erika Exposito. Zmian nie uniknęła także obrona. Do zdrowia powrócili Israel Puerto oraz Guillermo Cotugno, zamiast Piotra Celebana oraz Łukasza Bejgera. Co ciekawe WKS w tym meczu na ławce nie miał… ani jednego nominalnego obrońcy. Nawet bocznego.

Wrocławianie całkiem solidnie weszli w mecz. Częściej byli przy piłce, zakładali pressing (może nie wysoki, ale był doskok do rywala) i znacznie częściej rozgrywali na połowie Wisły, niż Nafciarze na ich połowie. Aktywni byli Dino Stiglec i Robert Pich, którzy szukali podaniami Fabiana Piaseckiego, ale napastnik Śląska dokładne dogranie dostał tylko raz, minimalnie pudłując główką obok słupka.

Jednakże sam fakt posiadania piłki nic nie daje, jeśli nie potrafi się zrobić z nią czegoś konkretnego. A jeśli chodzi o sytuacje bramkowe no to tu już była bieda aż piszczało po obu stronach. Krzysztofa Kamińskiego to jeszcze ładnym strzałem z ok. 30 metrów sprawdził Patryk Janasik, ale Matus Putnocky przez większość czasu mógł co najwyżej popatrzeć. Wszakże Wisła nawet gdy zbliżała się do jego bramki, to piłkę z reguły wybijali obrońcy, a jak nie to leciała po kiepskim strzale gdzieś wysoko w trybuny. Jeszcze przed przerwą kontuzji doznał Marcel Zylla, którego zastąpił Mateusz Praszelik, ale jego wejście niewiele wniosło. Jedną groźną kontrę Wisły po fatalnym podaniu, którą na jego szczęście rywale kompletnie spartaczyli.

Tuż przed przerwą płocczanie byli blisko prowadzenia. Świetną wrzutkę Mateusza Szwocha finalizował Patryk Tuszyński, ale znakomicie interweniował Putnocky. Dzięki Słowakowi WKS do szatni schodził bezbramkowo remisując.

Po powrocie na boisko już w pierwszym kwadransie drugiej połowy oba zespoły mogły mieć po golu. Ale najpierw Fabianowi Piaseckiemu zabrakło centymetrów by spotkać się z piłką w polu karnym, a kilka minut później strzał z paru metrów Tuszyńskiego świetnie nogami odbił Putnocky. W 68. Minucie znakomitą okazję miał Robert Pich. Słowak wyszedł sam na sam z Kamińskim, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem, próbował jeszcze położyć bramkarza rywali, ale ostatecznie golkiper Wisły złapał piłkę.

Inicjatywa była, ale sposobu z gry nie było. Śląsk w drugiej połowie znów dominował, lecz wciąż niewiele z tego wynikało. Ich akcje prędzej czy później się wysypywały. Blisko było po rzucie rożnym, gdy w 76. minucie silny strzał głową Marka Tamasa obronił Kamiński. W końcówce WKS zdecydowanie przeważał. Wrocławianie wcisnęli Wisłę Płock niemal we własne pole karne, ale mimo wielu podań i dośrodkowań, nie znalazł się nikt, kto umieściłby piłkę w siatce. WKS ten mecz tylko bezbramkowo zremisował.

Śląskowi w tym meczu na pewno nie można było odmówić zaangażowania, zwłaszcza w końcówce. Ale niestety formy i jakości czysto piłkarskiej dzisiaj po obu stronach brakowało. Robert Pich zepsuł znakomitą okazję sam na sam, Piasecki często mijał się z piłką, a Marka Tamasa zatrzymał Krzysztof Kamiński. To nie był najgorszy mecz Śląska, ale na pewno nie przekonujący, że coś tu się zaczyna zmieniać na lepsze, bowiem z całym szacunkiem, ale mecze z drużynami jak Wisła Płock i to domowe po prostu trzeba wygrywać.

Teraz czas na przerwę reprezentacyjną. Po niej natomiast WKS 5 kwietnia o 17:30 zagra na wyjeździe z Jagiellonią Białystok.

Śląsk Wrocław – Wisła Płock 0:0

Gole:

Śląsk: Putnocky – Cotugno, Puerto, Tamas, Stiglec – Musonda (46. Pawłowski), Janasik, Scalet, Pich (81. Sobota), Zylla (35. Praszelik) – Piasecki (65. Exposito)

Wisła: Kamiński – Vallo, Michalski, Rzeźniczak, Cabezali – Kocyła (78. Lewandowski), Rasak, Lesniak, Szwoch, Adamczyk (57. Wolski) – Tuszyński (78. Gjertsen)

Żółte kartki: Stiglec, Puerto, Janasik (Śląsk)

Sędzia: Daniel Stefański

 

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jaką nazwę powinien nosić skwer przy Zakładzie Karnym przy ul. Kleczkowskiej?




Oddanych głosów: 489