Sport

Śląsk lepszy w meczu przyjaźni - pokonał Lechię Gdańsk 1:0

2014-04-12, Autor: ŁM
Lechia Gdańsk musiała wygrać we Wrocławiu, by zapewnić sobie prawo gry o medale ekstraklasy. Piłkarze Śląska okazali się jednak mało gościnni i wyrozumiali dla potrzeb zaprzyjaźnionej ekipy, wygrali 1:0 i zakończyli rundę zasadniczą ligi na dwunastym miejscu. Dodajmy, że było to pierwsze zwycięstwo Śląska na własnym stadionie od... października ub.r. Teraz na wrocławskich piłkarzy czeka bardzo trudne zadanie - mają do rozegrania jeszcze siedem meczów i muszą się utrzymać w ekstraklasie.

Reklama

Rundę zasadniczą Ekstraklasy piłkarze Śląska Wrocław zakończyli na miejscu nr 12 w tabeli. Dzięki zwycięstwu z Lechią Gdańsk wrocławianie rzutem na taśmę wyprzedzili Piasta Gliwice i zapewnili sobie przywilej rozegrania większej liczby meczów na własnym stadionie w drugiej rundzie sezonu. We Wrocławiu zobaczymy zatem raz jeszcze Zagłębie Lubin, Widzew Łódź, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Cracovię. Wszystko to ligowi słabeusze i nie takiego końca sezonu oczekiwano we Wrocławiu. Śląsk miał się bić o medale, a musi walczyć o utrzymanie w ekstraklasie. I nie będzie to łatwe zadanie, bo po rundzie zasadniczej dorobek każdego zespołu podzielono na pół, z zaokrągleniem w górę. Teraz Śląsk ma 17 pkt., a więc tylko dwa więcej niż zajmujące przedostatnie miejsce w tabeli Zagłębie Lubin. Ale fakty są faktami i wrocławscy piłkarze jeszcze nie mogą spocząć. Tyle dobrego, że w meczu z Lechią zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego momentami prezentował się tak, iż o jego byt w ekstraklasie można być w miarę spokojnym.
Na mecz z Lechią trener Śląska Tadeusz Pawłowski wystawił jedenastkę nieco inną niż ta, którą posłał w bój w poprzednim meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W obronie Juana Calahorro zastąpił Rafał Grodzicki, Krzysztof Ostrowski wskoczył do składu w miejsce Dudu, kontuzjowanego Dalibora Stevanovicia zastąpił Lukas Droppa, a zamiast Mateusza Machaja na skrzydle walczył Flavio Paixao. Z tego grona najlepiej spisał się Droppa, który zaliczył debiut w pierwszym składzie Śląska i był to debiut okazały. Czech walczył za trzech, rozbijał ataki rywala, próbował rozgrywać, nie odstawiał nogi, zaliczył kilka dobrych podań. Do końca meczu na boisku nie dotrwał, bo zaangażowanie przypłacił skurczami mięśni i został zmieniony, ale jego występ mógł się podobać i wiele wskazuje na to, że z Czecha Śląsk będzie miał sporo pożytku. Rozczarował za to Flavio Paixao, który zmarnował dwie świetne sytuacje. Ale po kolei.
 
Śląsk nieźle wszedł w to spotkanie i szybko zaczął przeważać. Piłkarze Lechii sprawiali wrażenie nieco “dociążonych” stawką spotkania. Musieli bowiem w idealnym wariancie wygrać we Wrocławiu, a w najgorszym zremisować. Porażka skazywała ich bowiem na nerwowe wyczekiwanie na wieści z Kielc, gdzie Korona podejmowała goniącą Lechię Cracovię i z Białegostoku, gdzie też marząca o ósemce Jagiellonia grała z Piastem Gliwice. I to gospodarze poczynali sobie pewniej na boisku. Tyle, że Śląsk nie potrafił przekuć tego, że częściej był przy piłce, w klarowne sytuacje bramkowe. Najlepszą sytuację wrocławian zaprzepaścił Flavio Paixao, który ładnie przymierzył z woleja, ale bramkarza Lechii Mateusza Bąka zaskoczyć nie zdołał. Goście najbliżej zdobycia gola byli zaś w trzydziestej minucie gry. Wtedy Piotr Grzelczak sprytnie posłał piłkę wzdłuż linii bramkowej, czyhał tam już jak lis na lukę w zabezpieczeniach kurnika Patryk Tuszyński, ale w ostatniej chwili Adam Kokoszka posłał piłkę przytomnie i byle dalej od własnej bramki.
 
Początek drugiej połowy ułożył się wyśmienicie dla piłkarzy Śląska. Widać było, że wrocławianie nie zamierzają odpuszczać i czekać na to, co wymyśli Lechia. Pierwszy groźny atak Śląsk wyprowadził kilka minut po wznowieniu gry. Paweł Zieliński świetnie dośrodkował w pole karne, ale Marco Paixao zabrakło dosłownie kilku centymetrów, by sięgnąć piłki i wpakować ją do bramki gdańszczan. Drugiej sytuacji Portugalczyk już nie zmarnował i w 55. minucie, obsłużony przez Sebastiana Milę dobrym dośrodkowaniem z rzutu rożnego, otworzył wynik meczu. I, jak się później okazało, jednocześnie ustalił wynik tego spotkania.
 
Można było się spodziewać, że po stracie gola Lechia zacznie grać aktywniej w ofensywie. Gdańszczanie jednak nie zabrali się do bardziej sprawnego konstruowania ataków. Mieli za to problem z grającym mądrze taktycznie piłkarzami Śląska, którzy dobrze przeszkadzali rywalowi w rozprowadzaniu piłki i grozili kontratakami. Świetnie w takiej grze odnajdywał się Robert Pich, który wszedł na boisko jako rezerwowy i od razu wniósł do Śląska sporo ożywienia. Po jego efektownym podaniu Flavio Paixao mógł podwyższyć prowadzenie swojego zespołu, ale… No właśnie, tutaj trudno powiedzieć coś więcej, bo Portugalczyk mógł pytać bramkarza Lechii, w który róg bramki ma strzelić, ale posłał piłkę obok słupka.
 
Tuż przed końcem meczu niebezpiecznie się zakotłowało pod bramką Śląska, ale ostatecznie sytuację wyjaśnił wrocławski bramkarz Marian Kelemen. Chwilę później z boiska wyleciał Rafał Grodzicki, który obejrzał drugą w tym meczu żółtą kartkę. Gdy stoper Śląska poznał decyzję sędziego, dostał małego ataku furii - odkopnął piłkę, intensywnie gestykulował, ale arbiter pozostał niewzruszony. A Grodzicki, który w meczu z Lechią wrócił do składu po odpokutowaniu kary za nadmiar żółtych kartek, znów będzie musiał odpoczywać właśnie z powodów dyscyplinarnych. Gry z przewagą jednego człowieka Lechia nie zdołała jednak wykorzystać, bo nie dostała nawet takiej szansy. Chwilę po tym, gdy Grodzicki zszedł z boiska, mecz się skończył. Niektórzy piłkarze Lechii padli załamani na murawę, inni nerwowo wyczekiwali wieści z Kielc i Białegostoku. Okazało się jednak, że porażka we Wrocławiu krzywdy im nie zrobiła, bo Cracovia poległa, a “Jaga” tylko zremisowała i to właśnie Lechia zajęła ostatnie, ósme miejsce dające prawo gry o medale. A Śląsk? Wrocławianie już kilka kolejek temu “zapewnili sobie” prawo gry o utrzymanie w Ekstraklasie i dla nich zwycięstwo nad drużyną z Trójmiasta to tylko (lub aż) dodatkowy zastrzyk optymizmu przed siedmioma kluczowymi meczami dobiegającego już końca sezonu.
 
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Bramka: Marco Paixao (55.).
 
Śląsk: Kelemen - Zieliński, Grodzicki, Kokoszka, Ostrowski (46. Dudu) - Flavio Paixao, Hateley, Droppa (77. Calahorro), Mila, Patejuk (63. Pich) - Marco Paixao.
Lechia: Mateusz Bąk - Pietrowski, Janicki, Madera, Leković - Makuszewski, Kostrzewa (79. Pazio), Vranjes, Frankowski (46. Dawidowicz), Grzelczak - Tuszyński.
 
Żółte kartki: Grodzicki, Calahorro - Dawidowicz.
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).
 
Widzów: ok. 18 tys.
Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~Jojko 2014-04-12
    21:37:24

    0 4

    Naprawdę było 18 tysięcy? Może na następnym meczu derbowym z Zagłębiem będzie jeszcze więcej. Szkoda, że tylko walka o utrzymanie...

  • ~Maciej 2014-04-12
    23:10:21

    0 6

    Szkoda, że wygrali :/ Tak to może by spadli i by się skończyła ta farsa z finansowaniem klubu przez miasto.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1246