Sport

Zwycięstwo na pożegnanie sezonu we Wrocławiu. Śląsk - Cracovia 1:0

2014-05-27, Autor: ŁM
Skromnie, bo skromnie, ale z klasą i elegancko - tak wypadło pożegnanie sezonu ekstraklasy we Wrocławiu w wykonaniu piłkarzy Śląska. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego wygrali 1:0, notując tym samym ósmy z rzędu mecz bez porażki.

Reklama

Pod względem czysto sportowym i dla Śląska, i dla Cracovii był to mecz o tzw. złotego ananasa. Oba zespoły przed tym spotkaniem były pewne utrzymania w Ekstraklasie i walczyły głównie o to, by zakończyć sezon na jak najwyższym miejscu i dzięki temu zarobić kilka groszy więcej do klubowej kasy.Ale dla kilku zawodników Śląska był to mecz, który wkrótce mogą wspominać z łezką wzruszenia w oku. Bo m.in. Dalibor Stevanović czy Marian Kelemen, którzy w ostatnich latach święcili ze Śląskiem jego wielkie sukcesy, najpewniej pożegnają się z Wrocławiem.
 
 
Pożegnanie powinno być godne i takie właśnie wrocławianom się udało. Na zakończenie sezonu zeszli z boiska z tarczą i walczyli, choć równie dobrze mogli oszczędzać kości i myśleć głównie o zbliżających się wakacjach. Zdarzyło się w tym spotkaniu kilka akcji, po których wrocławscy piłkarze dostali oklaski za waleczność i ambicję. Brawami żegnano m.in. schodzącego z boiska Sebastiana Milę, który w tym meczu pokazał się z solidnej strony.

 

Uznanie kibiców dla zaangażowania popularnego “Milowego” było zaskoczeniem, bo do niedawna piłkarz miał z nimi na pieńku - zarzucano mu brak formy i właśnie zaangażowania. Pod okiem trenera Tadeusza Pawłowskiego Mila odzyskał jednak formę i fani Śląska zaczynają na powrót patrzeć na niego nieco bardziej przychylnie.

 

Tak na dobrą sprawę, więcej ciekawego działo się wokół samego meczu Śląska z Cracovią niż na boisku. Przed spotkaniem przez Wrocław przeszła potężna ulewa. Miasto było sparaliżowane - zwłaszcza na drogach dojazdowych do stadionu. I było jasne, że może paść negatywny rekord frekwencji. Ostatecznie potyczkę Śląska z Cracovią obejrzało nieco ponad 6 tys. widzów i rekordowy poziom stadionowej pustki nie został pobity, co nie zmienia faktu, że na stadionie między rzędami pustych krzesełek hulał wiatr.

 

Drugim wartym odnotowania wydarzeniem jest występ młodego Kamila Dankowskiego. Trener Pawłowski deklarował, że w ostatnich meczach sezonu będzie chciał ograć utalentowanego młodzieżowca i słowa dotrzymał. Dankowski rozpoczął mecz w pierwszym składzie i na boisku dotrwał do 75. minuty. Gdyby przyjąć skalę szkolną, jego występ można ocenić na solidną czwórkę. Dankowski zagrał poprawnie, ustrzegł się pomyłek, ale nie pokazał też zagrań, które zapadną w pamięci kibiców. Próbował podłączać się do akcji ofensywnych, kilka razy wymusił faul na piłkarzach Cracovii. I nie odstawał zbytnio od bardziej doświadczonych kolegów. Wygląda na to, że z tej mąki będzie chleb.
 
A na boisku? O tym akurat możemy napisać niewiele. W pierwszej połowie meczu bramkarze nie mieli wiele pracy. Walka toczyła się głównie w środku pola, gdzie nieco lepiej radził sobie Śląsk i to wrocławianie częściej byli przy piłce. Nie potrafili jednak rozmontować defensywy Cracovii, bo gracze “Pasów” bronili się dość uważnie i nie pozwalali sobie na pomyłki. Śląsk zdołał jednak objąć prowadzenie, którego nie oddał do końca meczu.
 
W 31. minucie rzut wolny rozegrał Sebastian Mila, oddając piłkę do Dudu Paraiby. Brazylijczyk nie zastanawiał się długo i solidnie grzmotnął sprzed pola karnego. Piłka trafiła jeszcze w któregoś z obrońców Cracovii i zmieniła tor lotu, wpadając do bramki “Pasów” mijając bezradnego bramkarza Krzysztofa Pilarza.

 

W drugiej połowie Śląsk spokojnie pilnował przewagi, grając poukładany futbol. Goście z każdą minutą prezentowali się coraz bardziej niemrawo i poza dwoma strzałami młodego rezerwowego Bartosza Kapustki nie pokazali niczego, czym mogliby zaskoczyć uważnie grający Śląsk. Z kolei wrocławianie mogli pokusić się o kolejną bramkę, ale świetny strzał Mili w równie dobrym stylu obronił Pilarz, a po soczystych uderzeniach Roberta PichaMateusza Machaja piłka o centymetry mijała słupek bramki "Pasów".
 
Mecz z Cracovią był ostatnim spotkaniem Śląska przed własną publicznością w tym sezonie ekstraklasy. Wrocławianie w lidze sprezentowali swoim kibicom osiem zwycięstw, siedem remisów i cztery porażki. Warto też zapamiętać im radość i wzruszenie po zwycięstwie 4:0 z Rudarem Plevlja i 1:0 z Club Brugge w eliminacjach Ligi Europy. To nie był dla Śląska udany sezon, bo też miejsce (w najlepszym wariancie) numer dziewięć na zakończenie sezonu jest zwyczajnie poniżej oczekiwań i ambicji takiego zespołu, jak Śląsk. Ale podczas rozgrywek były momenty, które zajmą ważne miejsce w klubowych kronikach.

 

Śląsk Wrocław - Cracovia Kraków 1:0 (1:0)

Bramka: Dudu Paraiba (31.)

 

Śląsk Wrocław: Kelemen - Zieliński, Grodzicki, Kokoszka, Dudu - Flavio Paixao, Droppa, Stevanović (84. Kaźmierczak), Mila (66. Machaj), Dankowski (75. Pich) - Marco Paixao.

Cracovia: Pilarz - Kuś, Żytko, Mikulić, Marciniak - Boljević (86. Szewczyk), Zejdler (59. Kapustka), Budziński, Papadopoulos (70. Bernhardt), Ntibazonkiza - Nowak.

 

Żółte kartki: Żytko, Kuś, Kapustka.

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).

 

Widzów: ok. 6 tys.

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1096