zamknij

Sport

Nowy sezon, ta sama historia. Śląsk Wrocław w kiepskim stylu odpada z Pucharu Polski

2020-08-16, Autor: Bartosz Królikowski

Regulaminowe 90 minut bardzo kiepskie, dogrywka tylko trochę lepsza, ale te karne… . Śląsk Wrocław drugi rok z rzędu zaczął przygodę z Pucharem Polski w Łodzi i tam też ją skończył. WKS przegrał z ŁKS-em po rzutach karnych (2:2 w meczu i 1:4 w karnych) i odpadł w 1/32 Pucharu Polski.

Reklama

Po wyjątkowo krótkim okresie przygotowawczym, pozbawionym chociażby sparingów, Śląsk rozpoczynał sezon wyjątkowo od rywalizacji w Pucharze Polski. Rywalizacja w tych rozgrywkach w ostatnich latach była dla WKS-u raczej przykrym doświadczeniem. Choćby w zeszłym sezonie przegrali już w 1/32 finału w… Łodzi, tyle że z Widzewem.

Tym razem jednak trener Lavicka wystawił mocny skład, z kilkoma zawodnikami, których zapewne zobaczymy za tydzień na inaugurację ligi z Piastem Gliwice. Wśród nich był chociażby powracający do Śląska po latach za granicą, były reprezentant kraju Waldemar Sobota. Spośród nowych zawodników, w wyjściowej jedenastce ujrzeliśmy także napastnika Fabiana Piaseckiego, króla strzelców 1. Ligi w zeszłym sezonie.

Do składu powrócił natomiast Wojciech Golla. W przerwie zimowej w ubiegłym sezonie doznał on bardzo poważnej kontuzji kolana, która trzymała go poza boiskiem przez całą rundę wiosenną. Natomiast a propos kontuzji, z tego właśnie powodu w meczowej osiemnastce wrocławian zabrakło Krzysztofa Mączyńskiego. Kapitan WKS-u uszkodził łąkotkę, a zabieg kolana który przez to przeszedł, wykluczy go z gry na około miesiąc.

Tempo spotkania od początku nie było zachwycające, ale to akurat było zrozumiałe, zważywszy na to, że był to pierwszy mecz sezonu. Żadna z drużyn nie forsowała tempa, ale już w 6. minucie w polu karnym Śląska doszło do bardzo dużej pomyłki Lubambo Musondy. Zambijczyk źle przyjął sobie piłkę, a dobiegając do niej, kopnął rozpędzonego Jakuba Wróbla. Sędzia spotkania skonsultował tą sytuację z wozem VAR, sam obejrzał tą sytuację na powtórce, a potem podyktował rzut karny dla gospodarzy. Antonio Dominguez pewnym strzałem dał ŁKS-owi niespodziewane prowadzenie. Zdobyty gol podziałał na gospodarzy mobilizująco i już w 14. Minucie mogło być 2:0. Wróbel znalazł się z piłką w polu karnym, na dodatek niepilnowany, ale jego strzał świetnie obronił Matus Putnocky. Pierwszy kwadrans meczu zdecydowanie dla ŁKS-u, Śląsk jak dotąd był kompletnie zagubiony. Aż do osiemnastej minuty trzeba było czekać na jakąkolwiek okazję dla Śląska, ale Piotr Samiec-Talar stojąc kilka metrów przed bramką, tak długo zwlekał z oddaniem strzału, że zablokował go Jan Sobociński.

To nie zmienia jednak faktu, że najlepszym piłkarzem WKS-u w pierwszej połowie był Matus Putnocky. Słowak w kolejnych minutach zaliczył dwie bardzo dobre interwencje, kolejno po strzałach Pirulo oraz Adama Ratajczyka. Obrońcy wrocławian nie stanowili dla ŁKS-u zbyt wielkiej przeszkody. Musiało minąć ponad pół godziny, aby wrocławianie się jakkolwiek przebudzili. W 35. Minucie Dino Stiglec dograł piłkę na głowę Fabianowi Piaseckiemu, ale ten minimalnie się pomylił. Cały czas pełne ręce roboty miał mimo to Putnocky. W 41 minucie znakomitą sytuację miał Dragoljub Srnić, ale kolejną kapitalną interwencją popisał się słowacki bramkarz.

Śląsk w pierwszej połowie niespecjalnie potrafił sam sobie pomóc, to pomogli mu… rywale. Konkretnie Maciej Dąbrowski, który w 44. minucie w prostej sytuacji nie trafił głową w piłkę, co wykorzystał Robert Pich. Słowak dopadł do sprezentowanej piłki i pokonał kompletnie zaskoczonego błędem swojego kolegi Arkadiusza Malarza. WKS wyrównał, a ŁKS przypomniał dlaczego z taki hukiem zleciał w ubiegłym sezonie z Ekstraklasy.

Cóż, powiedzieć że w drugiej połowie niewiele się działo, to jest bardzo uprzejme określenie sytuacji. Jedynym wartym uwagi wydarzeniem był uraz Dino Stigleca w 50. Minucie, który zmusił do zejścia z boiska i dał szansę debiutu Patrykowi Janasikowi. ŁKS próbował głównie prostopadłych podań, które z reguły zapowiadały się nieźle, ale przez nieporadność łodzian nie dawały ostatecznie niczego ciekawego. Śląsk z kolei polegał przede wszystkim na dośrodkowaniach i polowaniu na błędy rywali. Dopiero w ostatnich minutach wrocławianie zatrudnili Arkadiusza Malarza. Doświadczony bramkarz najpierw wybronił główkę Piotra Celebana, a potem z dużym trudem techniczny strzał Jakuba Łabojki. Jednak mimo to najlepszym podsumowaniem tej części meczu był Sebastian Bergier, który się w pewnym momencie poślizgnął na piłce… . Wynik rzecz jasna się nie zmienił, a widzów czekała dogrywka, czyli dodatkowe 30 minut emoc… gry.

Co się Piotrowi Celebanowi nie udało pod koniec drugiej połowy, wyszło mu na początku pierwszej części dogrywki. W 95. minucie obrońcy ŁKS-u kompletnie nie pokryli go przy rzucie rożnym, a piłkę posłaną w pole karne przez Mateusza Praszelika, doświadczony defensor silnym strzałem głową umieścił w siatce. Po zdobytym golu, Śląsk niemal całkowicie oddał piłkę ŁKS-owi, który bardzo nieporadnie próbował konstruować swoje ataki. W 112. minucie taka bierność ofensywna mogła się zemścić, gdy z kilku metrów głową bardzo dobrze uderzał Kelechukwu Ebenezer. Jednak Matus Putnocky nie stracił ani krzty formy z poprzedniego sezonu i kolejną fantastyczną interwencją uratował Śląsk. Wydawało się, że tu już się nic nie wydarzy. Że ŁKS jest zbyt słaby, aby coś zrobić. Otóż nie. W 120 minucie łodzianie rozpoczęli grę z autu na wysokości pola karnego, piłka odbiła się najpierw od obrońcy Śląska, potem od Macieja Dąbrowskiego i trafiła do Piotra Gryszkiewicza. Młody zawodnik ŁKS-u pewnie wykończył akcję i doprowadził do wyrównania, a zarazem do serii rzutów karnych.

Karne:

Wolski – gol i 1:0 dla ŁKS-u

Sobota – gol i 1:1

Corral – gol i 2:1 dla ŁKS-u

Praszelik – X (Malarz broni)

Dąbrowski – gol i 3:1 dla ŁKS-u

Golla – X (fatalne pudło)

Sobociński – 4:1 i ŁKS wygrywa

ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław 2:2 (4:1 w rzutach karnych)

Gdyby nadchodzący sezon PKO Ekstraklasy w wykonaniu Śląska był filmem, a ten mecz jego trailerem, osobiście nie poszedłbym do kina. Chyba że dla Matusa Putnockiego, bo oglądanie jego interwencji to czysta przyjemność. Ten mecz rodzi pytanie - czy ŁKS to na pewno drużyna przed którą należy się głównie bronić i polować na błędy? Bo to właśnie robił Śląsk. Ta sama drużyna, którą w ostatnim ich spotkaniu rozwalił 4:0, która zleciała z Ekstraklasy z potwornym hukiem, która sama właściwie pomagała Śląskowi strzelać gole swoimi błędami. Przed takim zespołem WKS głównie się bronił. Pierwsza połowa, zjadliwa, druga połowa… bez komentarza. Dogrywce pomogło to, że Śląsk szybko strzelił gola, ale wtedy znowu. Znów wrocławianie się cofnęli, oddali inicjatywę ŁKS-owi i zostali ukarani. Na dodatek okazało się, że strzelanie karnych również było dziś ponad ich możliwości i ktoś musi im zorganizować dodatkowy trening tego elementu. Szkoda jedynie Matusa Putnockiego, który nawet w serii karnych dobrze wyczuwał rywali, ale ci strzelali zbyt precyzyjnie.

Po raz kolejny Puchar Polski pozostanie smutnym wspomnieniem dla kibiców Śląska. Aż kusi żeby powiedzieć, że skoro w zeszłym roku przegrali wyraźnie z drugoligowcem, w tym roku minimalnie przegrali z pierwszoligowcem, to chyba w przyszłym muszą się zmierzyć z kimś z Ekstraklasy i wtedy wygrają. Tak czy inaczej, Śląsk Wrocław znów w PP wywalił się na pierwszej przeszkodzie. Natomiast kibice zamiast dobrego sygnału ud drużyny, dostali tylko solidne powody do obaw.

Inauguracja sezonu PKO Ekstraklasy już w sobotę 22 sierpnia. Wtedy o 17:30 Śląsk zmierzy się na własnym stadionie z Piastem Gliwice.

Gole:

1:0 – Antonio Dominguez 8’(K)

1:1 – Robert Pich 44’

1:2 – Piotr Celeban 95’

2:2 – Piotr Gryszkiewicz 105’

ŁKS: Malarz – Wolski, Dąbrowski, Sobociński, Klimczak – Dominguez (80. Sajdak), Srnić, Rozwandowicz (46. Tosik), Pirulo, Ratajczyk (82. Ebenezer) – Wróbel

Śląsk: Putnocky – Musonda, Golla, Celeban, Stiglec (50. Janasik) – Sobota, Łabojko, Łyszczarz (62. Praszelik), Pich (105. Makowski), Samiec-Talar (79. Boruń) – Piasecki (79. Bergier)

Żółte kartki: Putnocky (Śląsk) – Tosik, Pirulo, Dąbrowski (ŁKS)

Wielkie wydarzenia i sukcesy wrocławskiego sportu. Przekonaj się ile pamiętasz [QUIZ]

Wielkie wydarzenia i sukcesy wrocławskiego sportu. Przekonaj się ile pamiętasz [QUIZ]

Na przestrzeni lat, wrocławski sport wielokrotnie zaznał smaku sukcesu. Zarówno indywidualni sportowcy jak i całe drużyny przywoziły medale z przeróżnych imprez od lekkoatletyki i pływania, przez sport osób niepełnosprawnych, aż po piłkę nożną czy koszykówkę. Oto quiz sprawdzający ile pamiętamy z najważniejszych wydarzeń i sukcesów w sportowym życiu Wrocławia.

Rozwiąż quiz

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy wrocławskie taksówki są za drogie?




Oddanych głosów: 469