Sport

Pewne zwycięstwo Śląska nad nieskutecznym Lechem Poznań

2013-09-14, Autor: Łukasz Maślanka
Gdyby w piłce nożnej premiowano zmarnowane sytuacje, piłkarze Lecha Poznań za mecz ze Śląskiem Wrocław otrzymaliby pewnie z pięćdziesiąt punktów. Na szczęście w futbolu liczą się celne strzały do bramki. A w tym elemencie Śląsk zaprezentował się znacznie lepiej i zasłużenie pokonał Lecha 2:0.

Reklama

Przed sobotnim meczem lewa strona jedenastki Śląska raziła w oczy smutną pustką. Kontuzjowany jest bowiem Amir SpahićSylwester Patejuk, a Mariusz Pawelec z braku laku musiał wystąpić w tym meczu na pozycji stopera. Dlatego trener Stanislav Levy na tej flance boiska mógł liczyć tylko na Dudu. Wydawało się więc, że czeski szkoleniowiec nie będzie miał czym zaskoczyć rywala. Ale Levy pokusił się o niespodziankę, na prawym skrzydle wystawiając Tomasza Hołotę. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, ale po kolei.
Śląsk ułożył mecz po swojej myśli w pierwszej połowie. Początkowe minuty gry upłynęły na wzajemnym badaniu mocy rywala w tym spotkaniu, piłkarze potrafili skonstruować w miarę klarowne akcje, ale na gole trudno byłoby im je przełożyć. We wrocławskim zespole niewidoczny był Sebastian Mila, a odcięty od podań “Milowego” Marco Paixao krążył nieco bezradnie między stoperami Lecha, czyhając na dobrą piłkę. Aż nadeszła 23. minuta i Śląsk, nieco niespodziewanie, zadał Lechowi pierwszy cios. Wtedy Dudu ośmieszył prostym zwodem Tomasza Kędziorę i świetne dośrodkował w pole karne, a tam Hołota popisał się efektowną “główką” i pokonał Krzysztofa Kotorowskiego.
 
Po stracie gola poznaniacy nie stracili rezonu i zaczęli mocno naciskać na Śląsk. Wrocławianie jednak w obronie prezentowali się nieźle, imponując koncentracją, ale też walecznością. Piłkarze obu ekip nóg odstawiać nie zamierzali i przez kilka minut atmosfera na boisku gęstniała. Aż wreszcie doszło do małej eksplozji. Łukasz Trałka ostro zaatakował Dudu, ale sędzia kazał grać dalej. Brazyliczyk po chwili oddał pomocnikowi Lecha solidnego kuksańca, za co zresztą zobaczył żółty kartonik. A po chwili Tomasz Kędziora zachował się tak, jakby pomylił piłkarskie boisko z areną do wschodnich sztuk walki. Skacząc do “główki”, bez pardonu uderzył łokciem Dudu. Na boisku się zakotłowało, doszło do przepychanki, a co ciekawe - sprawca całego zamieszania otrzymał tylko żółtką kartkę, podobnie jak zapalczywi w wyjaśnianiu spornej sytuacji obaj bramkarze. Rozpalone głowy kilka minut później ostudził Marco Paixao. W 41. Portugalczyk poczarował nad piłką na linii pola karnego i dostrzegł, że obrońcy Lecha nie bardzo mają ochotę mu przeszkadzać. I sprytnym, technicznym strzałem posłał piłkę do poznańskiej bramki.
 
W przerwie poznaniacy powiedzieli sobie pewnie sporo męskich słów, zagrzewając się do walki. Bo na boisko wyszli wyraźnie rozjuszeni. I przez mniej więcej kwadrans bramka Śląska przeżywała niemal oblężenie. Ale celowniki piłkarzy Lecha były w sobotni wieczór ewidetnie rozgregulowane. Bo jak też inaczej rozumieć sytuację, kiedy Bartosz Ślusarski w sytuacji sam na sam z Gikiewiczem nie trafia w piłkę? A jego koledzy z zespołu też celowali chwilami wręcz Panu Bogu w okno. Szymon Pawłowski w ciągu kilku minut strzelał kilka razy - za każdym razem niecelnie. Strzelał też Georgi Lovrencsics, próbował Daylon Claasen, ale ich próby też były daremne.
 
Im bliżej było końca meczu, tym częściej to wrocławianie atakowali. Śląsk odparł napór Lecha, za to poznaniacy nieco opadli z sił. I sami musieli uważać, aby nie stracić kolejnej bramki. Sporo pracy Kotorowski miał zwłaszcza po strzałach z dystansu Sebino PlakuTomasza Hołoty. W końcówce Lech po raz kolejny groźnie zaatakował, ale po strzale Łukasza Teodorczyka piłka minęła o centymetry słupek bramki wrocławian.
 
Po zwycięstwie nad Lechem, Śląsk awansował na piąte miejsce w ligowej tabeli, po raz pierwszy w tym sezonie meldując się w tej części stawki, która w drugiej rundzie rozgrywek będzie walczyła o medale. To pierwsza pozytywna informacja po meczu z “Kolejorzem”. Druga zaś to świetny występ Tomasza Hołoty. Ten pozyskany przez Śląsk w lecie młody piłkarz dotychczas grał na pozycji defensywnego pomocnika. Przerzucony z przymusu na skrzydło popisał się golem, a także dużym sercem do walki. Nie było dla niego straconych piłek, a braki w umiejętnościach potrzebnych do gry na skrzydle nadrabiał walecznością. I z pewnością można uznać go za jedną z kluczowych zawodników Śląska w tym spotkaniu.
 
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2:0 (2:0)
Bramki: Hołota (23.), Paixao (41.).
 
Śląsk Wrocław: Gikiewicz - Ostrowski, (84. Socha), Pawelec, Kokoszka, Dudu - Hołota, Stevanović, Kaźmierczak, Mila, Plaku (90. Przybylski) - Paixao (90. Więzik).
Lech Poznań: Kotorowski - Kędziora, Wołąkiewicz, Arboleda, Henriquez - Lovrencsics (60. Pawłowski), Trałka, Linetty (70. Ubiparip), Hamalainen, Claasen - Ślusarski (82. Teodorczyk).
 
Żółte kartki: Plaku, Dudu, Gikiewicz, Socha - Linetty, Kędziora, Kotorowski.
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).
 
Widzów: ok. 19 tys.
Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~prezes1465 2013-09-15
    08:46:35

    1 0

    Bardzo jestem ciekaw co robią trenerzy i za co biorą pieniądze w drużynach trampkarzy, juniorów WKS Śląsk że od lat w pierwszej kadrze zespołu jest tak mało jego wychowanków czy naprawdę nie ma talentów wśród młodych ludzi czy też trenerzy są ślepi i do dupy.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1238