zamknij

Sport

Pechowy remis w przygnębiającej ciszy. Śląsk dzieli się punktami z Lechem

2019-12-14, Autor: Bartosz Królikowski

Było blisko, ale blisko to w futbolu za daleko. Śląsk Wrocław zremisował na własnym stadionie z Lechem Poznań 1:1, w meczu przy pustych trybunach (kara za pirotechnikę na meczu z Legią). Wrocławianie mogą mówić o sporym pechu, jako że aż dwa ich gole zostały anulowane z powodu spalonego, a sami stracili prowadzenie w ostatnim kwadransie.

Granie przy pustych trybunach to rzadkie, ale bardzo mało przyjemne dla piłkarza doświadczenie. Decyzja dolnośląskiego wojewody była jednak taka, a nie inna, i zawodnicy Śląska musieli się z tym zmierzyć. Na pewno jednak mieli wciąż dodatkową motywację, by zrehabilitować się za wysoką porażkę z Legią. Ich rywale, Lech Poznań, pozostawał w lidze niepokonany od 25 października, a trzy ostatnie mecze rozstrzygnęli na swoją korzyść. Zadanie było zatem trudne, ale w tym sezonie nie takie drużyny w nie takiej formie rozbijały się o Stadion Wrocław jak o ścianę.

Reklama

Senna atmosfera spowodowana brakiem kibiców udzieliła się na początku piłkarzom obu drużyn. Przez pierwsze dwadzieścia minut zasadniczo żadna z ich nie stworzyła sobie dobrej sytuacji. Takową miał dopiero w 21. Minucie Śląsk. Przemysław Płacheta przejął piłkę na własnej połowie i popędził na bramkę rywali, a następnie znakomicie wystawił ją Robertowi Pichowi. Słowak jednak nie trafił w brakę i zmarnował znakomitą szansę. Skuteczności zabrakło też 4 minuty później Mateuszowi Cholewiakowi, który choć ładnie opanował piłkę w polu karnym, to w sytuacji sam na sam trafił prosto w bramkarza rywali.  Zastępujący w roli „dziewiątki” Erika Exposito Cholewiak, zrehabilitował się już po dwóch minutach. Otrzymał on wtedy idealne podanie od Picha i tym razem nie pomylił się, umieszczając futbolówkę pod poprzeczką.

Śląsk od tego momentu przejął kontrolę nad meczem i nie dawał Lechowi okazji do kontry. Wrocławianie sami za to po raz drugi trafili do bramki poznaniaków. Zrobił to w 38. minucie Michał Chrapek z kilku metrów po podaniu Płachety, jednak gol nie został uznany, bowiem pomocnik WKS-u znajdował się na spalonym. Lech natomiast próbował stworzyć sobie jakąkolwiek sytuację, ale szło mu to bardzo topornie. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.

Już na początku drugiej części spotkania znakomitą okazję do zdobycia gola miał Robert Pich, który najlepiej odnalazł się w polu karnym, ale z bliskiej odległości nie trafił w bramkę. Śląsk wciąż był aktywniejszy w ataku. Swoją okazję w 52. minucie miał Cholewiak, ale spudłował głową z kilku metrów. Przyszedł jednak taki moment, że Lech doszedł w końcu do głosu. Symbolem tego była sytuacja z 61. minuty, gdy w słupek trafił Pedro Tiba, a obrońcom wrocławian w ostatniej chwili udało się zablokować dobitkę Christiana Gytkjaera.

Piłkarze Vitezslava Lavicki mimo słabszych chwil nie ustawali w dążeniach do powiększenia przewagi. W 72. minucie dopięli swego. Na chwilę. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w polu karnym najlepiej odnalazł się Cholewiak i pewnym strzałem zdobył swojego drugiego gola. To jednak nie był koniec tejże akcji, ponieważ sędziowie VAR mieli wątpliwości czy nie było spalonego. Ostatecznie uznali, że ta bramka została zdobyta prawidłowo i tym samym unieważnili już drugie trafienie Śląska w tym meczu. Jakby wrocławianie mieli mało pecha, to jeszcze w 84. minucie stracili gola. Ich katem okazał się Darko Jevtić, który oddał idealny strzał z rzutu wolnego. Matus Putnocky wyciągnął się, ale nie był w stanie sięgnąć piłki.

Choć mogło się wydawać, że gol wyrównujący tylko zwiększy emocje w końcówce, rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Żadna z drużyn nie dała już rady rozmontować defensywy rywala. Mecz w ciszy zakończył się remisem, który oceniając po przebiegu spotkania, może bardziej zadowalać gości.

Śląsk nie powrócił w tym meczu na zwycięską ścieżkę. Owszem, wrocławianie mieli pecha, wszakże sędziowie anulowali im dwa gole. Gdyby choćby Robert Pich czy Mateusz Cholewiak byli skuteczniejsi, nie miałoby to znaczenia. Nie sposób jednak nie pochwalić Cholewiaka, który może nie wykorzystał wszystkich dobrych okazji, ale je miał. Był aktywny i dobre poradził sobie na nie swojej pozycji, a nawet można stwierdzić, że w trakcie tego jednego meczu, miał on więcej sytuacji niż Erik Exposito przez kilka poprzednich.

Remis nie pozwoli Śląskowi awansować na pozycję lidera. Wyprzedzili oni tylko Cracovię, która jeszcze rozegra swój mecz w tej kolejce. Ostatnie spotkanie przed przerwą zimową Śląsk rozegra właśnie z zespołem „Pasów”, w piątek 20 grudnia o 18 na stadionie w Krakowie.

Po meczu powiedzieli:

Vitezslav Lavicka (trener Śląska): Lech pokazał jakość, ale my zagraliśmy przyzwoity mecz. Dobrze organizowaliśmy swoją grę. Nie udało nam się podwyższyć prowadzenia i sami straciliśmy bramkę, bo taki jest futbol. Żałujemy, że nie udało się wygrać, tym bardziej, że zawodnicy wykonali dobrą pracę.

Mateusz Cholewiak zagrał bardzo dobry mecz. Wykonał dużą pracę, był efektywny i szkoda, że ten drugi gol nie został uznany. Płacheta popełnił oczywiście błąd przy rzucie wolnym, z którego Lech strzelił gola. Jednak to się zdarza, szczególnie młodzieżowcom. Przemek płakał potem w szatni przez to, ale wszyscy daliśmy mu wsparcie, a później na spokojnie przeanalizujemy ten mecz.

Dariusz Żuraw (trener Lecha): To był dziwny mecz przy takich pustych trybunach. Mieliśmy dobry początek, ale potem oddaliśmy inicjatywę i mieliśmy szczęście, że do przerwy straciliśmy tylko jedną bramkę. Udało nam się w końcówce zdobyć gola, ale muszę stwierdzić że to był szczęśliwy remis. Mieliśmy kilka słabszych ogniw, Śląsk lepiej operował piłką i na pewno przeanalizujemy ten mecz oraz wyciągniemy wnioski.

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:1

1:0 – Mateusz Cholewiak 26’
1:1 – Darko Jevtić 84’
Śląsk: Putnocky – Dankowski, Puerto, Golla, Stiglec – Pich (84. Łabojko), Żivulić, Mączyński, Chrapek (76. Gąska), Płacheta (88. Samiec-Talar) – Cholewiak
Lech: Van der Hart – Satka, Rogne, Dejewski, Kostewycz – Amaral (74. Puchacz), Muhar (72. Tomczyk), Tiba (82. Moder), Jevtić, Jóźwiak – Gytkjaer
Żółte kartki: Mączyński, Samiec-Talar - Tiba
Sędzia: Tomasz Musiał
Widzów: 0 

Czy uważasz, że całkowite zamknięcie stadionu po wybrykach kibiców z fajerwerkami to dobra decyzja?




Oddanych głosów: 2565

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Wrocławski Bazar Smakosza powinien być teraz organizowany?




Oddanych głosów: 111