zamknij

Sport

Sezon z niezwykłym happy-endem. Podsumowanie sezonu piłkarskiego Śląska

2021-05-22, Autor: Bartosz Królikowski

Piłkarze Śląska Wrocław zakończyli zmagania w sezonie 2020/21. Zakończyli je na czwartym miejscu w lidze i grze w europejskich pucharach, osiągając coś, co jeszcze 2-3 tygodnie temu zdawało się uciec na dobre. Jak wyglądał ten sezon Śląska? Kto spełnił oczekiwania, a kto zawiódł? Czy czwarte miejsce dobrze oddaje postawę drużyny na przestrzeni całej kampanii? Czas na podsumowanie!

Reklama

Przyznam się szczerze, tego się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się, że Śląsk Wrocław zakończy sezon w strefie europejskich pucharów. Bym na to pięciu złotych nie postawił po derbach Dolnego Śląska, na dwie kolejki przed końcem, gdy WKS wraz z Zagłębiem dali taki pokaz antyfutbolu i piłkarskiego niczego, że sam diabeł gdyby zechciał potorturować tych co to oglądali, stwierdziłby że on w sumie nic nie musi robić. Ale nasza liga potrafi zaskakiwać jak mało która, a okoliczności w jakich Śląsk się do tych pucharów dostał to idealna puenta. To a także fakt, że wrocławianom wystarczyły 4 wygrane w 14 meczach rundy wiosennej by to osiągnąć i w gruncie rzeczy wiosną punktowali gorzej niż jesienią (23:20). Ale fakty są takie że sposób w jaki to zrobili, ostatecznie nie ma znaczenia. Za styl punktów nie przyznają.

Dla Śląska na pewno był to trudny sezon. Nie tylko ze względu na brak kibiców w większości spotkań. To akurat dokuczało wszystkim. Ale było w nim sporo zawirowań ze zmianą trenera na czele. Zakończył się bowiem projekt „Vitezslav Lavicka”. Czy ta zmiana była dobra? No cóż, to jest klasyczny przykład wypalenia się pewnych schematów i braku pomysłu na zastąpienie ich innymi. Śląsk jesienią jeszcze przypominał ten z sezonu 2019/20. Niezbyt porywający, często zanudzający, ale punktujący dość skutecznie. Szczególnie na własnym boisku. Z drugiej jednak strony, gra na wyjazdach pozostawała fatalna, a Śląsk popełniał te same błędy. Był zbyt bierny, zbyt wycofany. Zespół niby cały czas się rozwijał, ale coraz wolniej i wolniej.

Aż zimą stanął. Jedno zwycięstwo w ośmiu pierwszych meczach rundy wiosennej poskutkowały zwolnieniem trenera Lavicki. Czechowi zabrakło elastyczności, by odejść nieco od swojego typowego stylu. Nie dał piłkarzom tej odrobiny wolności, przez co zaczęli się dusić piłkarsko. Vitezslav Lavicka to bez wątpienia dobry trener, wyniósł Śląsk na wyższy poziom przez 2 lata. Ale po prostu formuła się wyczerpała i zabrakło nowej.

Przybył Jacek Magiera i od razu zaordynował widoczne zmiany. Od nowego ustawienia z trzema obrońcami, przez odważniejsze stawianie na młodych, czego Lavicka nie robił jeśli nie musiał. Śląsk faktycznie zaczął grać nieco inaczej, odważniej, choć oczywiście nie wszystko dobrze działało. Trafił się taki mecz jak ten wspomniany derbowy, że nawet za Lavicki rzadko zdarzały się aż tak nudne, ale ogólnie lepiej się na ten Śląsk patrzyło. Mecz z Podbeskidziem Bielski-Biała (4:3) był absolutnie wspaniały. Niekoniecznie jeśli chodzi o grę w obronie, bo tam obie drużyny się skompromitowały. Ale wojna była niezwykła.

Magiera dołożył też jednego środkowego pomocnika, których w nowym ustawieniu było aż czterech, dwóch ofensywnych i dwóch defensywnych. W praktyce było to bardziej płynne, wiadomo jak jest. Czy to ożywiło często senny środek pola wrocławian? Tak, jak najbardziej. Jeszcze nie w takim stopniu jak może, bo na to trzeba więcej czasu i okresu przygotowawczego, ale widać że dobrze czuł się w nim zwłaszcza Krzysztof Mączyński.

Ostatecznie wystarczyło to wszystko na czwarte miejsce. Czwarte miejsce które WKS „klepnął” remisem ze Stalą Mielec w ostatniej kolejce, a to dzięki porażkom Zagłębia Lubin, Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice. Brzmi absurdalnie? Trochę takie było, ale ponoć szczęście sprzyja lepszym. Prawda jest bowiem taka, że żadna z tych drużyn nie zasługiwała na te puchary bardziej niż druga. Piast miał koszmarny początek sezonu, Lechia kryzys w środku, Śląsk na początku rundy wiosennej, Warta Poznań słabą jesień, a Zagłębie Lubin było niemrawe cały sezon. Zadecydowały ostatnie dwa mecze tak naprawdę. A te najlepsze miał WKS i został nagrodzony.

To było naprawdę dobre

a)     Bramkarze

Zdecydowanie najstabilniejsze i najlepsze co WKS ma w swej kadrze. Przed sezonem do klubu przybył Michał Szromnik, ale nikt raczej nie miał wątpliwości, że to następca Daniela Kajzera, który przesiedział niemal cały poprzedni sezon na ławce, przybity wręcz do niej świetną grą Matusa Putnockiego. Szromnik miał pełnić tą samą rolę, choć oczywiście wciąż naciskać Słowaka. Rzeczywistość okazała się inna. Choć jesienią 28-letni Polak głównie siedział, to gdy dostał szansę w trzech ostatnich meczach, z uwagi na COVID-19 Matusa, pokazał że może być kimś więcej niż doświadczonym zmiennikiem. Kapitalnymi występami z Rakowem, Zagłębiem i Wartą zdestabilizował nieco pozycję Matusa. Wiosną wciąż bronił Słowak, ale gdy doznał kontuzji Szromnik wrócił do bramki, a u trenera Jacka Magiery już nie oddał tego miejsca do końca sezonu.

Ogólnie mówiąc, chyba każdy klub w naszej lidze chciałby mieć taki duet bramkarzy i akurat to nie jest przesada w najmniejszym stopniu. Zasadniczo to każdy klub chciałby mieć tak jak Śląsk. Dwóch golkiperów przy których możesz mieć w sumie głęboko gdzieś kto broni, bowiem obaj gwarantują bardzo wysoki poziom. Błędy prowadzące do utraty bramki obu panów łącznie, można policzyć na palcach jednej ręki. Za to interwencje które WKS przed utratą gola ratowały, to już inna historia. Tych było o wiele, wiele więcej. WKS ma pod kątem straconych goli ex aequo czwartą najlepszą defensywę w lidze i to jest w bardzo dużej mierze zasługa Putnockiego oraz Szromnika. Obaj mają powyżej 72% skuteczności interwencji. Słowak na dodatek obronił dwa rzuty karne.

Rywalizacja latem o miejsce w bramce będzie zacięta. Trener Magiera zdaje się preferować Michała Szromnika, choć zasadniczo nie dawał on podstaw do zmiany, to po co go było zmieniać. Moim zdaniem na start Szromnik procentowo ma tak 60/40, ale obaj dają na tyle wysoki poziom że to jest bardzo umowne szacowanie. Nie wydaje mi się też, aby Matus miał odejść, bo przegrał rywalizację w końcówce sezonu. W przyszłym sezonie, WKS nie musi martwić się o bramkarzy absolutnie.

b)     Łukasz Bejger

Wielu młodych piłkarzy, którzy po szkoleniu w wielkim klubie wracają do Polski, często szybko przepadają, nie pokazując zbyt wielkich umiejętności. Hubert Adamczyk (Chelsea Londyn) czy Kamil Wojtkowski (RB Lipsk) nigdy niczego specjalnego w Ekstraklasie nie pokazali. Wiosna dała nadzieję że przypadek Łukasza Bejgera może być inny. Odkąd wskoczył do składu prezentował się bardzo pewnie. Jak na tak młodego obrońcę popełniał stosunkowo niewiele błędów, a na dodatek pewnie czuje się z piłką przy nodze, nieźle ją wprowadza do gry i może grać też na prawej stronie. Przypomina nieco Kamila Piątkowskiego, którego Raków Częstochowa niedawno za 5 mln euro sprzedał do Red Bull Salzburg. Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie, WKS za jakiś czas będzie mógł liczyć na podobny zarobek.

Bejger przyszedł dopiero zimą, ale już pokazał, że przed nim bardzo ciekawa przyszłość. Jacek Magiera na pewno będzie chciał m.in. na nim budować skład, zwłaszcza że Bejger jest młodzieżowcem. Zwłaszcza że ma z kim współpracować, bo Legii Warszawa nie dał się skusić Konrad Poprawa, który wykorzystał szansę na którą czekał tyle lat. Razem mogą utworzyć bardzo mocny blok defensywny. Uzupełniony albo Markiem Tamasem, lewonożnym Węgrem, który miał kilka słabszych występów, ogólnie powyżej pewnego poziomu nie wskoczy, ale pewną solidność daje, albo Wojciechem Gollą, którego jeśli druga tak straszliwa kontuzja nie zniszczy, ponownie będzie liderem drużyny. Plus opcjonalnie są też weterani Pawelec oraz Celeban. Czuć potencjał w tej formacji.

c)     Gra u siebie

No co tu dużo mówić, Śląsk znów uczynił ze swojego stadionu twierdzę, którą tym razem zdobyła tylko Legia Warszawa. Ale to już taka tradycja, że w sumie nikogo to nie dziwi. Może trochę za dużo remisów, bo aż siedem, zwłaszcza za Jacka Magiery, który jak dotąd na Stadionie Wrocław wygrał tylko raz. Niemniej jednak 27 z 43 pkt WKS-u pochodzi właśnie ze starć domowych. Bez takiej postawy u siebie, nie można byłoby nawet marzyć o pucharach. Zobaczymy czy mimo takiego sobie początku, Śląsk Magiery będzie we Wrocławiu tak skuteczny jak Śląsk Lavicki. Jeśli tak, to to już jest solidny kapitał pod ewentualne sukcesy. Miniony sezon i jeszcze poprzedni to znakomite dowody.

Czytaj kolejne strony:

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy ratownicy medyczni powinni dostać podwyżki?





Oddanych głosów: 305